14.01.2026, 11:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2026, 12:56 przez Brenna Longbottom.)
– Może od razu jeszcze fotel stylizowany na tron? Albo jakaś gustowna tiara? – zakpiła lekko.
Gdyby nie byli świeżo po pożarach, i nie miała stu jeden rzeczy do zrobienia, w związku z pracą, Zakonem, Warownią, Stawem i zboczeńcem, robiącym zdjęcia śpiącym kobietom, zapewne już tego wieczora poszłaby zamówić zamszowy dywan ze złotą lamówką, ot tak, w ramach ciągnięcia przekomarzania dalej.
Ale że sytuacja była jaka była, Brenna po prostu odnotowała sobie w myślach, żeby wysłać list z takim zamówieniem, jak już ogarnie istotniejsze rzeczy. Może z pomocą kogoś, kto lepiej ogarnia mugolskie sklepy, bo czarodziejscy rzemieślnicy mieli teraz niewiele czasu.
– Nie jestem, ale w sumie to od początku lata ciągnę jedną paskudną sprawę kłusowników i szukałam ostatnio informacji o smoczych jajach. W książce były też rysunki jaj innych magicznych zwierząt – powiedziała, sięgając po to ciemne jajo, faktycznie wyglądające mniej reprezentacyjnie niż to, które trafiło się jej. Przesunęła dłonią po skorupce: nie była pewna, jaki ptak się z niego wykluje, ale bardzo przypominało tamtą rycinę. – Obiecujesz? – zapytała z odrobiną rozbawienia, kiedy przyrzekł jej rękoczyny, gdyby kazała mu je wysiadywać. – Nie musisz go wysiadywać, wystarczy, jeśli będziesz z nim spał na poduszce, tulił każdej nocy przez trzy kolejne doby i obiecywał, że dobrze się nim zaopiekujesz… – wyjaśniła, takim tonem, jakby faktycznie sugerowała mu takie rozwiązanie. Po krótkiej pauzie jednak uzupełniła, bo jeszcze wziąłby sobie to do serca, a tulenie przez zimnego mogłoby pewnie pisklakowi zaszkodzić. – A tak na serio wydaje mi się, że trzeba umieścić je w żarze, najlepiej w piecu lub kominku, na kilka godzin. Powinnam mieć tutaj tę książkę, zaraz jej poszukam i się upewnię.
Nie chciałaby w końcu podpalić jaja, w którym siedziało magiczne stworzenie. Zdawało się jej też, że to „swoje” powinna umieścić w ziemi. Oddała więc chwilowo to czarne Atreusowi, wzrok kierując ku jednemu z pudeł, gdzie prawdopodobnie miała właściwą księgę.
– Ciekawe, skąd ten gość je miał… Będę musiała podpytać sąsiadów, czy go nie znają. Mam nadzieję, że po prostu jakiś mugol nie ogarnął, co gdzieś dorwał albo ktoś chciał się pozbyć ptaków po Spalonej...
Gdyby nie byli świeżo po pożarach, i nie miała stu jeden rzeczy do zrobienia, w związku z pracą, Zakonem, Warownią, Stawem i zboczeńcem, robiącym zdjęcia śpiącym kobietom, zapewne już tego wieczora poszłaby zamówić zamszowy dywan ze złotą lamówką, ot tak, w ramach ciągnięcia przekomarzania dalej.
Ale że sytuacja była jaka była, Brenna po prostu odnotowała sobie w myślach, żeby wysłać list z takim zamówieniem, jak już ogarnie istotniejsze rzeczy. Może z pomocą kogoś, kto lepiej ogarnia mugolskie sklepy, bo czarodziejscy rzemieślnicy mieli teraz niewiele czasu.
– Nie jestem, ale w sumie to od początku lata ciągnę jedną paskudną sprawę kłusowników i szukałam ostatnio informacji o smoczych jajach. W książce były też rysunki jaj innych magicznych zwierząt – powiedziała, sięgając po to ciemne jajo, faktycznie wyglądające mniej reprezentacyjnie niż to, które trafiło się jej. Przesunęła dłonią po skorupce: nie była pewna, jaki ptak się z niego wykluje, ale bardzo przypominało tamtą rycinę. – Obiecujesz? – zapytała z odrobiną rozbawienia, kiedy przyrzekł jej rękoczyny, gdyby kazała mu je wysiadywać. – Nie musisz go wysiadywać, wystarczy, jeśli będziesz z nim spał na poduszce, tulił każdej nocy przez trzy kolejne doby i obiecywał, że dobrze się nim zaopiekujesz… – wyjaśniła, takim tonem, jakby faktycznie sugerowała mu takie rozwiązanie. Po krótkiej pauzie jednak uzupełniła, bo jeszcze wziąłby sobie to do serca, a tulenie przez zimnego mogłoby pewnie pisklakowi zaszkodzić. – A tak na serio wydaje mi się, że trzeba umieścić je w żarze, najlepiej w piecu lub kominku, na kilka godzin. Powinnam mieć tutaj tę książkę, zaraz jej poszukam i się upewnię.
Nie chciałaby w końcu podpalić jaja, w którym siedziało magiczne stworzenie. Zdawało się jej też, że to „swoje” powinna umieścić w ziemi. Oddała więc chwilowo to czarne Atreusowi, wzrok kierując ku jednemu z pudeł, gdzie prawdopodobnie miała właściwą księgę.
– Ciekawe, skąd ten gość je miał… Będę musiała podpytać sąsiadów, czy go nie znają. Mam nadzieję, że po prostu jakiś mugol nie ogarnął, co gdzieś dorwał albo ktoś chciał się pozbyć ptaków po Spalonej...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.