13.01.2026, 21:08 ✶
– Ale trzeba wiedzieć, kiedy opuścić różdżkę i poddać się nieuchronnemu losowi – odpowiedział duch Heather, gdy wspomniała o walce, a po jego ustach wciąż błąkał się uśmiech. Z gatunku tych niewesołych, trochę dziwnych. Tak nieprzyjemna śmierć mogła pozostawić swoje piętno – a i niekoniecznie za życia mieszkańcy tego zamku byli sympatycznymi ludźmi, skoro kochali pojedynki na śmierć i życie oraz rzucanie czarnomagicznych klątw.
– Jestem pewien, że ktoś zajmuje się twoim wujem. Jak tymi poprzednimi – odparł drugi duch. Wood może mogła się nie bać, ale to nie oznaczało, że nie mogła zrozumieć, co kryło się pod pozornie niewinną uwagą.
Dora znikła, ją zatrzymano tutaj, i być może jakiś duch nawiedzał też któregoś z towarzyszących im mężczyzn… a może nawet ich wszystkich? I czy gdy mówił o poprzednich, tak jak wcześniej wspominał o kimś, kto nie chciał z nimi zostać – może szło tu o tych, których poszukiwali na Wyspie?
– Chcieliśmy, by zaklęcie nadało im równie potworną postać, jaką miały ich dusze, ale cóż, ta postać okazała się… nazbyt potworna – westchnęła kobieta, odpowiadając na słowa Heather, a potem rzuciła zirytowane spojrzenie ku drzwiom.
Wood była odrętwiała. Gdy wstała, nogi omal się pod nią nie załamały, a pokonanie odległości, jaka dzieliła jej od wejścia, stanowiło większe wyzwanie niż wcześniej przebiegnięcie przez pół zamku. Dwa duchy uniosły się znad stołu, frunąc wraz z nią, i wciąż czuła promieniujące od nich zimno. W głowie się jej kręciło, w uszach zaczynało szumieć.
Gdy pociągnęła za klamkę, okazało się, że drzwi się zacięły, zdawało się jej jednak, że po drugiej stronie Brenna wzywa jej imię.
– Jestem pewien, że ktoś zajmuje się twoim wujem. Jak tymi poprzednimi – odparł drugi duch. Wood może mogła się nie bać, ale to nie oznaczało, że nie mogła zrozumieć, co kryło się pod pozornie niewinną uwagą.
Dora znikła, ją zatrzymano tutaj, i być może jakiś duch nawiedzał też któregoś z towarzyszących im mężczyzn… a może nawet ich wszystkich? I czy gdy mówił o poprzednich, tak jak wcześniej wspominał o kimś, kto nie chciał z nimi zostać – może szło tu o tych, których poszukiwali na Wyspie?
– Chcieliśmy, by zaklęcie nadało im równie potworną postać, jaką miały ich dusze, ale cóż, ta postać okazała się… nazbyt potworna – westchnęła kobieta, odpowiadając na słowa Heather, a potem rzuciła zirytowane spojrzenie ku drzwiom.
Wood była odrętwiała. Gdy wstała, nogi omal się pod nią nie załamały, a pokonanie odległości, jaka dzieliła jej od wejścia, stanowiło większe wyzwanie niż wcześniej przebiegnięcie przez pół zamku. Dwa duchy uniosły się znad stołu, frunąc wraz z nią, i wciąż czuła promieniujące od nich zimno. W głowie się jej kręciło, w uszach zaczynało szumieć.
Gdy pociągnęła za klamkę, okazało się, że drzwi się zacięły, zdawało się jej jednak, że po drugiej stronie Brenna wzywa jej imię.