Udało jej się tym razem sięgnąć, być może nie odbyło się do końca tak, jak chciała, jednak w końcu sztylet wbił się w cielsko bestii, która zaczynała się przemieniać. Nie zamierzała osiąść na laurach, miała świadomość, że był to dopiero początek, póki co to wilkołak się z nimi bawił i pokazywał im swoją przewagę. Nie podobało jej się to zupełnie. Miała nadzieję, że zlecenie przebiegnie nieco bardziej po jej myśli, jak widać czasem wszystko chciało powodować komplikacje.
Wilkołak zawył, próbował się przemienić, jednak ostrze, które wbiła w jego plecy chyba mu w tym przeszkodziło. Przestał forsować swoją zmianę. Musiał się skupić na czymś innym. Bestie również miały swoje granice, one także odczuwały ból. W jego ciele aktualnie znajdowały się trzy sztylety - ten którym w niego rzuciła, ten który Benjy wbił mu w brzuch i to ostrze, którym Geraldine udało jej się go zranić. Nie zwlekała, wyciągnęła swój sztylet niemalże od razu, nie miała zamiaru na tym poprzestać, jeśli pojawiła się taka potrzeba to go podziurawi całego. W końcu powinien się wykrwawić.
Geraldine skupiona była na swoim działaniu, jednak nie umknęło jej to, że Fenwick ponownie sięgnął po ostrze i trafił wilkołaka w bok. Wspólnymi siłami powinno im się udać jakoś wykaraskać z tego starcia. Naprawdę w tej chwili doceniała to, że nawiązali współpracę, mało kto byłby w stanie poradzić sobie z tym stworzeniem w ten sposób, walczyć tak zaciekle.
Bestia skupiła się na nim, nie odpuszczała mu, nadal starała się docisnąć go swoim ciałem, jednak coraz gorszy stan fizyczny utrudniał mu walkę.
Yaxley uniosła się po raz kolejny, widziała w tym kolejny moment, który powinna wykorzystać - wilkołak ciągle był skupiony na Benjy'm, to jego chciał się pozbyć jako pierwszego, nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Na pewno poczuł jej ostrze, a jednak się nie odwrócił. Przerwali jego przemianę, dzięki czemu nie miał możliwości szybciej się regenerować. To było sporym plusem sytuacji, w której się znaleźli.
Zamachnęła się mocno, chciała trafić w jego kręgosłup, spowodować, żeby faktycznie zabolało, żeby w końcu zobaczył, że nie warto było ich atakować, to on miał być tutaj zwierzyną - nie oni. Bok zapiekł ją okropnie, gdy uniosła rękę, wiedziała, że nadal sączy się z niego krew, jednak nie robiło to na niej wrażenia, adrenalina krążyła w jej żyłach, albo oni - albo on mieli to przetrwać, zdecydowanie tylko pierwszą opcję brała pod uwagę, nie mogło zdarzyć się inaczej. Może byli nieco pokiereszowani, ale to niczego nie zmieniało.
Chciała przeciąć mu skórę, zmiażdżyć kości i włożyła w to całą swoją siłę.
Akcja nieudana
Slaby sukces...
(af ◉◉◉◉◉ - na cięcie sztyletem w okolice kręgosłupa)