09.01.2026, 16:57 ✶
-Zauważyłaś ją... Gdy spadłaś? - sam nie wiedział dlaczego go to zaskoczyło. Był przecież świadkiem tego jak Brenna "zeskakuje" z pomnika, po czym robi "super hero landing" zdzierając sobie kolano do krwi. Pokręcił tylko głową na myśl, że prawdopodobnie to musiało wyglądać bardzo podobnie. Słowo daję. Zajdźcie jej jakiegoś faceta, który będzie ją pilnował, bo pewnego dnia dziewczyna zachłyśnie się wodą i się udusi, jeśli nikt nie będzie jej pilnował.
-Dla każdego... Nie poznałaś Yeleny. Jak kupiłem jej perły to powiedziała, że są brzydkie, czemu nie różowe. Choć... Dziwne, bo nadal je nosi. - tak samo jak futra, które jej kupiłem, suknie, wymyślną bieliznę. Czasem Alexander myślał, że ona robi to wszystko celowo, ale gdzieś tam w głębi duszy jest mu za to wszystko... wdzięczna? Hah. Alexander parsknął w swoją szklankę, opluwając się alkoholem, gdy tylko pomyślał o tym w ten sposób. Yelena. Wdzięczna.
Odchylił się do tyłu na swoim stołku, śmiejąc się głośno, jakby ktoś dopiero opowiedział mu całkiem niezły dowcip. Widać było, że od dawna się nie śmiał. W zasadzie zaryzykowałbym stwierdzenie, że nigdy. Trwało to chwilę, aż w końcu udało mu się uspokoić. Zamrugał kilka razy, aby pozbyć się łez, które miał w kącikach oczu.
-Przepraszam... Oh... Pomyślał o czymś absurdalnym. - powiedział starając się nieco wytłumaczyć ze swojego zachowania. No bo powiedzmy sobie szczerze, nie miał zamiaru jej wystraszyć, a ten nagły wybuch śmiechu nie był normalny. Nie w tej sytuacji. -Już dobrze... Więc... Co do naszego przyjęcia zaręczynowego. Ani ja, ani Lena nie wiedzieliśmy o tym, że to przyjęcie dla nas. U nas święta obchodzi się w styczniu, więc... Mój ojciec zabrał mnie na przyjęcie. Myślałem, że to przyjęcie Bożonarodzeniowe. Nawet spotkałem tam taką kobietą, mówię Ci. Była piękna. Miała takie krwisto czerwone włosy. Od razu rzuciła mi się w oczy... Chwilę flirtowaliśmy. Rozmawiało nam się tak dobrze. Była idealna w każdym calu. A potem... Potem mój ojciec powiedział mi, że to właśnie z nią mam się w przyszłości ożenić. - i w zasadzie gdzie tu problem? Już wyczuł to niezadane jeszcze pytanie. Wiedział, że Brenna siedziała tam nieco skonfundowana, nie wiedząc za bardzo gdzie był problem w tym wszystkim. -Lena Karkaroff. Rodzina, która przelewała krew naszą, tak jak nasza przelewała ich. Byliśmy w trakcie wojny. Mieliśmy się zniszczyć, mieliśmy zniszczyć ich. Więc mój ojciec stwierdził, że to doskonały pomysł, aby zakończyć ten konflikt... Ślubem. Rozumiesz!? Mam poślubić kogoś, do kogo nienawiść mam wypisaną w genach! Mam poślubić kogoś kogo nienawidzę... - kocham- dodał w myślach -... każdą komórką mojego ciała.
Trochę się tutaj Alexander zdenerwował. Jakby... Oczywiście, że w jego mniemaniu miał prawo, bo przecież sytuacja była tak popaprana, z jego punktu widzenia, że to nie było normalne. Miał prawo sobie przecież tak wybuchnąć. Zwłaszcza, że bardzo długo dusił to w sobie. Bo komu miałby to powiedzieć? Lenie? Ona już o tym doskonale wiedziała. Ojcu? Ojciec i tak go nie słuchał. Swojej siostrze? Chciał jej tego oszczędzić. Jej jedynie.
Tak więc słuchał jej uważnie, jednak każde nazwisko, które Brenna wypowiadał brzmiało dla niego dosyć obco, więc kiwał tylko głową. Był zadowolony z faktu, że postanowiła to wszystko mu zapisać na kartce. Może w ten sposób łatwiej mu będzie się w tym połapać, bez jakichś strasznych pomyłek. Jedyne nazwiska, które kojarzył to Malfoyowie, Blackowie. Tych kojarzył ze słyszenia. Zwłaszcza, że byli jakoś tam spokrewnieni ze sobą. Czy coś takiego. Nie za bardzo się przejmował Angielskimi rodami czystej krwi. Od natłoku informacji jednak aż rozbolała go głowa. Brenna tłumaczyła wszystko dosyć dobrze, ale mówiła też dość szybko. Co nie było dobrym połączeniem.
-Więc przychodzi sobie jakiś mugolak, po czarodzieju czystej krwi, i tak o, zostaje wybrany ministrem? Chwila, bo, z całym szacunkiem, coś tutaj śmierdzi, i to nie jestem z całą pewnością ja. - powiedział spokojnie Alexander. Jak szybko mógł zmieniać nastrój w ciągu tych kilku minut. Z rozbawienia w złość, ze złości w zaskoczenie. A potem znowu, to znaczy teraz, neutralność. Dziwne były historie polityczne w świecie magicznym, jednak Wielka Brytania wydawała się jeszcze bardziej pokręcona niż reszta świata. Może wypadałoby zasiąść tutaj, zastanowić się co niekoniecznie działało i zmienić to? Ale tradycjonaliści raczej by na to nie pozwolili. Jak widać na załączonym obrazku drastyczne zmiany były... Niezbyt akceptowalne. Więc może zamiast szybkiego i nagłego zwrotu w polityce, lepiej byłoby skupić się na powolnym zmienianiu kierunku? Jednak Alexander nigdy nie zajmował się polityką, a i polityka Wielkiej Brytanii była dla niego niezbyt interesująca. W końcu nadal postrzegał ten kraj jako obcy, nawet jeśli miał się tu przeprowadzić.
-Jasne. To by sporo pomogło. I tak już sporo zrobiłaś. - powiedział upijając kolejny łyk swojego trunku. W zasadzie to zrobiła bardzo dużo. I to wszystko z pamięci. Dobry był z niej cyngiel.
-Dla każdego... Nie poznałaś Yeleny. Jak kupiłem jej perły to powiedziała, że są brzydkie, czemu nie różowe. Choć... Dziwne, bo nadal je nosi. - tak samo jak futra, które jej kupiłem, suknie, wymyślną bieliznę. Czasem Alexander myślał, że ona robi to wszystko celowo, ale gdzieś tam w głębi duszy jest mu za to wszystko... wdzięczna? Hah. Alexander parsknął w swoją szklankę, opluwając się alkoholem, gdy tylko pomyślał o tym w ten sposób. Yelena. Wdzięczna.
Odchylił się do tyłu na swoim stołku, śmiejąc się głośno, jakby ktoś dopiero opowiedział mu całkiem niezły dowcip. Widać było, że od dawna się nie śmiał. W zasadzie zaryzykowałbym stwierdzenie, że nigdy. Trwało to chwilę, aż w końcu udało mu się uspokoić. Zamrugał kilka razy, aby pozbyć się łez, które miał w kącikach oczu.
-Przepraszam... Oh... Pomyślał o czymś absurdalnym. - powiedział starając się nieco wytłumaczyć ze swojego zachowania. No bo powiedzmy sobie szczerze, nie miał zamiaru jej wystraszyć, a ten nagły wybuch śmiechu nie był normalny. Nie w tej sytuacji. -Już dobrze... Więc... Co do naszego przyjęcia zaręczynowego. Ani ja, ani Lena nie wiedzieliśmy o tym, że to przyjęcie dla nas. U nas święta obchodzi się w styczniu, więc... Mój ojciec zabrał mnie na przyjęcie. Myślałem, że to przyjęcie Bożonarodzeniowe. Nawet spotkałem tam taką kobietą, mówię Ci. Była piękna. Miała takie krwisto czerwone włosy. Od razu rzuciła mi się w oczy... Chwilę flirtowaliśmy. Rozmawiało nam się tak dobrze. Była idealna w każdym calu. A potem... Potem mój ojciec powiedział mi, że to właśnie z nią mam się w przyszłości ożenić. - i w zasadzie gdzie tu problem? Już wyczuł to niezadane jeszcze pytanie. Wiedział, że Brenna siedziała tam nieco skonfundowana, nie wiedząc za bardzo gdzie był problem w tym wszystkim. -Lena Karkaroff. Rodzina, która przelewała krew naszą, tak jak nasza przelewała ich. Byliśmy w trakcie wojny. Mieliśmy się zniszczyć, mieliśmy zniszczyć ich. Więc mój ojciec stwierdził, że to doskonały pomysł, aby zakończyć ten konflikt... Ślubem. Rozumiesz!? Mam poślubić kogoś, do kogo nienawiść mam wypisaną w genach! Mam poślubić kogoś kogo nienawidzę... - kocham- dodał w myślach -... każdą komórką mojego ciała.
Trochę się tutaj Alexander zdenerwował. Jakby... Oczywiście, że w jego mniemaniu miał prawo, bo przecież sytuacja była tak popaprana, z jego punktu widzenia, że to nie było normalne. Miał prawo sobie przecież tak wybuchnąć. Zwłaszcza, że bardzo długo dusił to w sobie. Bo komu miałby to powiedzieć? Lenie? Ona już o tym doskonale wiedziała. Ojcu? Ojciec i tak go nie słuchał. Swojej siostrze? Chciał jej tego oszczędzić. Jej jedynie.
Tak więc słuchał jej uważnie, jednak każde nazwisko, które Brenna wypowiadał brzmiało dla niego dosyć obco, więc kiwał tylko głową. Był zadowolony z faktu, że postanowiła to wszystko mu zapisać na kartce. Może w ten sposób łatwiej mu będzie się w tym połapać, bez jakichś strasznych pomyłek. Jedyne nazwiska, które kojarzył to Malfoyowie, Blackowie. Tych kojarzył ze słyszenia. Zwłaszcza, że byli jakoś tam spokrewnieni ze sobą. Czy coś takiego. Nie za bardzo się przejmował Angielskimi rodami czystej krwi. Od natłoku informacji jednak aż rozbolała go głowa. Brenna tłumaczyła wszystko dosyć dobrze, ale mówiła też dość szybko. Co nie było dobrym połączeniem.
-Więc przychodzi sobie jakiś mugolak, po czarodzieju czystej krwi, i tak o, zostaje wybrany ministrem? Chwila, bo, z całym szacunkiem, coś tutaj śmierdzi, i to nie jestem z całą pewnością ja. - powiedział spokojnie Alexander. Jak szybko mógł zmieniać nastrój w ciągu tych kilku minut. Z rozbawienia w złość, ze złości w zaskoczenie. A potem znowu, to znaczy teraz, neutralność. Dziwne były historie polityczne w świecie magicznym, jednak Wielka Brytania wydawała się jeszcze bardziej pokręcona niż reszta świata. Może wypadałoby zasiąść tutaj, zastanowić się co niekoniecznie działało i zmienić to? Ale tradycjonaliści raczej by na to nie pozwolili. Jak widać na załączonym obrazku drastyczne zmiany były... Niezbyt akceptowalne. Więc może zamiast szybkiego i nagłego zwrotu w polityce, lepiej byłoby skupić się na powolnym zmienianiu kierunku? Jednak Alexander nigdy nie zajmował się polityką, a i polityka Wielkiej Brytanii była dla niego niezbyt interesująca. W końcu nadal postrzegał ten kraj jako obcy, nawet jeśli miał się tu przeprowadzić.
-Jasne. To by sporo pomogło. I tak już sporo zrobiłaś. - powiedział upijając kolejny łyk swojego trunku. W zasadzie to zrobiła bardzo dużo. I to wszystko z pamięci. Dobry był z niej cyngiel.