14.01.2026, 15:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2026, 11:58 przez Millie Moody.)
Po prostu patrzył na dekoracje i Miles przyjęła to tłumaczenie absolutnie bezrefleksyjnie. To znaczy nie do końca bezrefleksyjnie, ale jakiekolwiek jej się refleksje pojawiały w tym temacie, były zbyt niebezpieczne, zbyt bliskie własnym myślom, na które nie chciała dawać sobie ani jemu ani komukolwiek zgody.
Już wystarczyło jej po ostatniej rozmowie z Peregrinusem a wcześniej z Dorą. Ten wylew emocjonalny był absolutnie nikomu niepotrzebny i już i tak było jej dostatecznie głupio i niezręcznie na zebraniu zakonu, gdy miała poczucie, że jako jedyna podnosi kwestie Basiliusa jako przyjaciela zakonu, który zna ich super super tajną kryjówką i no na litość Matki mógłby już być w tym ruchu oporu, żeby nie bolała ją głowa na temat tego co mogłaby mu mówić, a czego nie.
- Windermere było śmieszne, ziemia mnie tam zjadła i potem beczałam jak debil u Grina, że mnie nikt nie kocha i nikt nie zauważy jak umrę. - Wspomnienie przyszło zniekształcone lekarstwami, które wtedy przyjęła, w sumie nie była do końca pewna co w końcu powiedziała kuzynowi akurat tamtego wieczora. Było tam dużo wody. Czarnej. I był smutek. I… puzzle? Rozpaczliwy pocałunek. Chyba. Nie była pewna. Może byłoby jej łatwiej gdyby zaszyła sobie usta? Ktoś jej kiedyś mówił, że kiedy nie mówiło się wcale, to łatwiej było zapamiętać co się powiedziało. Czy dałaby sobie radę, gdyby nie mówiła?
- Tam ponoć był jakiś pojebany wpływ na głowę, ale ja szczerze mówiąc nie zauważyłam różnicy. - wzruszyła ramionami, uciekając dalej do przeszłości, w której Basiliusa nie było tak blisko, w której nie wiedziała jak pachniał kiedy spał obok niej i Tomasz, w której jego kędzierzawa głowa nie myliła jej się z kędzierzawą głową klątwołamacza też owszem, ale freelancera.
Westchnęła ciężko.
- Spotkałam się wtedy z Atreusem i utwierdziliśmy się w przekonaniu, że nie darzymy się sympatią. To na prawdę dziwne, że mamy namiot z nim i Brenną, nie wiem co autor miał na myśli szczerze mówiąc, chciałabym coś więcej wiedzieć na temat tego ślubu, niż tylko to, że podpisałam garść dokumentów i zostałam zaproszona przez Sebastiana na nauki przedmałżeńskie. Ale no. Emm… - jej noga przypadkiem trafiła na stopę Basiliusa i było jej nawet trochę głupio, ale wciąż mniej niż wtedy, gdy pomyślała, że w sumie jebać wszystko i wszystkich, fajnie byłoby się pod tą jemiołą pocałować.
Mimowolnie oblizała wargi patrząc na moment na jego całkiem przecież przystojną twarz. A potem odwróciła wzrok, bo to przecież i tak nie miało znaczenia. Coś innego. Coś innego. Inny temat do mówienia. Inny do myślenia.
- Jakbym była animagiem to bym chciała być krukiem. To byłoby zajebiste móc latać, przynosić ludziom listy i udawać że wcale nie jest się ptakiem, który ten list przyniosł. Wiesz, relacja na żywo, patrzysz i widzisz czy ktoś realnie się ucieszył albo zmartwił, czy tylko ściemnia w odpowiedzi. Chociaż… patrząc na gwiazdozbiory, które dla nas wybrałam, to powinnam ogarnąć animagię barana. - Zadarła głowę ku niebu, myśląc sobie o tym, czy Tomuś siedzi teraz w Księżycowym Stawie i też patrzy na niebo zamartwiając się, że na tym ślubie coś się odjebie i będzie niebezpiecznie. Oczy ściągnęła jej największa gwiazda, której blask przebijał się przez oświetlenie uroczystości, a na twarzy Miles wypłynął krzywy uśmiech, gdy zdała sobie sprawę, że pomimo malowania nieboskłonu w Księżycowym Stawie na podstawie map od Morpheusa, nadal nie ma pojęcia co im tak dawało po oczach. No poza księżycem, wiadomo, pełnia rządziła się swoimi prawami.
- Ciekawa jestem, czy Ger celowo wybrała datę z pełnią w tytule. Trochę mnie to zdziwiło, bo wydawało mi się, że kumpluje się z Erikiem. - Powiedziała, ciesząc się w sumie, że jest tu z było nie było przyjacielem, któremu mogła powiedzieć takie rzeczy wprost. Gdyby ona brała ślub… wybrałaby pewnie najczarniejszy nów świata. Albo w ogóle nie zwróciłaby na to uwagi. Obie wersje były równie prawdopodobne. Może Peregrinusa poprosiłaby o kosmogram kiedy najlepiej i gdzie najlepiej taki ślub wziąć? Nie żeby zamierzała. - A Ty Basilius? Kiedy zatańczymy na Twoim ślubie? - i znów to samo. Najpierw mówisz potem myślisz. Gdy zdała sobie sprawę, jej twarz pobladła bardziej niż ustawa przewiduje. - Wróć. Kłamałam. Wymazuje. Nie było pytania. - burknęła speszona. - Mów o tym w kogo byś się przemieniał jako animag i czemu byłby to koń. Rumak. Taki czarny. Rosły. Z lokowaną grzywą. - Zawsze podobały jej się konie pociągowe, chociaż nie potrafiła przypomnieć sobie jak one się nazywały tak bardziej profesjonalnie.
Już wystarczyło jej po ostatniej rozmowie z Peregrinusem a wcześniej z Dorą. Ten wylew emocjonalny był absolutnie nikomu niepotrzebny i już i tak było jej dostatecznie głupio i niezręcznie na zebraniu zakonu, gdy miała poczucie, że jako jedyna podnosi kwestie Basiliusa jako przyjaciela zakonu, który zna ich super super tajną kryjówką i no na litość Matki mógłby już być w tym ruchu oporu, żeby nie bolała ją głowa na temat tego co mogłaby mu mówić, a czego nie.
- Windermere było śmieszne, ziemia mnie tam zjadła i potem beczałam jak debil u Grina, że mnie nikt nie kocha i nikt nie zauważy jak umrę. - Wspomnienie przyszło zniekształcone lekarstwami, które wtedy przyjęła, w sumie nie była do końca pewna co w końcu powiedziała kuzynowi akurat tamtego wieczora. Było tam dużo wody. Czarnej. I był smutek. I… puzzle? Rozpaczliwy pocałunek. Chyba. Nie była pewna. Może byłoby jej łatwiej gdyby zaszyła sobie usta? Ktoś jej kiedyś mówił, że kiedy nie mówiło się wcale, to łatwiej było zapamiętać co się powiedziało. Czy dałaby sobie radę, gdyby nie mówiła?
- Tam ponoć był jakiś pojebany wpływ na głowę, ale ja szczerze mówiąc nie zauważyłam różnicy. - wzruszyła ramionami, uciekając dalej do przeszłości, w której Basiliusa nie było tak blisko, w której nie wiedziała jak pachniał kiedy spał obok niej i Tomasz, w której jego kędzierzawa głowa nie myliła jej się z kędzierzawą głową klątwołamacza też owszem, ale freelancera.
Westchnęła ciężko.
- Spotkałam się wtedy z Atreusem i utwierdziliśmy się w przekonaniu, że nie darzymy się sympatią. To na prawdę dziwne, że mamy namiot z nim i Brenną, nie wiem co autor miał na myśli szczerze mówiąc, chciałabym coś więcej wiedzieć na temat tego ślubu, niż tylko to, że podpisałam garść dokumentów i zostałam zaproszona przez Sebastiana na nauki przedmałżeńskie. Ale no. Emm… - jej noga przypadkiem trafiła na stopę Basiliusa i było jej nawet trochę głupio, ale wciąż mniej niż wtedy, gdy pomyślała, że w sumie jebać wszystko i wszystkich, fajnie byłoby się pod tą jemiołą pocałować.
Mimowolnie oblizała wargi patrząc na moment na jego całkiem przecież przystojną twarz. A potem odwróciła wzrok, bo to przecież i tak nie miało znaczenia. Coś innego. Coś innego. Inny temat do mówienia. Inny do myślenia.
- Jakbym była animagiem to bym chciała być krukiem. To byłoby zajebiste móc latać, przynosić ludziom listy i udawać że wcale nie jest się ptakiem, który ten list przyniosł. Wiesz, relacja na żywo, patrzysz i widzisz czy ktoś realnie się ucieszył albo zmartwił, czy tylko ściemnia w odpowiedzi. Chociaż… patrząc na gwiazdozbiory, które dla nas wybrałam, to powinnam ogarnąć animagię barana. - Zadarła głowę ku niebu, myśląc sobie o tym, czy Tomuś siedzi teraz w Księżycowym Stawie i też patrzy na niebo zamartwiając się, że na tym ślubie coś się odjebie i będzie niebezpiecznie. Oczy ściągnęła jej największa gwiazda, której blask przebijał się przez oświetlenie uroczystości, a na twarzy Miles wypłynął krzywy uśmiech, gdy zdała sobie sprawę, że pomimo malowania nieboskłonu w Księżycowym Stawie na podstawie map od Morpheusa, nadal nie ma pojęcia co im tak dawało po oczach. No poza księżycem, wiadomo, pełnia rządziła się swoimi prawami.
- Ciekawa jestem, czy Ger celowo wybrała datę z pełnią w tytule. Trochę mnie to zdziwiło, bo wydawało mi się, że kumpluje się z Erikiem. - Powiedziała, ciesząc się w sumie, że jest tu z było nie było przyjacielem, któremu mogła powiedzieć takie rzeczy wprost. Gdyby ona brała ślub… wybrałaby pewnie najczarniejszy nów świata. Albo w ogóle nie zwróciłaby na to uwagi. Obie wersje były równie prawdopodobne. Może Peregrinusa poprosiłaby o kosmogram kiedy najlepiej i gdzie najlepiej taki ślub wziąć? Nie żeby zamierzała. - A Ty Basilius? Kiedy zatańczymy na Twoim ślubie? - i znów to samo. Najpierw mówisz potem myślisz. Gdy zdała sobie sprawę, jej twarz pobladła bardziej niż ustawa przewiduje. - Wróć. Kłamałam. Wymazuje. Nie było pytania. - burknęła speszona. - Mów o tym w kogo byś się przemieniał jako animag i czemu byłby to koń. Rumak. Taki czarny. Rosły. Z lokowaną grzywą. - Zawsze podobały jej się konie pociągowe, chociaż nie potrafiła przypomnieć sobie jak one się nazywały tak bardziej profesjonalnie.