05.03.2023, 23:54 ✶
- Będę pamiętać.- wykrzywił usta w grymasie na tą bardzo nietypową poradę. Zawracanie sobie tym głowy było ostatnią rzeczą o jakiej myślał. Nigdy nie musiał zwracać na to uwagi więc nie tak prędko nauczy się funkcjonować tak aby nie wzbudzać podejrzeń.
Poprawił plecak na ramionach i skrzyżował na nich swoje dłonie. Słuchał relacji Sarah i komentował to przewróceniem oczami. To spotkanie byłoby dużo prostsze i mniej ryzykowne gdyby panna uparta recepcjonistka wykonała swoje obowiązki bez marudzenia.
- Wie pani, na świeżo zmienionego wampira to nie działa. - wzdrygnął się gdy nazwał rzeczy po imieniu. W samym nazewnictwie brzmiała agresja i przemoc a to ledwie jedno charakterystyczne słowo.
- Dwieście pięćdziesiąt mililitrów starczy mi na godzinę. Wydłużam to do trzech godzin ale przez to nie jestem w stanie wyściubić nosa zza drzwi domu. A po trzech godzinach czuję jakbym nie pił cały dzień. Tak więc muszę znów ją dostać zanim wymyślę do innego.- wyjaśnił ze zniecierpliwieniem bo jednak zmuszał dwie kobiety do wydania mu krwi. Nie było to miłe, nie lubił się prosić ale tu chodziło o zbyt wielkie ryzyko i gdy nie miał alternatywy to szukał zalecanego sposobu - punkt pobrań krwi.
- Muszę przetrwać tak rok. Potem będę w stanie iść do jakiejkolwiek pracy. A gdy sakiewka będzie ciężka to będę komuś płacić. - czy właśnie się przyznał, że nie posiada żadnej samokontroli? Cofnął się o jeden krok w kierunku drzwi. Nie chciał pacyfikacji. Non stop obawiał się, że ktoś nagle postanowi go profilaktycznie unieszkodliwić. Podawał na tacy kolejne powody do nieufności. Brawo Cody, oby tak dalej…
- Jestem sam. A dalsza rodzina nie ma bladego pojęcia o moim istnieniu i szczerze wątpię, żeby ucieszyli się na mój widok.- zgryźliwość wylewała się z niego w każdym z tych słów. Nawiązywał do zacnego rodu Bulstrode, z którego pochodziła Florence. To jej rodzina wydziedziczyła jego matkę przez jej charłactwo. Ciekawe czy rozmawiał ze swoją genetyczną ciotką. Być może nigdy się tego nie dowie. Fakt faktem w tych ostatnich słowach kryła się cała historia, drugie dno, zimny dystans.
- Spróbuję w następnym tygodniu w mugolskich szpitalach. Ale jeszcze na te dni muszę wziąć stąd krew…- przez nerwy robił się głodny. Czuł presję czasu… i spojrzenie Florence. Było w nim coś wnikliwego.
Poprawił plecak na ramionach i skrzyżował na nich swoje dłonie. Słuchał relacji Sarah i komentował to przewróceniem oczami. To spotkanie byłoby dużo prostsze i mniej ryzykowne gdyby panna uparta recepcjonistka wykonała swoje obowiązki bez marudzenia.
- Wie pani, na świeżo zmienionego wampira to nie działa. - wzdrygnął się gdy nazwał rzeczy po imieniu. W samym nazewnictwie brzmiała agresja i przemoc a to ledwie jedno charakterystyczne słowo.
- Dwieście pięćdziesiąt mililitrów starczy mi na godzinę. Wydłużam to do trzech godzin ale przez to nie jestem w stanie wyściubić nosa zza drzwi domu. A po trzech godzinach czuję jakbym nie pił cały dzień. Tak więc muszę znów ją dostać zanim wymyślę do innego.- wyjaśnił ze zniecierpliwieniem bo jednak zmuszał dwie kobiety do wydania mu krwi. Nie było to miłe, nie lubił się prosić ale tu chodziło o zbyt wielkie ryzyko i gdy nie miał alternatywy to szukał zalecanego sposobu - punkt pobrań krwi.
- Muszę przetrwać tak rok. Potem będę w stanie iść do jakiejkolwiek pracy. A gdy sakiewka będzie ciężka to będę komuś płacić. - czy właśnie się przyznał, że nie posiada żadnej samokontroli? Cofnął się o jeden krok w kierunku drzwi. Nie chciał pacyfikacji. Non stop obawiał się, że ktoś nagle postanowi go profilaktycznie unieszkodliwić. Podawał na tacy kolejne powody do nieufności. Brawo Cody, oby tak dalej…
- Jestem sam. A dalsza rodzina nie ma bladego pojęcia o moim istnieniu i szczerze wątpię, żeby ucieszyli się na mój widok.- zgryźliwość wylewała się z niego w każdym z tych słów. Nawiązywał do zacnego rodu Bulstrode, z którego pochodziła Florence. To jej rodzina wydziedziczyła jego matkę przez jej charłactwo. Ciekawe czy rozmawiał ze swoją genetyczną ciotką. Być może nigdy się tego nie dowie. Fakt faktem w tych ostatnich słowach kryła się cała historia, drugie dno, zimny dystans.
- Spróbuję w następnym tygodniu w mugolskich szpitalach. Ale jeszcze na te dni muszę wziąć stąd krew…- przez nerwy robił się głodny. Czuł presję czasu… i spojrzenie Florence. Było w nim coś wnikliwego.