Próbowała, naprawdę starała się zrobić to, co niby umiała najlepiej, jednak los jej dzisiaj nie sprzyjał. Ostrze ponownie trafiło w powietrze, wilkołak poruszył się akurat w momencie, w którym chciała w niego trafić. Kolejne cięcie było nieco lepsze, ale znowu nie do końca poszło po jej myśli. Ruch był słabszy niż chciała, nie trafiła też dokładnie tam, gdzie planowała. Warknęła cicho pod nosem. Naprawdę się irytowała. Geraldine nie znosiła, gdy coś nie szło po jej myśli, rzadko kiedy zresztą też zdarzała jej się taka utrata kontroli nad sytuacją, jak ta dzisiaj. To powodowało, że wypełniały ją konkretne emocje, przede wszystkim wkurzenie, może nawet bardziej wkurwienie i irytacja. Oczywiście, że nie zamierzała rzucić tego w pizdu i ruszyć przed siebie niezadowolona z takiego obrotu sytuacji, wręcz przeciwnie, to był chyba moment, w którym powinna sięgnąć po inną broń, skoro ta się nie sprawdzała i nie chciała z nią dzisiaj współpracować. Jeśli nie drzwiami, to oknem, czy coś, nie łatwo było zaniechać jej próby. Im więcej problemów sprawiał przeciwnik, tym bardziej chciała wygrać starcie, kiedyś pewnie doprowadzi ją to do grobu, ale to nie miał być ten dzień.
Wilkołak chyba w końcu zaczął odczuwać to, co mu zrobili. Ignorował na początku sztylety wbijane w jego ciało, był skoncentrowany na tym, aby zrobić im krzywdę, jednak w końcu musiał poczuć to, co udało im się zrobić. Srebro go osłabiało, nie udało mu się przez nie dokonać pełnej przemiany, raczej nie miał szansy na to, aby ją wymusić. Nie był już w pełni sił.
Geraldine widziała, że Benjy wykorzystał ten moment, podniósł się, to było dobrym posunięciem, bo bestia nie była w stanie dalej trzymać go w potrzasku przy ziemi, co było zdecydowanie trudniejszą sytuacją. Nie miała pojęcia, czy wilkołakowi udało się go zranić ponownie, stał jednak, więc zakładała, że nie zrobił mu, aż takiej krzywdy.
Bestia wydawała się widzieć tylko mężczyznę, jakby to on stał się jego głównym celem, zupełnie ignorował jej istnienie, być może uważał, że lepiej wykończyć ich po kolei, co jednak wiązało się z ryzykiem przyjmowania na siebie ciosów tej drugiej osoby, bo przecież nikt nie zamierzał pozostać tutaj bierny, przyszli tutaj w jednym, wiadomym celu, mieli wykonać zlecenie, pozbyć się go. Naprawdę nie spodziewała się, że przyjdzie im się mierzyć z takim silnym przeciwnikiem, jednak chyba powoli zaczynał tracić swoją przewagę. Im też udało się go drasnąć, a nawet bardziej niż drasnąć w przeciągu trwającego starcia.
Las nadal wszystko obserwował, gdzieś w tle było słychać ptaki, które ponownie zrywały się do lotu, w powietrzu było wyczuwalne napięcie, jakby drzewa czekały finał tego spektaklu.
Wilkołak chwilowo próbował zebrać się w sobie, najwyraźniej był to jego moment słabości, który musieli wykorzystać, bo taka szansa mogła się ponownie nie zdarzyć, kto wiedział, jak szybko uda mu się zregenerować, był całkiem silnym i trudnym przeciwnikiem, wydawał się potrafić ignorować ból, jednak teraz przyniosło to swoje skutki, korzystne dla nich.
Geraldine postanowiła zmienić metodę walki, skoro pierwsza nie okazała się skuteczna, sięgnęła po kuszę, postanowiła trafić w bestię bełtem. Nadal była za nią, stwór koncentrował się na Benjy'm, to on był jego głównym celem. Dawało jej to więc odrobinę przewagi.
Była przygotowana, miała srebrne bełty, wystrzeliła dwa z nich, jeden po drugim, nie widziała zbyt dobrze, więc nie celowała w szyję, czy głowę, tylko w jego tułów, bo tak było prościej, gdy znajdowali się w ciemności.
Akcja nieudana
Sukces!
Na dwa strzały w kierunku wilkołaka