14.01.2026, 16:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2026, 18:43 przez Gabriel Montbel.)
Gabriel nie chciał Lucy odstąpić podczas tego wieczoru na krok, ale też musiał pogodzić się z faktem, że Lucy chciała na krok odstąpić jego nieskromną osobę.
Zwinął jednak pogniecione ego i wyszedł na zewnątrz, zaciekawiony jak ogród radzi sobie z taką zgrają przetaczających się przez niego zwiedzających. Jego nudna czarna szata i równie nudna czarna maska wciąż były zdobione rozbryzgiem czerwieni. Karminowy, grubego, nieregularnego haftu dopełniały lśniące rubiny, które mieniły się w świetle wskazującym ogrodowe ścieżki. Pasmo zdobiło obojczyki i asymetrycznie lewy rękaw szaty. Paciorki i koraliczki zdobiły również czarną aksamitną maskę, odpowiednio alterowaną pod ubiór, a kryształowe krople asymetrycznie opadały mu na policzki, skrywając wyraz zaskoczenia, gdy zamaskowany jegomość do niego zagadał przeszkadzając mu w kontemplacji tego miejsca.
Chciał tak bardzo pokazać to miejsce Lucy, ale może po prostu zrobi to za kilka dni jak będzie spokojniej?
– Topielce? A to Ci nowa historia. Ja słyszałem tylko o odciskach dłoni na szybach i widmowej doniczce, która bardzo nie lubi być przestawiana. – uśmiechnął się, swobodnie podejmując temat konwersacji, nawet jeśli zdawała mu się ona nieco niewygodna. Jak świeżo założony but.
– Ostatecznie przecież utopić się można w łyżce wody, tam wewnątrz chyba nie ma żadnej studni...? – zmarszczył brwi w zastanowieniu, bo może i była studnia, ale on ją przegapił podczas swojej ostatniej wizyty. – Zbrodnia w afekcie, czy nieszczęśliwy wypadek? – czy Lucy byłaby tym zainteresowana? Wszak należała do Lestrangów, będzie musiał się jej zapytać, czy kiedykolwiek o tym słyszała. – Jak dawno to było? Sto lat czy może dwieście? – Owa dwusetka wypadła z jego ust z wielką nadzieją, bo dwa wieki tej plotki dawały spore szanse na jej weryfikacje... u naocznego świadka.
Zwinął jednak pogniecione ego i wyszedł na zewnątrz, zaciekawiony jak ogród radzi sobie z taką zgrają przetaczających się przez niego zwiedzających. Jego nudna czarna szata i równie nudna czarna maska wciąż były zdobione rozbryzgiem czerwieni. Karminowy, grubego, nieregularnego haftu dopełniały lśniące rubiny, które mieniły się w świetle wskazującym ogrodowe ścieżki. Pasmo zdobiło obojczyki i asymetrycznie lewy rękaw szaty. Paciorki i koraliczki zdobiły również czarną aksamitną maskę, odpowiednio alterowaną pod ubiór, a kryształowe krople asymetrycznie opadały mu na policzki, skrywając wyraz zaskoczenia, gdy zamaskowany jegomość do niego zagadał przeszkadzając mu w kontemplacji tego miejsca.
Chciał tak bardzo pokazać to miejsce Lucy, ale może po prostu zrobi to za kilka dni jak będzie spokojniej?
– Topielce? A to Ci nowa historia. Ja słyszałem tylko o odciskach dłoni na szybach i widmowej doniczce, która bardzo nie lubi być przestawiana. – uśmiechnął się, swobodnie podejmując temat konwersacji, nawet jeśli zdawała mu się ona nieco niewygodna. Jak świeżo założony but.
– Ostatecznie przecież utopić się można w łyżce wody, tam wewnątrz chyba nie ma żadnej studni...? – zmarszczył brwi w zastanowieniu, bo może i była studnia, ale on ją przegapił podczas swojej ostatniej wizyty. – Zbrodnia w afekcie, czy nieszczęśliwy wypadek? – czy Lucy byłaby tym zainteresowana? Wszak należała do Lestrangów, będzie musiał się jej zapytać, czy kiedykolwiek o tym słyszała. – Jak dawno to było? Sto lat czy może dwieście? – Owa dwusetka wypadła z jego ust z wielką nadzieją, bo dwa wieki tej plotki dawały spore szanse na jej weryfikacje... u naocznego świadka.