05.03.2023, 23:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2023, 23:30 przez Cody Brandon.)
Postawa Alice drażniła go. Rozumiał, że jest zmęczona, wstrząśnięta i zła bo sprowadził ją w środku nocy do takich kłopotów ale mogłaby już zejść z jego głowy.
- Nie jestem skory do żartów i twojej zgryźliwości.- wycedził przez zaciśnięte zęby, posyłając jej przy tym wściekłe spojrzenie. Odprowadził wzrokiem Avelinę. Za każdym razem gdy na nią spoglądał czuł w trzewiach coś bolesnego. Wyrzuty sumienia. Podszedł do okna i uchylił zasłonę. Do świtu pozostały z jakieś trzy godziny. Nie było czasu na długotrwałe dywagacje. Decyzję już podjął bo nie znał żadnej innej alternatywy.
- Ty mówisz poważnie?- odwrócił się do blondynki i nie wierzył własnym uszom.
- No jasne, jeszcze może z uśmiechem położę głowę na pieńku kiedy będą przymierzać się do jej odcięcia?- wykrzywił usta w grymasie.
- Wampiry i wilkołaki to dla ludzi dno, jakbyś nie wiedziała. Jak nic przebaczą mi ten występek. W najlepszym przypadku poznam Azkaban od środka.- odgryzł się, będąc już na nią zagniewanym. Próbował siebie ratować więc nie uważał, że dobrym pomysłem będzie spowiedź w Ministerstwie Magii. Konsekwencje jakie wyciągną mogą być dla niego opłakane. Tutaj musi sobie radzić sam - zatuszować zbrodnię i cieszyć się, że Avelina będzie żyła. Nie skończyło się to tragedią, która mogłaby rzutować na całe jego życie.
Avelina wróciła. Roztrzęsiona. Ponownie poczuł w piersiach to ukłucie bólu. Niestety lecz spostrzegł jej drżące dłonie i to tylko niszczyło samopoczucie.
- Przykro mi, że nie mam innego rozwiązania. - odezwał się cicho. Nie musisz na to patrzeć. Zadbam o to, aby nic jej nie było. Myśl telepatyczna pomknęła w stronę Alice na którą już nie spoglądał. Wskazał dłonią Avelinie fotel, aby usiadła. Zajął miejsce naprzeciw, na pufie. Wcisnął kciuk i palec wskazujący a kąciki swoich oczu i pospiesznie szukał innego rozwiązania. Nie potrafił go odnaleźć. Przez dłuższą chwilę milczał i gdy zdał sobie sprawę, że nie oddycha drgnął. Podniósł na nią wzrok.
- Nie będziesz pamiętać tego wieczoru i nocy. Więc nic nie stoi na przeszkodzie żebyś wiedziała, że od razu spodobał mi się twój głos gdy na mnie wpadłaś w tym zaułku. Nie jest taki suchy i zmęczony życiem. Jest taki barwny. - nikt nie musiał go słuchać. Mówił to bo był przekonany, że zapomni o tym raz na zawsze.
- To było jak słońce nocą. I mnie nie zabiło.- uśmiechnął się sam do siebie za te porównanie. Podniósł różdżkę i jej ciepły kraniec przytknął do skroni Aveliny. Popatrzył w jej oczy.
- Wybacz mi. Oblivate.- światło wsiąkło w siateczkę żył pod cienką skórą jej skroni. Skoncentrował się na tym świeżym wspomnieniu, które nie miało jeszcze chwili aby osiąść w pamięć długotrwałą. Wychwycił je, czuł to na wierzchniej krawędzi czaru. Powoli odsuwał dłoń a pomiędzy jej skronią a jego różdżką wyrastała srebrzysto-biała wstęga wspomniana. Zabierał je, starał się zrobić to na tyle leciutko aby nic jej nie bolało. Czuł jej wzrok na sobie gdy odbierał jej wolność wyboru. Wspomnienie zostało wyciągnięte. Rozproszył je w powietrzu nad ich głowami. Opuścił różdżkę i wstrzymał oddech. Czy zemdleje? Czy zaśnie? Krzyknie? Czy się udało? Znieruchomiał niczym pełnoprawny posąg.
Czar Oblivate na bazie Zauroczenia
- Nie jestem skory do żartów i twojej zgryźliwości.- wycedził przez zaciśnięte zęby, posyłając jej przy tym wściekłe spojrzenie. Odprowadził wzrokiem Avelinę. Za każdym razem gdy na nią spoglądał czuł w trzewiach coś bolesnego. Wyrzuty sumienia. Podszedł do okna i uchylił zasłonę. Do świtu pozostały z jakieś trzy godziny. Nie było czasu na długotrwałe dywagacje. Decyzję już podjął bo nie znał żadnej innej alternatywy.
- Ty mówisz poważnie?- odwrócił się do blondynki i nie wierzył własnym uszom.
- No jasne, jeszcze może z uśmiechem położę głowę na pieńku kiedy będą przymierzać się do jej odcięcia?- wykrzywił usta w grymasie.
- Wampiry i wilkołaki to dla ludzi dno, jakbyś nie wiedziała. Jak nic przebaczą mi ten występek. W najlepszym przypadku poznam Azkaban od środka.- odgryzł się, będąc już na nią zagniewanym. Próbował siebie ratować więc nie uważał, że dobrym pomysłem będzie spowiedź w Ministerstwie Magii. Konsekwencje jakie wyciągną mogą być dla niego opłakane. Tutaj musi sobie radzić sam - zatuszować zbrodnię i cieszyć się, że Avelina będzie żyła. Nie skończyło się to tragedią, która mogłaby rzutować na całe jego życie.
Avelina wróciła. Roztrzęsiona. Ponownie poczuł w piersiach to ukłucie bólu. Niestety lecz spostrzegł jej drżące dłonie i to tylko niszczyło samopoczucie.
- Przykro mi, że nie mam innego rozwiązania. - odezwał się cicho. Nie musisz na to patrzeć. Zadbam o to, aby nic jej nie było. Myśl telepatyczna pomknęła w stronę Alice na którą już nie spoglądał. Wskazał dłonią Avelinie fotel, aby usiadła. Zajął miejsce naprzeciw, na pufie. Wcisnął kciuk i palec wskazujący a kąciki swoich oczu i pospiesznie szukał innego rozwiązania. Nie potrafił go odnaleźć. Przez dłuższą chwilę milczał i gdy zdał sobie sprawę, że nie oddycha drgnął. Podniósł na nią wzrok.
- Nie będziesz pamiętać tego wieczoru i nocy. Więc nic nie stoi na przeszkodzie żebyś wiedziała, że od razu spodobał mi się twój głos gdy na mnie wpadłaś w tym zaułku. Nie jest taki suchy i zmęczony życiem. Jest taki barwny. - nikt nie musiał go słuchać. Mówił to bo był przekonany, że zapomni o tym raz na zawsze.
- To było jak słońce nocą. I mnie nie zabiło.- uśmiechnął się sam do siebie za te porównanie. Podniósł różdżkę i jej ciepły kraniec przytknął do skroni Aveliny. Popatrzył w jej oczy.
- Wybacz mi. Oblivate.- światło wsiąkło w siateczkę żył pod cienką skórą jej skroni. Skoncentrował się na tym świeżym wspomnieniu, które nie miało jeszcze chwili aby osiąść w pamięć długotrwałą. Wychwycił je, czuł to na wierzchniej krawędzi czaru. Powoli odsuwał dłoń a pomiędzy jej skronią a jego różdżką wyrastała srebrzysto-biała wstęga wspomniana. Zabierał je, starał się zrobić to na tyle leciutko aby nic jej nie bolało. Czuł jej wzrok na sobie gdy odbierał jej wolność wyboru. Wspomnienie zostało wyciągnięte. Rozproszył je w powietrzu nad ich głowami. Opuścił różdżkę i wstrzymał oddech. Czy zemdleje? Czy zaśnie? Krzyknie? Czy się udało? Znieruchomiał niczym pełnoprawny posąg.
Czar Oblivate na bazie Zauroczenia
Rzut Z 1d100 - 48
Sukces!
Sukces!