12.01.2026, 10:41 ✶
Pijąc piwo kremowe na Wieży Astronomicznej w porze ciszy nocnej, łamali co najmniej kilka szkolnych zasad, ale Jessie nie zamieniłby tego na tego miejsca na żadne inne. Byli tutaj we dwóch, sami, pod rozgwieżdżonym niebem, z butelkami piwa kremowego i własnym małym zwycięstwem, które świętowali wraz ze zwycięstwem drużyny Kelly'ego. A skoro nie było strachu przed przyłapaniem i myśli, że robi się coś złego, oznaczało to, że było to bardzo dobre miejsce dla tego właśnie momentu.
Wspomnienie faktycznie było piękne. I tak bardzo cenne bo było jednym z ostatnich, które Jessie miał ze swoim ojcem. Potem śmierć Neda uniemożliwiła im tworzenie następnym, równie pięknych lub piękniejszych. Obecność Hannibala była ogromnym wsparciem i ukojeniem i chociaż jego oczu wciąż chłonęły widok rozciągający się nad nimi, kącik jego ust uniósł się delikatnie.
Dziękuję.
-Możliwe - powiedział. -Ale mam wrażenie, że Amerykanie częściej patrzą w niebo niż Brytyjczycy.
Dla niego samego ten widok był jeszcze piękniejszy, bo nie był zakrzywiony przez wadę jego oczu.
Gdyby miał dzisiaj nazwać tę gwiazdę, którą wskazał jako najjaśniejszą, jakie imię by jej nadał? Hm... Zbyt wiele gwiazd nazwał za dziecka "Mama", "Tata" również nie wydawało się odpowiednie. Mógłby nazwać ją po swoim rodzeństwie, wujkach lub którymś z ich przyjaciół, ale... Nie, to nie było to. Było natomiast jedno imię, które tak bardzo pasowało mu do tego momentu, do nazwania nim gwiazdy. Imię, które od jakiegoś czasu coraz częściej pojawiało się w jego myślach, chociaż bardzo próbował je uciszyć i odesłać do skrytki, z której wylazło. Imię, które zaczęło układać się na jego ustach, ale powstrzymał je, nim sam dźwięk pierwszej litery mógłby go zdradzić. Hannibal był inteligentny - jeszcze domyśliłby się za dużo, a to nie było miejsce ani czas na takie wyznania. Odchrząknął po raz drugi, odsunął się od Hannibala ze złośliwym uśmiechem, opierając ręce na biodrach.
-Hannibal - oznajmił. -Chcę ją nazwać Hannibal. Jaśniejąca gwiazda Teatru Selwynów, a wkrótce Konstelacja Sceny Światowej.
W kolejnym toaście upił długi łyk kremowego.
-Chyba nie muszę cię prosić, żebyś nie zapomniał o zwykłym kumplu, kiedy już staniesz się sławny, prawda? Przywieź mi jakąś pocztówkę z Paryża.