Benjy wstał, wilkołak się nie podnosił, zbierał siły, w tej chwili powoli zaczynali się przegrupowywać, bardzo powoli, no ogarniali się po tym dość trudnym początku. Bestia miała w swoim ciele srebro, które ją osłabiało, póki co nie wyciągnęła go, a to nie było szczególnie rozsądne. Szkodziło jej to, co było widać po zachowaniu stworzenia, nie mógł go dłużej ignorować, nawet jeśli chciał. Zbyt wiele razy go zranili.
Jej pierwszy bełt świsnął gdzieś w przestrzeń, przeszył powietrze, słyszała jak leciał i spadł na ziemię, nie trafił do celu. To jednak nie spowodowało rezygnacji. Geraldine była zawzięta, naprawdę bardzo mocno chciała go zranić, dlatego niemalże od razu wystrzeliła ponownie. Tym razem udało jej się trafić tam, gdzie chciała. Bełt dotarł do bestii. Nie był to jednak jeszcze koniec, stworzenie było zbyt silne, aby to miało je położyć. Spodziewała się raczej, że jeszcze bardziej je rozzłości, mieli już szansę zobaczyć jego reakcje, zrozumieć chociaż trochę sposób w jaki działał. Był narwany, ryzykował nie zwracając uwagi na swoje obrażenia, chciał krwi. Miała co do tego pewność.
Wilkołak nadal był zainteresowany głównie jej towarzyszem, Gerry nie wiedziała co takiego miał w sobie Benjy, że to właśnie na nim skupiała się cala jego uwaga, być może uważał go za większe zagrożenie i to jego chciał się pozbyć najpierw, nie miała pojęcia, nie potrafiła przewidzieć, co siedzi w głowie tego stworzenia.
Postanowił się nieco wycofać, to ją zdziwiło, nie zrobił tego gwałtownie, nie opuszczał spojrzenia, ale nie dało się zauważyć, że pierwszy raz tej nocy od razu nie zareagował na atak. Srebro musiało zacząć mu przeszkadzać. Doskonale - to był kolejny moment, który mogli wykorzystać. Na pewno nie spodziewał się tego, że się wycofają. Nie mieli stąd uciekać, nie kiedy w końcu mogli zacząć zauważać efekty swojej walki.
Bestia wyciągnęła łapę za plecy, próbowała wyrwać sobie bełt, który chwilę wcześniej znalazł się tam przez strzał Geraldine. Udało jej się to, zrobiła to jednym, gwałtownym ruchem, szybkim. Nie była jednak w stanie kontrolować wszystkiego wokół, nie kiedy zajmowała się usuwaniem srebra ze swoich pleców.
Ten ruch wilkołaka spowodował kolejną reakcję Geraldine. Zaparła się jeszcze mocniej na nogach, i powtórzyła poprzedni manewr, po raz kolejny strzeliła w niego dwoma bełtami, jeden za drugim, tym razem jednak nie celowała w plecy, strzelała w jego klatkę piersiową, chciała się go pozbyć jak najszybciej. Były to szybkie ruchy, każdemu strzałowi towarzyszyło krótkie skupienie się, wyprostowanie, wyuczony, właściwie to mechaniczny ruch ręki po bełt, a po oddanym strzale głośne wypuszczenie powietrza z płuc.
Doskwierał jej ból, zadrapanie dawało o sobie znać, ale starała się je ignorować, póki co też nie miała szansy za bardzo przyjrzeć się Benjy'emu, nie miała pojęcia, jak mocno oberwał, bo nie wątpiła, że wyszedł z tego zupełnie bez szwanku.
Sukces!
Sukces!