Ususzyć? Po co ktokolwiek miałby suszyć jakąś paprotkę? Zapewne gdyby uważał na zajęciach z mikstur mógłby posiadać taką wiedzę. Jako, że wolał wtedy podrywać swoje koleżanki to takiej wiedzy nie posiadał. Z drugiej strony może można by ją jakoś spieniężyć? Słyszał, że za bardzo rzadkie okazy flory można zostać sowicie wynagrodzony. Pytanie tylko na ile ten świecący badyl jest wyceniany przez fachowców?
Stanley dalej tkwiłby w tej zadumie gdyby nie krzyk jego towarzyszki. Coś musiało coś i to co gorsza brzmiało jakby na Stellę rzucił się co najmniej jakiś potwór. Nie czekając ani sekundy dłużej odwrócił się do niej z chęcią pomocy, jednak nic nie zauważył. Przecież nie było na niej żadnego stwora czy innego fana, który pod przykrywką szukania kwiatu spróbowałby się do niej zbliżyć.
Dopiero po chwili udało mu się dojrzeć prowodyra tego całego hałasu. Był to mały pajączek, który postanowił zadomowić się na czole Avery na chwilę… Albo skorzystać z darmowej podwózki. Zresztą tylko głupiec by z takiej nie skorzystał.
To moja szansa powiedział sobie. Teraz w końcu miał okazję aby odegrać bohatera. Nie było nikogo innego na tyle blisko aby rzucić się z pomocą, a tu proszę - Stanley Andrew Borgin w gotowości do niesienia pomocy uciemiężonym. Gdyby wiedział wcześniej, że pająki mogą w tak dużym stopniu pomóc się wykazać, wsparłby się nimi dużo wcześniej. Co więcej, sam by pewnie nosił zawsze jakiegoś jednego w zapasie, aby móc odgrywać herosa.
Stanley wyciągnął ręce przed siebie aby uspokoić Stellę - Spokojnie. Nie ruszaj się. Nic ci się nie stanie - spróbował ją uspokoić, a następnie zbliżył się powoli w jej kierunku. Tylko go nie spłoszyć, tylko go nie spłoszyć. Wolał nie wykonywać gwałtownych ruchów aby nie denerwować stawonoga. Jeszcze by się wystraszył i zaczął biegać bo całej dziewczynie. Chociaż jakby tak się zastanowić to może nie byłoby dla Borgina takie złe…
Powolnym ruchem ręki objął pajączka, który przyglądał się całej sytuacji. Ten pajęczak pewnie nawet sobie nie zdawał sprawy dlaczego ktoś sieje taką panikę. Może był fanem Avery i chciał tylko autograf albo zdjęcie? Dostał swoją szansę i ją zmarnował, ponieważ po chwili został zabrany z jej twarzy.
Chłopak nie chciał zabijać tego pająka. Nic złego nie zrobił. To po prostu jego kompanka była lekką histeryczką. Trochę ją rozumiał. Nigdy nie ciągnęło go do lasu jako typowego mieszczucha. Z drugiej strony nigdy też nie miał problemu aby w nim przebywać i stawonogi nie budziły w nim obrzydzenia. A przynajmniej te, które były rozmiaru małego orzeszka.
- Stelluś, wszystko w porządku? - zapytał zmartwiony chwilę po tym jak uratował ją przed oprawcą. Zwrócił się do niej jakby mówił co najmniej do młodszej siostry - Już go nie ma. Zabrałem go - uświadomił ją, że zagrożenie już przeminęło, a ona jest bezpieczna. Zobaczył, że kosmyk jej włosów w akcie paniki wymknął się spod kontroli i psuł jej idealną fryzurę. Posiadając wiedzę o tym, że panna Avery starała się mieć nienagannie uczesane włosy, złapał uciekiniera i poprawił go - Teraz lepiej - uśmiechnął się do niej i odwrócił w kierunku ścieżki.
Rozejrzał się wokół. Nikt inny nie zainteresował się nawet krzykiem. Żadna z grup nawet nie zbliżyła się do nich, aby zapytać czy wszystko jest w porządku. Wszyscy zgodnie zniknęli gdzieś za drzewa i krzewami. Nie było nikogo w zasięgu wzroku. Co w przypadku gdyby coś im się stało? Gdyby był to rzeczywisty przeciwnik, jakiś bazyliszek czy kij jeden wie co może się jeszcze czaić w tym lesie? Całkowita znieczulica na innego czarodzieja. Masakra.
- Jak nie chcesz iść dalej to możemy wrócić - zwrócił się do niej aby wybadać jej stan - Chociaż jestem pewien, że go znajdziemy. Czuję w kościach - próbował ją przekonać. Stanley lekko się wkręcił w szukanie tego kwiatka. Było to zabawniejsze niż mógł się spodziewać i to pewnie dlatego, że teraz to nie śmiano się z niego.
Borgin zdjął swój płaszcz, a następnie zarzucił Stelli na plecy - Masz. Zimno się powoli robi - przejechał jej ręką po plecach aby lekko ogrzać - A i słyszałem, że podobno pająki boją się płaszczy - oczywiście było to małe kłamstewko. Dlaczego stawonogi miały by się bać jakiegoś płaszcza? Nie chciał do końca kłamać ale nie chciał też zrezygnować z dalszych poszukiwań. Tak jak to się mawia - cel uświęca środki. Kłamcą może świetnym nie był ale na pewno był całkiem charyzmatyczny. Stella powinna zrozumieć, że powiedział to tylko i wyłącznie dla jej dobra.
Czyżby jego standardowy outfit był przygotowany na każdą okazję? Można by go nazwać zestawem uniwersalnym, pasującym do każdej pogody jak i okoliczności. Wszystko wskazywało właśnie na taki obrót spraw. Płaszcz, który w ciągu dnia mógł być niepotrzebnych i obciążającym dodatkiem, w nocy stawał nieocenionym sojusznikiem. Borginowi nawet nie było szkoda reszty tych par, które odpicowane w letnie ciuszki lansowali się po festiwalu.
Zastanawiał się jakich jeszcze argumentów może użyć aby przekonać Avery do zostania - Pójdziemy jednym tempem. Będę robił mniejsze kroki, a w razie czego nakrzyczę na te przebrzydłe kreatury - mówiąc to zrobił dwa kroki do przodu i pociągnął Stellę za sobą - Przecież nie pozwolę Ci wracać w tę ciemność samej na sabat - zapewnił.
Ruszył sprawnym lecz dużo wolniejszym krokiem do przodu. Ta pierdolona kapusta czy inna paprotka musiała być gdzieś tutaj. Ten pająk musiał być znakiem. Zapewne był jednym wielkim testem. Tak musiało być. Cała koniunkcja gwiazd i inne tego typu rzeczy musiały na to wskazywać.
- To był Twój paprotkowy test! - oznajmił jej to co przed chwilą wymyślił - Zdałaś go celująco. Teraz nie mamy innej możliwości jak ją po prostu znaleźć.
Wskazał dłonią jedną ścieżkę - Coś mnie kręci w nosie, aby pójść właśnie tędy - zaproponował - Możemy używać tutaj różdzek? - zapytał. Może nie wolno było korzystać z tej pomocy. Takie lumos byłoby tutaj bardzo przydatne, a i może podniosło by trochę Stellę na duchu. Pozostawała tylko kwestia posiadania różdżki. Czy panna Avery miała ze sobą swoją? Nawet jeśli nie, to znowu bohaterski Stanley Andrew Borgin stał na gotowości zaoferowania swojej różdżki, z którą tak jak z płaszczem, nigdy się nie rozstawał.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972