06.03.2023, 00:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2023, 00:00 przez Alice Jackson.)
W życiu nie sądziła że kiedykolwiek stanie przed takim wyzwaniem, jakim było powstrzymanie Cody'ego od jego pomysłu. W ocenie Alice był to pomysł kompletnie beznadziejny i bezsensowny. Mówiła o tym prosto z mostu, ponieważ uważała że czas na delikatne rozwiązania i słowa minął. Jak widać Cody również był tego zdania.
Naprawdę starała się wymyślić lepsze rozwiązanie. Wspinała się na wyżyny swojej kreatywności sądząc że to coś da. Sama głęboko wierzyła w to że porozumiewanie z ministerstwem magii może im coś dać. I usilnie próbowała przekonać wampira do tego. Tyle że gdy tylko powiedziała, co miała powiedzieć, widziała w jego oczach, że to na nic. Miała wrażenie, że on nawet nie próbował wziąć innego rozwiązania pod rozwagę. Świecie przekonany o tym że tylko on ma rację, nie chciał nawet myśleć o innym sposobie. Alice miała nawet rzucić mu kolejny pomysł, ale zaniechała tego. Stała po prostu przed nim, z opuszczonymi bezwiednie barkami, już nawet nie zdenerwowana jedynie załamana tym, czego dziś doświadczyła. Wpatrywała się w niego, próbując pośród znajomych rysów twarzy dostrzec znajome wnętrze, które było jej bliskie przez tak wiele lat. Nie mogła go odnaleźć i to sprawiało że chciało jej się wyć.
Otrząsnęła się gdy Ave weszła do pomieszczenia. Alice czuła się jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody. Do jej oczy wróciła zaciętość która wcześniej tam gościła.
- Kim ty jesteś... - powiedziała bardzo cicho, kręcąc z niedowierzaniem głową. Jej przyjaciel zginął gdzieś pod maską bestii. Tutaj nie było jej przyjaciela.
- Nie zamierzam się temu przyglądać. Aveline, bardzo mi przykro że przyszło nam poznać się w takich okolicznościach. - Nie spojrzała ponownie na Cody'ego. Podeszła do dziewczyny i delikatnie uścisnęła jej dłoń. W jej oczach zatańczyły łzy, które skutecznie powstrzymywała. Potem po prostu pozostał po niej główny trzask towarzyszący teleportacji.
Gdy tylko znalazła się ponownie w swoim mieszkaniu, od razu udała się do toalety, korzystając z okazji że jej chłopak wciąż spał. A tak rozpłakała się. Płakała długo rzewnie, nie mogąc się powstrzymać. Rozpaczała nad utratą przyjaciela, który nie była pewna czy mógł jeszcze kiedykolwiek wrócić.
[Zakończenie tematu Alice]
Naprawdę starała się wymyślić lepsze rozwiązanie. Wspinała się na wyżyny swojej kreatywności sądząc że to coś da. Sama głęboko wierzyła w to że porozumiewanie z ministerstwem magii może im coś dać. I usilnie próbowała przekonać wampira do tego. Tyle że gdy tylko powiedziała, co miała powiedzieć, widziała w jego oczach, że to na nic. Miała wrażenie, że on nawet nie próbował wziąć innego rozwiązania pod rozwagę. Świecie przekonany o tym że tylko on ma rację, nie chciał nawet myśleć o innym sposobie. Alice miała nawet rzucić mu kolejny pomysł, ale zaniechała tego. Stała po prostu przed nim, z opuszczonymi bezwiednie barkami, już nawet nie zdenerwowana jedynie załamana tym, czego dziś doświadczyła. Wpatrywała się w niego, próbując pośród znajomych rysów twarzy dostrzec znajome wnętrze, które było jej bliskie przez tak wiele lat. Nie mogła go odnaleźć i to sprawiało że chciało jej się wyć.
Otrząsnęła się gdy Ave weszła do pomieszczenia. Alice czuła się jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody. Do jej oczy wróciła zaciętość która wcześniej tam gościła.
- Kim ty jesteś... - powiedziała bardzo cicho, kręcąc z niedowierzaniem głową. Jej przyjaciel zginął gdzieś pod maską bestii. Tutaj nie było jej przyjaciela.
- Nie zamierzam się temu przyglądać. Aveline, bardzo mi przykro że przyszło nam poznać się w takich okolicznościach. - Nie spojrzała ponownie na Cody'ego. Podeszła do dziewczyny i delikatnie uścisnęła jej dłoń. W jej oczach zatańczyły łzy, które skutecznie powstrzymywała. Potem po prostu pozostał po niej główny trzask towarzyszący teleportacji.
Gdy tylko znalazła się ponownie w swoim mieszkaniu, od razu udała się do toalety, korzystając z okazji że jej chłopak wciąż spał. A tak rozpłakała się. Płakała długo rzewnie, nie mogąc się powstrzymać. Rozpaczała nad utratą przyjaciela, który nie była pewna czy mógł jeszcze kiedykolwiek wrócić.
[Zakończenie tematu Alice]