13.01.2026, 22:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.01.2026, 22:22 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nie miała w tej chwili podstaw, by podejrzewać, że Alexander Yelenę kochał, tak jak nie miała żadnych podstaw, by podejrzewać, co ta mogła czuć do niego – może poza tym, że na pewno była wściekła na całą sytuację. Widziała jedynie wyraźnie, że dziewczyna go oczarowała, i że Aristov miotał się w klatce, w której go zamknięto, może między innymi z powodu tego oczarowania. I choć nie wierzyła, że wszystko może ułożyć się pięknie i łatwo, wierzyła, że… zawsze trzeba szukać najlepszych dróg. Jeśli nie mógł zrobić tego, czego naprawdę pragnął, jeżeli nie było sposobu na uwolnienie się od oczekiwań rodziny, on i Yelena mogli przynajmniej spróbować się dogadać. Może nawet stworzyć jednolity front, skoro oboje znaleźli się w podobnej sytuacji. A jeżeli to się nie uda? Jeśli nie spróbują... to nie uda się przecież na pewno.
– A mnie bardzo cieszy, że nie możesz tak powiedzieć. Między innymi dlatego, że bycie mężem żony, której się nienawidzi, byłoby chyba dla ciebie trudne – powiedziała, cicho, pochylając się nieco ku niemu, by nie ogłaszać tego na cały pub. Cieszyła się i z innych powodów: choćby dlatego, że naprawdę lubiła rosyjskiego młodzieńca, którego czasem ponosiły emocje i które niekoniecznie miał najlepszy charakter na świecie – może miała do takich zwyczajnie słabość, bo przecież jej kumpel, Vinc, był bardzo podobny – a lubić kogoś, kto chciałby zamienić w piekło życie przypadkowej dziewczynie z powodu grzechów ojców, byłoby trudno.
– Hm… tak sobie myślę… że może na wszelki wypadek wspomnij jej przy okazji, że jestem bardzo brzydka? Albo że nadaję się tylko na kumpla i to koniecznie kumpla, nie kumpelę? A najlepiej oba na raz. Ewentualnie wiesz, dodaj, że nie jesteś pewny, czy przywlekę swojego chłopaka, czy nie.
Brenna oczywiście nie miała chłopaka. Ale jak Alex zaczął mówić o tym, że pogada z Yeleną, jej umysł automatycznie odtworzył kilka możliwych scenariuszy, i gdy połączyła te nieróżowe perły z samą sobą i tym, co Yelena mogła sobie pomyśleć… To chociaż śmieszna była dla niej myśl, że Rosjanin miałby się nią zainteresować, nie była pewna, czy Yelena uzna tak samo, zanim ją pozna, a spędzała jednak dość czasu i w towarzystwie kolegów, i koleżanek, by wiedzieć, jak czasem wyglądały różne… nieporozumienia.
– To jakaś choroba przewlekła. Nie sądzę… żeby faktycznie znaleziono ciało. Chociaż cóż… miał wielu przeciwników – powiedziała Brenna ostrożnie, prostując się i odgarniając sobie włosy z twarzy, która na powrót przybrała poważny wyraz. Ważyła tym razem słowa, nie jak wtedy, gdy mówiła o wspominaniu, jaka jest brzydka i że być może przyjdzie z chłopakiem.
Czasem zastanawiała się czy Noby Leach mógł paść ofiarą jakiejś klątwy. Ale to nie było coś, na co mogła coś poradzić przed rokiem, jako Detektyw świeżo po awansie, skoro ani uzdrowiciele, ani aurorzy zdawali się nie widzieć niczego w tym podejrzanego. Być może to była faktyczna choroba? W końcu na pewno miał pieniądze na prywatne konsultacje…
– W każdym razie współczuję mu – dodała cicho, niemal miękko, bo ten człowiek spadł ze szczytu, i to nie z własnej winy, a dlatego, że w ich świecie krew liczyła się bardziej niż dokonania. Współczuła mu tej choroby, zaszczucia przez gazety i utraconej wielkości. – Sądzisz, że pozwoli jej was kiedyś odwiedzić?
– A mnie bardzo cieszy, że nie możesz tak powiedzieć. Między innymi dlatego, że bycie mężem żony, której się nienawidzi, byłoby chyba dla ciebie trudne – powiedziała, cicho, pochylając się nieco ku niemu, by nie ogłaszać tego na cały pub. Cieszyła się i z innych powodów: choćby dlatego, że naprawdę lubiła rosyjskiego młodzieńca, którego czasem ponosiły emocje i które niekoniecznie miał najlepszy charakter na świecie – może miała do takich zwyczajnie słabość, bo przecież jej kumpel, Vinc, był bardzo podobny – a lubić kogoś, kto chciałby zamienić w piekło życie przypadkowej dziewczynie z powodu grzechów ojców, byłoby trudno.
– Hm… tak sobie myślę… że może na wszelki wypadek wspomnij jej przy okazji, że jestem bardzo brzydka? Albo że nadaję się tylko na kumpla i to koniecznie kumpla, nie kumpelę? A najlepiej oba na raz. Ewentualnie wiesz, dodaj, że nie jesteś pewny, czy przywlekę swojego chłopaka, czy nie.
Brenna oczywiście nie miała chłopaka. Ale jak Alex zaczął mówić o tym, że pogada z Yeleną, jej umysł automatycznie odtworzył kilka możliwych scenariuszy, i gdy połączyła te nieróżowe perły z samą sobą i tym, co Yelena mogła sobie pomyśleć… To chociaż śmieszna była dla niej myśl, że Rosjanin miałby się nią zainteresować, nie była pewna, czy Yelena uzna tak samo, zanim ją pozna, a spędzała jednak dość czasu i w towarzystwie kolegów, i koleżanek, by wiedzieć, jak czasem wyglądały różne… nieporozumienia.
– To jakaś choroba przewlekła. Nie sądzę… żeby faktycznie znaleziono ciało. Chociaż cóż… miał wielu przeciwników – powiedziała Brenna ostrożnie, prostując się i odgarniając sobie włosy z twarzy, która na powrót przybrała poważny wyraz. Ważyła tym razem słowa, nie jak wtedy, gdy mówiła o wspominaniu, jaka jest brzydka i że być może przyjdzie z chłopakiem.
Czasem zastanawiała się czy Noby Leach mógł paść ofiarą jakiejś klątwy. Ale to nie było coś, na co mogła coś poradzić przed rokiem, jako Detektyw świeżo po awansie, skoro ani uzdrowiciele, ani aurorzy zdawali się nie widzieć niczego w tym podejrzanego. Być może to była faktyczna choroba? W końcu na pewno miał pieniądze na prywatne konsultacje…
– W każdym razie współczuję mu – dodała cicho, niemal miękko, bo ten człowiek spadł ze szczytu, i to nie z własnej winy, a dlatego, że w ich świecie krew liczyła się bardziej niż dokonania. Współczuła mu tej choroby, zaszczucia przez gazety i utraconej wielkości. – Sądzisz, że pozwoli jej was kiedyś odwiedzić?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.