11.01.2026, 16:46 ✶
Niewykluczone że magia w jakiś sposób wiedziała. Bo w końcu żeby rzucić czarnomagiczne zaklęcie trzeba było bardzo tego chcieć. Trzeba było tego pragnąć, potrzebować. Kwestia tego, że to zostawiało na użytkowniku trwałe ślady. Niewidoczne gołym okiem, to prawda, ale były tam, piętnując rzucającego zaklęcie. I znowu wracamy tutaj do punktu wyjścia. Jak zachowa się człowiek zależało tylko od niego. Czy używanie czarnej magii, aby czynić dobro jest złe? Czy osoba, która nie używa takich zaklęć, ale nie zawsze postępowała słusznie, była dobra? Nie było na te pytania dobrej odpowiedzi. Bo, uwaga, świat nie był czarno-biały. Był okrutny, bezlitosny, niebezpieczny. Był też jednak wspaniały, piękny, nieprzewidywalny i zjawiskowy. Nie było ludzi tylko dobrych, lub tylko złych, w każdym jest tyle samo dobra i tyle samo zła. I to od nas samych zależy po jakiej stronie staniemy. Za każdym kryły się jakieś wybory, jakieś odpowiedzi, jakieś pytania.
Tak więc wypadałoby się postawić najpierw w sytuacji innego człowieka, zanim zdecydujemy się postawić jakieś wnioski. Nawet Czarny Pan prawdopodobnie miał jakieś motywy z przeszłości. Może ambicja, może ktoś go w dzieciństwie skrzywdził. Może. Jedno było pewne, trzeba było go powstrzymać. Alexander nie wiedział czy nadawał się do tego. Czy pozostawienie w tej wąskiej, szarej strefie nie było teraz dla niego najlepsze. W końcu nie jego cyrk i nie jego małpy. Wielka Brytania powoli stawała się jego domem, ale nadal było do tego daleko.
Z tego krótkiego zamyślenia, wyrwał go głos Victorii, aby nie krępował się z mówieniem po rosyjsku. Może, jeśli ich znajomość wejdzie na odpowiednie tory, a na razie nie było ku temu żadnych przeciwskazań, Alexander nauczy ją kilku słówek? Nie był najelpszym nauczycielem, ale z doświadczenia wiedział, że najłatwiej jet nauczyć się wulgaryzmów. Im bardziej jakiś wyraz był wypowiadany z emocją, bardziej powiązany i gwałtowny, tym łatwiej było go zapamiętać. Przynajmniej tak miał Alexander, gdy uczył się angielskiego.
Niestety po łacinie Alexander znał jedynie nazwy kości. Nie znał się zbytnio na kwiatach, jedynie te najbardziej podstawowe. Domyślał się jednak, że Victoria miała znaczenie bardziej rozległą wiedzę o roślinach i ich efektach, skoro zajmowała się warzeniem mikstur. Kiedy ta stwierdziła, że Alexander jest ryzykantem spragnionym adrenaliny, on tylko uśmiechnął się kącikami ust.
-Czy to źle, że szukam zastrzyków adrenaliny, nawet w najdorbniejszych... spotkaniach? - powiedział powoli, podkreślając ostatnie słowo swoim akcentem. -W końcu czym byłoby życie bez odrobiny ryzyka? Bez tego dreszczyka emocji? - to mówiąc pochylił się delikatnie do przodu, w jej stronę, opierając łokcie na oparciach fotela. Obserwował ją cały czas, nie wiedział jednak, czy jeśli jego wzrok opuści jej twarz, kierując się na jej nogi, to czy w takim wypadku przegra tę rozgrywkę? W końcu nadal wzrok pozostawał na "niej". I co prawda kusiło, aby skierować wzrok niżej, to jednak Alexander wolał tego nie sprawdzać. Był zbyt głodny zwycięstwa.
-Więc czysto teoretycznie, gdybyś uważała Anglię za zgniłą, dokąd byś wyruszyła? - zapytał Aristov z zaciekawieniem, obracając szklankę w swojej dłoni. -Mimo wszystko Rosja też ma wiele do zaoferowania. Od siarczystych, ostrych zim, przez gorące klimaty.
Głos miał spokojny, choć to jak wypowiadał się o zimach, jasno mówiło, że Alexander preferował te chłodniejsze klimaty. I może dziś wydawał się dosyć otwartą i ciepłą osobą, może to był wynik tego, że od teg zależało dość sporo, zwłaszcza czy galeony trafią do jego kieszeni, kiedy już dogada się, przynajmniej taką miał nadzieję, z Victorią. Jednak w gruncie rzeczy Alexander był jak jedna z takich właśnie syberjskich zim. Zimny, ostry, nieprzyjemny. Można było znaleźć w tym jakieś dzikie piękno, ale nigdy nie wolno go było lekceważyć.
-Otwarci? Nie. - po raz pierwszy Alexander roześmiał się. Jednak śmiech był chłodny, zupełnie pozbawiony rozbawienia. -Gdy tylko dasz im powód, zaraz na Ciebie naniosą. Za maskaradą uśmichów i przymilnych słówek sączą jad. Jednak nikt w twarz nie powiedział mi nigdy, żebym... - tutaj Alexandero odchrząkną znacząco zmieniając swój głos na sztucznie niższy. -..."wypierdalaj w podskokach jak to robią komunistyczne świnie." - po tych słowach pokiwał tylko głową, skupiając swój wzrok tym razem na ustach Victorii, ponownie.
Prawda była taka, że nie działało to na niego jakoś specjalnie. To znaczy takie teksty, nie ona. Ona...
-Nie wiem w zasadzie co wolę. Czy sączenie jadu z ukrycia, czy taką otwartą wrogość. Obawiam, że do obu można się przyzwyczaić, jeśli zostajemy w jendym miejscu zbyt długo. Może... Może kiedyś, gdy już nazwę to miejsce swoim domem, może wtedy ludzie przestaną mnie postrzegać jako zagrożenie. Choć jestem przekonany, że nie wszyscy.
Tak. Alexander doskonale sobie radził w Angielskiej socjecie, ale to tylko dlatego, że zajmował się zagranicznymi interesami ojca, nie tylko w Brytanii, ale też Francji, choć po Francusku nie potrafił ani słowa, a także inny słowiańskich krajach.
-Czy mógłby być lepszy sposób na zaciśnianie magicznych więzi, niż wspólny wypad za żelazną kurtynę? - powiedział z delikatnym rozbawieniem Alexander. Obserwował jak zakręca sobie kosmyk włosów wokół palca i odczuł wielką chęc, aby samemy to zrobić... ale wokół całej dłoni. Szybko jednak odrzucił te myśli upijając łyk alkoholu. Uśmiechmął się szelmowsko, gdy poprosiła go o to, aby wyjaśnił jej swoje słowa. -Oh miałbym pozbawić się tej jedynej, maleńkiej przewagi jaką jeszcze mam? Mógłbym w zasadzie... - powiedział spokojnie z udawanym zamyśleniem na twarzy. Ta cała gra między nimi była tak szalona, nikt nie znał zasad, nikt nie znał reguł. Nie wiedzieli co dostanie zwycięzca, ani co straci przegrany, a mimo to parli naprzód, wchodzili w to coraz głębiej. Co jednak, jeśli w pewnym momencie nie będzie już odwrotu? Jeśli zajdą w tym tak daleko, że nie będą w stanie wrócić do tego co było?
- Jednak skoto tak ładnie prosisz, jak mógłbym Ci odmówić? W dość dużym skrócie, powiedziałem, że nawet całe zbiory Ermitażu, nie są tak fascynujące jak ty. - lewu kącik ust uniósł się delikatnie ku górze we flirciarskim uśmiechu, ale to by było na tyle. Ten jeden malutki gest.
W końcu Aristov wrócił do poprzedniej pozycji, opierając plecy wygodnie o oparcie. Ten jej, prawie że, niewinny uśmiech tylko bardziej utwierdził go w przekonaniu, że ta gra jest jedną z ciekawszych jakie prowadził od dłuższego czasu. Już nie tylko interesy trzymały go w tym pomieszczeniu, a właśnie ta gra między nimi. Nawet jeśli Victoria nie zgodzi się na jego propozycję, to czas ten nie będzie całkowicie stracony.
-"Służyć"? Oh w niczym. Możesz jednak pomóc mi, oraz swojej kieszeni. Bo widzisz Victorio potrzebowałbym eliksiru. Wyjątkowo silnego remedium na... Może jednak zacznę od początku. Jeden z moich znajomych, odkrył że pewna kobieta wlewa w niego dość silny eliksir miłosny. Z zasady nie wchodzę z butami w czyjeś sprawy miłosne, ale ten "znajomy", obiecał wynagrodzić mnie za moje starania. Najwidoczniej jestem jedyną osobą, której może z tym zaufać. I uprzedzając pytanie, nie. Nie jest w stanie skonfrontować się z tą kobietą. Nie pytaj mnie czemu. Łatwiej byłoby po prostu postawić sprawę jasno. Jednak... Sam nie znam sie ani odrobinę na eliksirach i remediach. Pocztą pantoflową trafiłem jednak na Ciebie, całe szczęście.
Tak więc wypadałoby się postawić najpierw w sytuacji innego człowieka, zanim zdecydujemy się postawić jakieś wnioski. Nawet Czarny Pan prawdopodobnie miał jakieś motywy z przeszłości. Może ambicja, może ktoś go w dzieciństwie skrzywdził. Może. Jedno było pewne, trzeba było go powstrzymać. Alexander nie wiedział czy nadawał się do tego. Czy pozostawienie w tej wąskiej, szarej strefie nie było teraz dla niego najlepsze. W końcu nie jego cyrk i nie jego małpy. Wielka Brytania powoli stawała się jego domem, ale nadal było do tego daleko.
Z tego krótkiego zamyślenia, wyrwał go głos Victorii, aby nie krępował się z mówieniem po rosyjsku. Może, jeśli ich znajomość wejdzie na odpowiednie tory, a na razie nie było ku temu żadnych przeciwskazań, Alexander nauczy ją kilku słówek? Nie był najelpszym nauczycielem, ale z doświadczenia wiedział, że najłatwiej jet nauczyć się wulgaryzmów. Im bardziej jakiś wyraz był wypowiadany z emocją, bardziej powiązany i gwałtowny, tym łatwiej było go zapamiętać. Przynajmniej tak miał Alexander, gdy uczył się angielskiego.
Niestety po łacinie Alexander znał jedynie nazwy kości. Nie znał się zbytnio na kwiatach, jedynie te najbardziej podstawowe. Domyślał się jednak, że Victoria miała znaczenie bardziej rozległą wiedzę o roślinach i ich efektach, skoro zajmowała się warzeniem mikstur. Kiedy ta stwierdziła, że Alexander jest ryzykantem spragnionym adrenaliny, on tylko uśmiechnął się kącikami ust.
-Czy to źle, że szukam zastrzyków adrenaliny, nawet w najdorbniejszych... spotkaniach? - powiedział powoli, podkreślając ostatnie słowo swoim akcentem. -W końcu czym byłoby życie bez odrobiny ryzyka? Bez tego dreszczyka emocji? - to mówiąc pochylił się delikatnie do przodu, w jej stronę, opierając łokcie na oparciach fotela. Obserwował ją cały czas, nie wiedział jednak, czy jeśli jego wzrok opuści jej twarz, kierując się na jej nogi, to czy w takim wypadku przegra tę rozgrywkę? W końcu nadal wzrok pozostawał na "niej". I co prawda kusiło, aby skierować wzrok niżej, to jednak Alexander wolał tego nie sprawdzać. Był zbyt głodny zwycięstwa.
-Więc czysto teoretycznie, gdybyś uważała Anglię za zgniłą, dokąd byś wyruszyła? - zapytał Aristov z zaciekawieniem, obracając szklankę w swojej dłoni. -Mimo wszystko Rosja też ma wiele do zaoferowania. Od siarczystych, ostrych zim, przez gorące klimaty.
Głos miał spokojny, choć to jak wypowiadał się o zimach, jasno mówiło, że Alexander preferował te chłodniejsze klimaty. I może dziś wydawał się dosyć otwartą i ciepłą osobą, może to był wynik tego, że od teg zależało dość sporo, zwłaszcza czy galeony trafią do jego kieszeni, kiedy już dogada się, przynajmniej taką miał nadzieję, z Victorią. Jednak w gruncie rzeczy Alexander był jak jedna z takich właśnie syberjskich zim. Zimny, ostry, nieprzyjemny. Można było znaleźć w tym jakieś dzikie piękno, ale nigdy nie wolno go było lekceważyć.
-Otwarci? Nie. - po raz pierwszy Alexander roześmiał się. Jednak śmiech był chłodny, zupełnie pozbawiony rozbawienia. -Gdy tylko dasz im powód, zaraz na Ciebie naniosą. Za maskaradą uśmichów i przymilnych słówek sączą jad. Jednak nikt w twarz nie powiedział mi nigdy, żebym... - tutaj Alexandero odchrząkną znacząco zmieniając swój głos na sztucznie niższy. -..."wypierdalaj w podskokach jak to robią komunistyczne świnie." - po tych słowach pokiwał tylko głową, skupiając swój wzrok tym razem na ustach Victorii, ponownie.
Prawda była taka, że nie działało to na niego jakoś specjalnie. To znaczy takie teksty, nie ona. Ona...
-Nie wiem w zasadzie co wolę. Czy sączenie jadu z ukrycia, czy taką otwartą wrogość. Obawiam, że do obu można się przyzwyczaić, jeśli zostajemy w jendym miejscu zbyt długo. Może... Może kiedyś, gdy już nazwę to miejsce swoim domem, może wtedy ludzie przestaną mnie postrzegać jako zagrożenie. Choć jestem przekonany, że nie wszyscy.
Tak. Alexander doskonale sobie radził w Angielskiej socjecie, ale to tylko dlatego, że zajmował się zagranicznymi interesami ojca, nie tylko w Brytanii, ale też Francji, choć po Francusku nie potrafił ani słowa, a także inny słowiańskich krajach.
-Czy mógłby być lepszy sposób na zaciśnianie magicznych więzi, niż wspólny wypad za żelazną kurtynę? - powiedział z delikatnym rozbawieniem Alexander. Obserwował jak zakręca sobie kosmyk włosów wokół palca i odczuł wielką chęc, aby samemy to zrobić... ale wokół całej dłoni. Szybko jednak odrzucił te myśli upijając łyk alkoholu. Uśmiechmął się szelmowsko, gdy poprosiła go o to, aby wyjaśnił jej swoje słowa. -Oh miałbym pozbawić się tej jedynej, maleńkiej przewagi jaką jeszcze mam? Mógłbym w zasadzie... - powiedział spokojnie z udawanym zamyśleniem na twarzy. Ta cała gra między nimi była tak szalona, nikt nie znał zasad, nikt nie znał reguł. Nie wiedzieli co dostanie zwycięzca, ani co straci przegrany, a mimo to parli naprzód, wchodzili w to coraz głębiej. Co jednak, jeśli w pewnym momencie nie będzie już odwrotu? Jeśli zajdą w tym tak daleko, że nie będą w stanie wrócić do tego co było?
- Jednak skoto tak ładnie prosisz, jak mógłbym Ci odmówić? W dość dużym skrócie, powiedziałem, że nawet całe zbiory Ermitażu, nie są tak fascynujące jak ty. - lewu kącik ust uniósł się delikatnie ku górze we flirciarskim uśmiechu, ale to by było na tyle. Ten jeden malutki gest.
W końcu Aristov wrócił do poprzedniej pozycji, opierając plecy wygodnie o oparcie. Ten jej, prawie że, niewinny uśmiech tylko bardziej utwierdził go w przekonaniu, że ta gra jest jedną z ciekawszych jakie prowadził od dłuższego czasu. Już nie tylko interesy trzymały go w tym pomieszczeniu, a właśnie ta gra między nimi. Nawet jeśli Victoria nie zgodzi się na jego propozycję, to czas ten nie będzie całkowicie stracony.
-"Służyć"? Oh w niczym. Możesz jednak pomóc mi, oraz swojej kieszeni. Bo widzisz Victorio potrzebowałbym eliksiru. Wyjątkowo silnego remedium na... Może jednak zacznę od początku. Jeden z moich znajomych, odkrył że pewna kobieta wlewa w niego dość silny eliksir miłosny. Z zasady nie wchodzę z butami w czyjeś sprawy miłosne, ale ten "znajomy", obiecał wynagrodzić mnie za moje starania. Najwidoczniej jestem jedyną osobą, której może z tym zaufać. I uprzedzając pytanie, nie. Nie jest w stanie skonfrontować się z tą kobietą. Nie pytaj mnie czemu. Łatwiej byłoby po prostu postawić sprawę jasno. Jednak... Sam nie znam sie ani odrobinę na eliksirach i remediach. Pocztą pantoflową trafiłem jednak na Ciebie, całe szczęście.