11.01.2026, 17:42 ✶
– Tak, potem doszłyśmy do wniosku, że chyba naszym planem było zrzucić tę rzeźbę z wieży… – stwierdziła Brenna z pewnym zamyśleniem, dość szybko jednak zapomniała o upijaniu się, belkach pod sufitem oraz rzeźbach, całkowicie skupiona na opowieści Alexandra. Nienawidzenie go w spokoju, perły nie różowe, ale noszone, przyjęcie – niespodzianka z zaręczynami, wcześniejszy flirt, rodzinna waśń, jego podsumowanie całej sytuacji.
Milczała nietypowo długo dla siebie, układając to sobie wszystko w głowie. Nie doszła do wniosku, że Alexander był szaleńczo w Yelenie zakochany i to historia rodem z Romeo i Julii tylko, oby, bez trucizny i bez sztyletu, bo byłyby to wnioski za daleko idące, a ona jednak nie chowała się tylko na powieściach romantycznych. Łatwo było jednak parę rzeczy zaobserwować, a tego, że był nią przy pierwszym spotkaniu oczarowany nawet przecież nie próbował kryć.
– Och uwierz, że bardzo chętnie ją poznam. Zwłaszcza że pewnie nie zna tu zbyt wielu osób? I… Alex, to dziewczyna, w dodatku młoda. Nie wierzę, że masz w sobie wpisaną nienawiść do kogoś takiego, w dodatku taką dramatyczną, w samych… eee… komórkach ciała, z powodu jej nazwiska – stwierdziła w końcu, przy tych słowach nawet się uśmiechając, choć spoważniała szybko, bo sama sytuacja była nie do pozazdroszczenia. Aranżowane małżeństwa nie odeszły jeszcze w przeszłość zupełnie także i w Anglii, ale tutaj jednak od ładnych kilku lat człowiek zwykle nie dowiadywał się o nich w chwili, w których zaręczyny ogłaszano. – Na mój gust jest wkurzona, że postawiono ją w takiej sytuacji, a że niewiele może z tym zrobić, jeśli nie chce odciąć się od rodziny, narzeka na perły i wyładowuje się na tobie… nie mówię, że słusznie, bo w gruncie rzeczy oberwałeś dokładnie tak samo, jak ona.
Najchętniej poradziłaby mu, żeby uznał, że jebać to wszystko i zaczął nowe życie, ale Aristov nie był dzieckiem. Jeśli nie sięgał po takie rozwiązanie, mógł mieć ku temu wiele powodów. Mógł nie chcieć stracić pozycji, mógł być przywiązany do rodzinnych tradycji, uważać, że to naturalna kolej rzeczy, obawiać się, co wtedy zrobi jego ojciec.
Albo naprawdę był oczarowany Yeleną.
Niezależnie od tego, jak wyglądała prawda, nie potrzebował porad tego typu.
– Próbowałeś zabrać ją na randkę? Taką żeby lepiej się poznać? Gdzieś, gdzie nie będą was gonić żadni dziwni ludzie z Rosji czy coś? – spytała zamiast tego. Małżeństwa aranżowane zazwyczaj zdaniem Brenny nie kończyły się dobrze, zwłaszcza dla żon, ale mogli przynajmniej spróbować się dogadać. – Odezwę się, jak będę wiedziała, czy są jakieś oferty z Little Hangleton.
Omal nie roześmiała się na kolejne słowa Alexandra, ale zmusiła się do zachowania poważnej miny. Nie było w tym niczego zaskakującego: pochodził z Rosji, z tamtejszego rodu czystej krwi, więc jego zaskoczenie należało uznać za naturalne.
– Leach wcześniej pracował w Ministerstwie i był całkiem skuteczny. A Malfoy podczas kadencji narobił sobie trochę wrogów. Zwyczajnie go wybrano, nie było w tym wielkiego przekrętu. Sama byłam zaskoczona, że wygrał, ale mam wrażenie, że… niektórzy już bardzo mieli dość poprzedniego Ministra albo uznawali, że nie ma opcji dla nich i nie szli głosować – stwierdziła. Na polityce znała się o tyle, o ile, nie wiedziała więc tak naprawdę, jakie procesy do tego wyboru doprowadziły. – Domyślam się, że w Rosji coś takiego nie mogłoby się zdarzyć.
Milczała nietypowo długo dla siebie, układając to sobie wszystko w głowie. Nie doszła do wniosku, że Alexander był szaleńczo w Yelenie zakochany i to historia rodem z Romeo i Julii tylko, oby, bez trucizny i bez sztyletu, bo byłyby to wnioski za daleko idące, a ona jednak nie chowała się tylko na powieściach romantycznych. Łatwo było jednak parę rzeczy zaobserwować, a tego, że był nią przy pierwszym spotkaniu oczarowany nawet przecież nie próbował kryć.
– Och uwierz, że bardzo chętnie ją poznam. Zwłaszcza że pewnie nie zna tu zbyt wielu osób? I… Alex, to dziewczyna, w dodatku młoda. Nie wierzę, że masz w sobie wpisaną nienawiść do kogoś takiego, w dodatku taką dramatyczną, w samych… eee… komórkach ciała, z powodu jej nazwiska – stwierdziła w końcu, przy tych słowach nawet się uśmiechając, choć spoważniała szybko, bo sama sytuacja była nie do pozazdroszczenia. Aranżowane małżeństwa nie odeszły jeszcze w przeszłość zupełnie także i w Anglii, ale tutaj jednak od ładnych kilku lat człowiek zwykle nie dowiadywał się o nich w chwili, w których zaręczyny ogłaszano. – Na mój gust jest wkurzona, że postawiono ją w takiej sytuacji, a że niewiele może z tym zrobić, jeśli nie chce odciąć się od rodziny, narzeka na perły i wyładowuje się na tobie… nie mówię, że słusznie, bo w gruncie rzeczy oberwałeś dokładnie tak samo, jak ona.
Najchętniej poradziłaby mu, żeby uznał, że jebać to wszystko i zaczął nowe życie, ale Aristov nie był dzieckiem. Jeśli nie sięgał po takie rozwiązanie, mógł mieć ku temu wiele powodów. Mógł nie chcieć stracić pozycji, mógł być przywiązany do rodzinnych tradycji, uważać, że to naturalna kolej rzeczy, obawiać się, co wtedy zrobi jego ojciec.
Albo naprawdę był oczarowany Yeleną.
Niezależnie od tego, jak wyglądała prawda, nie potrzebował porad tego typu.
– Próbowałeś zabrać ją na randkę? Taką żeby lepiej się poznać? Gdzieś, gdzie nie będą was gonić żadni dziwni ludzie z Rosji czy coś? – spytała zamiast tego. Małżeństwa aranżowane zazwyczaj zdaniem Brenny nie kończyły się dobrze, zwłaszcza dla żon, ale mogli przynajmniej spróbować się dogadać. – Odezwę się, jak będę wiedziała, czy są jakieś oferty z Little Hangleton.
Omal nie roześmiała się na kolejne słowa Alexandra, ale zmusiła się do zachowania poważnej miny. Nie było w tym niczego zaskakującego: pochodził z Rosji, z tamtejszego rodu czystej krwi, więc jego zaskoczenie należało uznać za naturalne.
– Leach wcześniej pracował w Ministerstwie i był całkiem skuteczny. A Malfoy podczas kadencji narobił sobie trochę wrogów. Zwyczajnie go wybrano, nie było w tym wielkiego przekrętu. Sama byłam zaskoczona, że wygrał, ale mam wrażenie, że… niektórzy już bardzo mieli dość poprzedniego Ministra albo uznawali, że nie ma opcji dla nich i nie szli głosować – stwierdziła. Na polityce znała się o tyle, o ile, nie wiedziała więc tak naprawdę, jakie procesy do tego wyboru doprowadziły. – Domyślam się, że w Rosji coś takiego nie mogłoby się zdarzyć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.