05.03.2023, 23:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2023, 23:49 przez Mavelle Bones.)
Praca, jaką wykonywali była dość milcząca – krok w tę stronę, w tamtą, uważać, gdzie się stawało, wyznaczyć precyzyjnie punkt zanikania magii, oznaczyć. Dodatkowo rozejrzeć się co jakiś czas, żeby się upewnić, czy partnera przypadkiem nagle coś nie pożarło (no, nie tak dosłownie – nie znajdowali się przecież aż tak daleko od siebie i raczej by usłyszała… niemniej tam, gdzie w grę wchodziła magia, nie wszystkiego należało być pewnym).
- W porządku – potwierdziła krótko, zwracając na chwilę wzrok ku Patrickowi – U ciebie też? – dorzuciła jeszcze. Kolejne machnięcie różdżką, kolejny kijek, kolejne wbicie w grząski grunt. Kolejny oznaczony punkt.
Stopniowo zaczynała odczuwać pewną frustrację. Nie była wielka, niemniej uwierała niczym kamyk w bucie; chodzili po tych mokradłach i chodzili, biedny nos musiał znosić tutejsze zapachy, sama nie zauważała niczego szczególnego, a ustalenia, jakie udawało się poczynić nagle okazywały się być gówno warte.
Bo granice się zmieniały. A lumos nie zachowywał się tak, jak się początkowo spodziewali, że zachowywać będzie.
Utrudniało to sprawę; gdyby były stałe, to zapewne źródła należałoby szukać w samym środku obszaru, a tak? Można było mieć jakąś nadzieję, że być może uda się jednak trafić na cel wyprawy. I lepiej, żeby się udało – już dość ofiar te cholerne mokradła pochłonęły; co najmniej o dwie za dużo, a i tak nie dałaby sobie ręki uciąć, że nie było więcej pechowców, którzy pozostali tu już na zawsze po tym, jak zawiodła ich magia teleportacji.
Cóż – jeśli ktoś miał się poddać, to raczej nie oni. Sama Mavelle była zdeterminowana dotrzeć do sedna sprawy i była pewna, że dzieli ją z Brenną. Patrickiem też. Heather… nie znała jej tak dobrze, jednakże liczyła na to, że skoro młoda brygadzistka również się tu znajduje, to raczej nie podkuli zaraz ogona i nie zwieje; wszak nie była tu brana bez jakichkolwiek wyjaśnień.
Pytanie tylko brzmiało: jak bardzo mokradła chciały ukryć swoją tajemnicę?
Myśl ta czasem powracała, tak jak i spojrzenia rzucane w stronę Patricka – czy wciąż był w pobliżu? Czy nie trzeba było ruszyć mu w sukurs, bo jednak uległ zwodnikowi bądź nadział się na insze tutejsze żyjątko…? Wyglądało jednak na to, że u czarodzieja wszystko było w porządku. Jak i generalnie u wszystkich, jeśli nie liczyć magicznych anomalii.
Dotarli do sadzawki i… och, wyglądało na to, że mokradła postanowiły się bronić. A oni mieli problem z magią. I nie, okładanie pięściami istot nieszczególnie wchodziło w grę. Wyglądało na to, że z Patrickiem myśleli bardzo podobnie – toteż nie zwlekała i rzuciła się do biegu w ślad za nim i kuzynką. Przynajmniej do chwili, w której znaleźli się w miejscu, gdzie anomalia już nie osłabiała magii. Widząc, że Brennie czar nie wyszedł, po prostu machnęła zaraz po niej różdżką, próbując zrobić dokładnie to, co kuzynka. Tyle że nie miała litości dla utopców i postanowiła im zaserwować jeszcze jedną niespodziankę, w postaci kolców na dnie dziury.
Tak, zdecydowanie nie miała litości.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Zaklęcie wyszło wręcz perfekcyjnie – cudowna dziura, najeżona kolcami aż miło – tylko żeby te cholerstwa na to się złapały...
- Mam nadzieję, że się złapią, jak nie, to myślę, że powinniśmy spróbować je tam wepchnąć, zadbałam o mały „prezent” – wyrzuciła z siebie, zrzucając dość pośpiesznie plecak, żeby móc zdjąć i swoją kurtkę; z której strony by nie patrzeć, to wyszła dość konkretna dziura, którą trzeba było przykryć. Kurtka jej, Brenny… może nie zauważą i jednak się wpakują. MOŻE.
- W porządku – potwierdziła krótko, zwracając na chwilę wzrok ku Patrickowi – U ciebie też? – dorzuciła jeszcze. Kolejne machnięcie różdżką, kolejny kijek, kolejne wbicie w grząski grunt. Kolejny oznaczony punkt.
Stopniowo zaczynała odczuwać pewną frustrację. Nie była wielka, niemniej uwierała niczym kamyk w bucie; chodzili po tych mokradłach i chodzili, biedny nos musiał znosić tutejsze zapachy, sama nie zauważała niczego szczególnego, a ustalenia, jakie udawało się poczynić nagle okazywały się być gówno warte.
Bo granice się zmieniały. A lumos nie zachowywał się tak, jak się początkowo spodziewali, że zachowywać będzie.
Utrudniało to sprawę; gdyby były stałe, to zapewne źródła należałoby szukać w samym środku obszaru, a tak? Można było mieć jakąś nadzieję, że być może uda się jednak trafić na cel wyprawy. I lepiej, żeby się udało – już dość ofiar te cholerne mokradła pochłonęły; co najmniej o dwie za dużo, a i tak nie dałaby sobie ręki uciąć, że nie było więcej pechowców, którzy pozostali tu już na zawsze po tym, jak zawiodła ich magia teleportacji.
Cóż – jeśli ktoś miał się poddać, to raczej nie oni. Sama Mavelle była zdeterminowana dotrzeć do sedna sprawy i była pewna, że dzieli ją z Brenną. Patrickiem też. Heather… nie znała jej tak dobrze, jednakże liczyła na to, że skoro młoda brygadzistka również się tu znajduje, to raczej nie podkuli zaraz ogona i nie zwieje; wszak nie była tu brana bez jakichkolwiek wyjaśnień.
Pytanie tylko brzmiało: jak bardzo mokradła chciały ukryć swoją tajemnicę?
Myśl ta czasem powracała, tak jak i spojrzenia rzucane w stronę Patricka – czy wciąż był w pobliżu? Czy nie trzeba było ruszyć mu w sukurs, bo jednak uległ zwodnikowi bądź nadział się na insze tutejsze żyjątko…? Wyglądało jednak na to, że u czarodzieja wszystko było w porządku. Jak i generalnie u wszystkich, jeśli nie liczyć magicznych anomalii.
Dotarli do sadzawki i… och, wyglądało na to, że mokradła postanowiły się bronić. A oni mieli problem z magią. I nie, okładanie pięściami istot nieszczególnie wchodziło w grę. Wyglądało na to, że z Patrickiem myśleli bardzo podobnie – toteż nie zwlekała i rzuciła się do biegu w ślad za nim i kuzynką. Przynajmniej do chwili, w której znaleźli się w miejscu, gdzie anomalia już nie osłabiała magii. Widząc, że Brennie czar nie wyszedł, po prostu machnęła zaraz po niej różdżką, próbując zrobić dokładnie to, co kuzynka. Tyle że nie miała litości dla utopców i postanowiła im zaserwować jeszcze jedną niespodziankę, w postaci kolców na dnie dziury.
Tak, zdecydowanie nie miała litości.
kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Krytyczny sukces!
Zaklęcie wyszło wręcz perfekcyjnie – cudowna dziura, najeżona kolcami aż miło – tylko żeby te cholerstwa na to się złapały...
- Mam nadzieję, że się złapią, jak nie, to myślę, że powinniśmy spróbować je tam wepchnąć, zadbałam o mały „prezent” – wyrzuciła z siebie, zrzucając dość pośpiesznie plecak, żeby móc zdjąć i swoją kurtkę; z której strony by nie patrzeć, to wyszła dość konkretna dziura, którą trzeba było przykryć. Kurtka jej, Brenny… może nie zauważą i jednak się wpakują. MOŻE.
549/1439