12.01.2026, 11:59 ✶
Zrzucić rzeźbę z wierzy. Może Brenna planował zamach? W końcu kto normalny zrzuca rzeźby z wież? Psychopaci, kolaboranci i seryjni mordercy. No i najwidoczniej Brenna po pijaku. To tylko utwierdzało coraz bardziej Alexandra, w przeświadczeniu, że Brenna nadawałaby się na cyngla. Zwłaszcza z tą jej dziwną niezdarnością, na którą mogłaby zwalić większość swoich morderstw. "O matko. Przepraszam, potknęłam się i wepchnęłam Pana prosto pod jadący autobus?" Tak by to mniej więcej wyglądało. Albo tak wyglądało w wyobraźni Alexandra. Wolał jednak jej za bardzo nie drażnić, więc nic nie powiedział. Jeszcze zrzuci mu na głowę rzeźbę, a tego Alexander o dziwo nie chciał.
Brenna chciała poznać Yelenę? Przecież to by było potworne. Okrutne, straszne. Nie było tylu epitetów, aby określić to jak to spotkanie mogłoby przebiegać. Bo z jednej strony to była duża szansa, że Yelena dogadałby się z Brenną, wtedy nie dość, że musiałby walczyć z Yeleną, to wciągnąłbym, chcąc czy nie chcąc, Brennę w tę ich walkę. Choć może przydałby im się jakiś mediator, który mógłby załagodzić całą tę sytuację. Alexander przez chwilę analizował tę sytuację, zastanawiając się nad tym dosyć mocno. To nie był jednak ani czas, ani miejsce na takie przemyślenia.
-Od dziecka wpajali mi, że Karkoroffowie są źli, że należy ich zabić, zniszczyć, że świat bez nich będzie lepszym miejscem. Cała tan złość, której mnie uczono, ta nienawiść, on nie może po prostu tak o, zniknąć. To nie tak działa człowiek. Jak z dnia na dzień zmienić przyzwyczajenia? - może i mówił to chłodnym tonem, może był zły, ale nie była to złość skierowana na nią, nie na Lenę, nie na Brennę. Tutaj raczej obwiniał ojca i jego ruchy na planszy, ciągłe przestawianie bierek. Tej jego szachy, kiedy zamiast figur miał własne dzieci. -I co? Jest wkurzona, dlatego mam jej na wszystko pozwalać? Znasz mnie, przynajmniej trochę. Wiesz, że nie dam się tak traktować. Jestem zbyt uparty.
Ale chyba robimy tutaj jakieś postępy. Przyznał, że jest uparty, a to już coś. Nawet nie drobny krok, a raczej wielki skok, przynajmniej z punktu widzenia Alexandra. Pokręcił jednak tylko głową, starając się już więcej o tym nie myśleć. To nie było zdrowe. W zasadzie to cała ich relacja Lena-Alex, była niezdrowa, ale to chyba akurat łatwo było zauważyć, kiedy tak dokładnie i przemyślanie niszczyli się wzajemnie. Jednak po tym Brenna zapytała, czy Alexander próbował ją zabrać na randkę i Aristov poczuł nagłą chęć, aby się zaśmiać. Dlaczego miałby zabierać Lenę na randkę? Przecież jej nie kochał. Więc kolejny raz pokręcił głową, jednak tym razem bezpośrednio jako odpowiedź na jej słowa.
-Będę wdzięczny, za każdą informację. - odpowiedział szczerze, ale nie spojrzał na nią, z myślami utkwionymi nadal gdzieś w okolicach Yeleny i pytania Brenny o randkę. Gdzieś tam w głębi czuł, że może mógłby ją gdzieś zaprosić, wyjść gdzieś razem z nią, tylko ich dwoje, romantyczny wieczór. Ale czy to do nich pasowało? Udawaliby tylko przed publicznością, przed sobą, że dobrze się bawią, a myśli... Skąd miał wiedzieć co ona o nim myśli, kiedy wcale tak naprawdę nie rozmawiali między sobą. Trwali tak w tej dziwnej stagnacji. Z zamyślenia wyrwał go ponownie głos Brenny, która teraz zaczęła opowiadać mu o Leachu.
-Szczerze mówiąc to w Rosji wcale nie było takich sytuacji. System jednopartyjny przeniknął na dobre, nawet do świata czarodziejów. Albo zgadasz się z tym co głosi partia, nawet jeśli nie zgadzasz, albo znikasz. Są dwie opcje. Może to wyjdzie mi na dobre, że się wyprowadzam. Odpocznę od ojca, od tego co dzieje się w kraju. Jedynie szkoda mi tego, że zostawiam tam siostrę... Poznałaś Anastazję? - zapytał Alexander na koniec. Nie był do końca pewien jak to wszystko rozegrało się, gdy Alex odprowadził wtedy Brennę do domu, gdy była w odwiedzinach w Rosji. Może miała okazję, może nie. Sama Anastazja nie chwaliła się tym zbytnio.
Brenna chciała poznać Yelenę? Przecież to by było potworne. Okrutne, straszne. Nie było tylu epitetów, aby określić to jak to spotkanie mogłoby przebiegać. Bo z jednej strony to była duża szansa, że Yelena dogadałby się z Brenną, wtedy nie dość, że musiałby walczyć z Yeleną, to wciągnąłbym, chcąc czy nie chcąc, Brennę w tę ich walkę. Choć może przydałby im się jakiś mediator, który mógłby załagodzić całą tę sytuację. Alexander przez chwilę analizował tę sytuację, zastanawiając się nad tym dosyć mocno. To nie był jednak ani czas, ani miejsce na takie przemyślenia.
-Od dziecka wpajali mi, że Karkoroffowie są źli, że należy ich zabić, zniszczyć, że świat bez nich będzie lepszym miejscem. Cała tan złość, której mnie uczono, ta nienawiść, on nie może po prostu tak o, zniknąć. To nie tak działa człowiek. Jak z dnia na dzień zmienić przyzwyczajenia? - może i mówił to chłodnym tonem, może był zły, ale nie była to złość skierowana na nią, nie na Lenę, nie na Brennę. Tutaj raczej obwiniał ojca i jego ruchy na planszy, ciągłe przestawianie bierek. Tej jego szachy, kiedy zamiast figur miał własne dzieci. -I co? Jest wkurzona, dlatego mam jej na wszystko pozwalać? Znasz mnie, przynajmniej trochę. Wiesz, że nie dam się tak traktować. Jestem zbyt uparty.
Ale chyba robimy tutaj jakieś postępy. Przyznał, że jest uparty, a to już coś. Nawet nie drobny krok, a raczej wielki skok, przynajmniej z punktu widzenia Alexandra. Pokręcił jednak tylko głową, starając się już więcej o tym nie myśleć. To nie było zdrowe. W zasadzie to cała ich relacja Lena-Alex, była niezdrowa, ale to chyba akurat łatwo było zauważyć, kiedy tak dokładnie i przemyślanie niszczyli się wzajemnie. Jednak po tym Brenna zapytała, czy Alexander próbował ją zabrać na randkę i Aristov poczuł nagłą chęć, aby się zaśmiać. Dlaczego miałby zabierać Lenę na randkę? Przecież jej nie kochał. Więc kolejny raz pokręcił głową, jednak tym razem bezpośrednio jako odpowiedź na jej słowa.
-Będę wdzięczny, za każdą informację. - odpowiedział szczerze, ale nie spojrzał na nią, z myślami utkwionymi nadal gdzieś w okolicach Yeleny i pytania Brenny o randkę. Gdzieś tam w głębi czuł, że może mógłby ją gdzieś zaprosić, wyjść gdzieś razem z nią, tylko ich dwoje, romantyczny wieczór. Ale czy to do nich pasowało? Udawaliby tylko przed publicznością, przed sobą, że dobrze się bawią, a myśli... Skąd miał wiedzieć co ona o nim myśli, kiedy wcale tak naprawdę nie rozmawiali między sobą. Trwali tak w tej dziwnej stagnacji. Z zamyślenia wyrwał go ponownie głos Brenny, która teraz zaczęła opowiadać mu o Leachu.
-Szczerze mówiąc to w Rosji wcale nie było takich sytuacji. System jednopartyjny przeniknął na dobre, nawet do świata czarodziejów. Albo zgadasz się z tym co głosi partia, nawet jeśli nie zgadzasz, albo znikasz. Są dwie opcje. Może to wyjdzie mi na dobre, że się wyprowadzam. Odpocznę od ojca, od tego co dzieje się w kraju. Jedynie szkoda mi tego, że zostawiam tam siostrę... Poznałaś Anastazję? - zapytał Alexander na koniec. Nie był do końca pewien jak to wszystko rozegrało się, gdy Alex odprowadził wtedy Brennę do domu, gdy była w odwiedzinach w Rosji. Może miała okazję, może nie. Sama Anastazja nie chwaliła się tym zbytnio.