09.01.2026, 01:33 ✶
- My - odpowiedział nadętym tonem. - Musisz się nauczyć Lestrange, że tutaj często działa się w zespole. Nie możesz sobie cały czas sama grać. To nie występ solowy - taki był mądry, a co. Może to jeszcze do niej nie docierało, ale byli w tym lesie we dwoje i musieli działać jak drużyna, a ona tylko pyskowała i pyskowała. I miała szopę na głowie.
- Utnij - powtórzył bez mrugnięcia okiem. Nie musiała od razu faktycznie czegoś ucinać tak całkowicie. Mogła dźgnąć, pociąć czy co jej się tam wymarzyło, w metodę akurat nie wnikał. Liczyły się efekty chociaż tutaj spodziewał się żadnych. Rzeźba wyglądała na kamień i właśnie ten materiał podejrzewał, no ale wypadało sprawdzić całość sytuacji pod różnymi kątami, a magia była przecież dziwaczna i kapryśna.
Lestrange jednak na całe szczęście, nie zamierzała się sprzeciwiać jego pomysłom. Dobrze, bo się już całkiem wygodnie rozsiadł na tym krześle i nie chciałoby mu się podnosić. Patrzył więc jak wyjmuje scyzoryk i otwiera go, powoli dopalając resztkę papierosa, jaka mu się została. I wtedy wydarzyła się rzecz. I to taka rzecz przez wielką literę nawet, na którą zmarszczył brwi i przeniósł parę razy spojrzenie między statuą, a panią auror.
- Żart... - ujesz sobie? Chciał zapytać jej grzecznie, ale odchrząknął i podniósł się ze swojego miejsca siedzącego, by lepiej przyjrzeć się sytuacji. - Interesujące. Widzisz, właśnie dlatego trzeba sprawdzać sprawy pod różnymi kątami - pokiwał głową z mądrą miną. - W takim razie może to jakieś zaklęcie. Możemy spróbować ją rozproszyć... - uniósł różdżkę, robiąc krok w tył jakby się martwił, że go posąg potrąci kiedy już czar pryśnie, a potem rzucił zaklęcie które miała rozproszyć ewentualną magię.
// rozproszenie
- Utnij - powtórzył bez mrugnięcia okiem. Nie musiała od razu faktycznie czegoś ucinać tak całkowicie. Mogła dźgnąć, pociąć czy co jej się tam wymarzyło, w metodę akurat nie wnikał. Liczyły się efekty chociaż tutaj spodziewał się żadnych. Rzeźba wyglądała na kamień i właśnie ten materiał podejrzewał, no ale wypadało sprawdzić całość sytuacji pod różnymi kątami, a magia była przecież dziwaczna i kapryśna.
Lestrange jednak na całe szczęście, nie zamierzała się sprzeciwiać jego pomysłom. Dobrze, bo się już całkiem wygodnie rozsiadł na tym krześle i nie chciałoby mu się podnosić. Patrzył więc jak wyjmuje scyzoryk i otwiera go, powoli dopalając resztkę papierosa, jaka mu się została. I wtedy wydarzyła się rzecz. I to taka rzecz przez wielką literę nawet, na którą zmarszczył brwi i przeniósł parę razy spojrzenie między statuą, a panią auror.
- Żart... - ujesz sobie? Chciał zapytać jej grzecznie, ale odchrząknął i podniósł się ze swojego miejsca siedzącego, by lepiej przyjrzeć się sytuacji. - Interesujące. Widzisz, właśnie dlatego trzeba sprawdzać sprawy pod różnymi kątami - pokiwał głową z mądrą miną. - W takim razie może to jakieś zaklęcie. Możemy spróbować ją rozproszyć... - uniósł różdżkę, robiąc krok w tył jakby się martwił, że go posąg potrąci kiedy już czar pryśnie, a potem rzucił zaklęcie które miała rozproszyć ewentualną magię.
// rozproszenie
Rzut Z 1d100 - 35
Akcja nieudana
Akcja nieudana