11.01.2026, 13:06 ✶
Brenna zamarła na moment na słowa Victorii, a potem pociągnęła w zamyśleniu za kosmyk włosów, wymykających się z kitki, w które je ściągnęła, by nie pchały się do oczu.
– Hm… chyba nie… – powiedziała, ale trochę niepewnie, bo sytuacja była przecież tak straszliwie dziwna, że nie mogła niczego wykluczyć w stu procentach. W ogóle prawdopodobnie jeszcze dwa lata temu siedziałaby w stuporze, nie mając pojęcia, o co tu chodzi, ewentualnie biegała po specjalistach. Ale w ostatnim roku wszystko stawało tak dziwaczne, że to stawało się niejako nową normą i Brenna chyba po prostu… trochę przywykła i po prostu działała. – Pewnie też trzymają je w jakimś ciepłym miejscu? Chociaż… kurde, poczytałam o wykluwaniu jaj, ale nie o opiece nad pisklętami, powinnam była – westchnęła, trochę zła na samą siebie z tego powodu. Na swoje usprawiedliwienie miała jednak to, że ta sprawa została trochę zepchnięta na bok. Przez to, że miasto spłonęło, ona wylądowała w Mungu, jak już się pozbierała próbowała pracować, ale świrowała z powodu ognia, no i mieli inne zajęcia, więc… nie było czasu na lekturę. A. I wprawdzie nie wszystko, ale trochę jej książek spłonęło, do księgarni też już nie dało się iść ot tak, bo i część tych spłonęła albo wymagała remontów… – Skacze ze szczęścia. Szkoda, że chyba nie ma Aidana, inaczej powinnyśmy mu zaproponować wycieczkę i patrzeć, jak się skręca – stwierdziła, posyłając Victorii uśmiech. Taki całkiem radosny, bo właśnie wyobrażała sobie minę Aidana, gdyby wpadła i oświadczyła mu, że zabiera go na wycieczkę, i że Victoria też tam będzie, i że OCH BĘDĄ TAM KŁUSOWNICY I MOŻE SMOKI, AIDAN, CIESZYSZ SIĘ?!
– Jak nie da rady, kopsniemy się fiuu i teleportujemy dalej, mam koordynaty. Boję się ot trochę, że może kogoś mają w Hogsmeade, ale nie musimy lecieć tam w mundurach… – mruknęła po sekundzie zastanowienia. Kiwnęła tylko głową, bo miała nadzieję, że Victoria ma rację i tym razem nie będą mogli się przenieść. Ostatnio uciekli im, gdy były razem, jak sądziła Brenna z powodu aresztowania kilku osób zamieszanych w sprawę – może wiedzieli, że ci puszczą parę. Potem zwiali jej znowu z przed nosa… ale nie była i pewna, czy w tamtym obozowisku mieli ze sobą pisklęta… Ale skoro teraz miały być na miejscu, to może faktycznie ich przetransportowanie nie będzie takie łatwe? Wciąż jednak wolała nie czekać do rana, gdy mogliby zebrać w teorii więcej ludzi i działać bardziej przemyślanie, bo… raz, miała opis wydarzeń, dwa, mogli znowu spierdolić, jeśli faktycznie mieli jasnowidzów albo cynk.
– To cynk z gatunku tych, na które kręcisz głową, i masz wrażenie, że ktoś robi sobie z ciebie dziwne żarty ale potem sprawdzasz szczegóły i wszystko zgadza ci się z tym, do czego doszłaś do tej pory – wyjaśniła krótko Brenna uznając, że może i historią się podzieli, ale teraz chyba nie chciała Victorii mieszać za bardzo w głowie, a i jeszcze wpadną na Apollo podczas opowieści, i jeśli zacznie opowiadać o tym jemu, to on na pewno zeświruje… – To dobrze, źle, czy neutralnie? – spytała znów z uśmiechem, zerkając na Victorię. Nie wiedziała, z kim ta była, za to wiedziała, z kim nie: w stroju i masce nie rozpoznała jej partnera, ale raz Victoria jej mignęła na Sali i Brennie się zdawało, że u jej boku był blondyn. I tak, to… hm, może nie tyle rozpalało ciekawość, co sprawiało, że trochę się martwiła. – I chcesz kiedyś o tym pogadać, niekoniecznie na moment przed ściganiem kłusowników, czy mam zamilknąć w temacie? – zapytała jeszcze wprost. Czasem o niektórych rzeczach człowiek nie chciał rozmawiać. A czasem chciał. I Brenna zamiast zastanawiać się, jak było tutaj, wolała ot się zorientować. – Pewnie nie miałyby oporów, ale tylko groził mi utopieniem. Nie pierwszy raz zresztą.
– Hm… chyba nie… – powiedziała, ale trochę niepewnie, bo sytuacja była przecież tak straszliwie dziwna, że nie mogła niczego wykluczyć w stu procentach. W ogóle prawdopodobnie jeszcze dwa lata temu siedziałaby w stuporze, nie mając pojęcia, o co tu chodzi, ewentualnie biegała po specjalistach. Ale w ostatnim roku wszystko stawało tak dziwaczne, że to stawało się niejako nową normą i Brenna chyba po prostu… trochę przywykła i po prostu działała. – Pewnie też trzymają je w jakimś ciepłym miejscu? Chociaż… kurde, poczytałam o wykluwaniu jaj, ale nie o opiece nad pisklętami, powinnam była – westchnęła, trochę zła na samą siebie z tego powodu. Na swoje usprawiedliwienie miała jednak to, że ta sprawa została trochę zepchnięta na bok. Przez to, że miasto spłonęło, ona wylądowała w Mungu, jak już się pozbierała próbowała pracować, ale świrowała z powodu ognia, no i mieli inne zajęcia, więc… nie było czasu na lekturę. A. I wprawdzie nie wszystko, ale trochę jej książek spłonęło, do księgarni też już nie dało się iść ot tak, bo i część tych spłonęła albo wymagała remontów… – Skacze ze szczęścia. Szkoda, że chyba nie ma Aidana, inaczej powinnyśmy mu zaproponować wycieczkę i patrzeć, jak się skręca – stwierdziła, posyłając Victorii uśmiech. Taki całkiem radosny, bo właśnie wyobrażała sobie minę Aidana, gdyby wpadła i oświadczyła mu, że zabiera go na wycieczkę, i że Victoria też tam będzie, i że OCH BĘDĄ TAM KŁUSOWNICY I MOŻE SMOKI, AIDAN, CIESZYSZ SIĘ?!
– Jak nie da rady, kopsniemy się fiuu i teleportujemy dalej, mam koordynaty. Boję się ot trochę, że może kogoś mają w Hogsmeade, ale nie musimy lecieć tam w mundurach… – mruknęła po sekundzie zastanowienia. Kiwnęła tylko głową, bo miała nadzieję, że Victoria ma rację i tym razem nie będą mogli się przenieść. Ostatnio uciekli im, gdy były razem, jak sądziła Brenna z powodu aresztowania kilku osób zamieszanych w sprawę – może wiedzieli, że ci puszczą parę. Potem zwiali jej znowu z przed nosa… ale nie była i pewna, czy w tamtym obozowisku mieli ze sobą pisklęta… Ale skoro teraz miały być na miejscu, to może faktycznie ich przetransportowanie nie będzie takie łatwe? Wciąż jednak wolała nie czekać do rana, gdy mogliby zebrać w teorii więcej ludzi i działać bardziej przemyślanie, bo… raz, miała opis wydarzeń, dwa, mogli znowu spierdolić, jeśli faktycznie mieli jasnowidzów albo cynk.
– To cynk z gatunku tych, na które kręcisz głową, i masz wrażenie, że ktoś robi sobie z ciebie dziwne żarty ale potem sprawdzasz szczegóły i wszystko zgadza ci się z tym, do czego doszłaś do tej pory – wyjaśniła krótko Brenna uznając, że może i historią się podzieli, ale teraz chyba nie chciała Victorii mieszać za bardzo w głowie, a i jeszcze wpadną na Apollo podczas opowieści, i jeśli zacznie opowiadać o tym jemu, to on na pewno zeświruje… – To dobrze, źle, czy neutralnie? – spytała znów z uśmiechem, zerkając na Victorię. Nie wiedziała, z kim ta była, za to wiedziała, z kim nie: w stroju i masce nie rozpoznała jej partnera, ale raz Victoria jej mignęła na Sali i Brennie się zdawało, że u jej boku był blondyn. I tak, to… hm, może nie tyle rozpalało ciekawość, co sprawiało, że trochę się martwiła. – I chcesz kiedyś o tym pogadać, niekoniecznie na moment przed ściganiem kłusowników, czy mam zamilknąć w temacie? – zapytała jeszcze wprost. Czasem o niektórych rzeczach człowiek nie chciał rozmawiać. A czasem chciał. I Brenna zamiast zastanawiać się, jak było tutaj, wolała ot się zorientować. – Pewnie nie miałyby oporów, ale tylko groził mi utopieniem. Nie pierwszy raz zresztą.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.