14.01.2026, 17:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2026, 17:02 przez Gabriel Montbel.)
Sapnął gniewnie, wcale nie ignorując faktu, że chłopak mu nie odpowiedział, a zaraz potem ukradł jego Hannibala i uciekł do łazienki. To znaczy, ani Hannibal nie był jego, więc nie miał jak być ukradziony i raczej poszedł tam dobrowolnie, ale… to już drugi raz, gdy pan Jak-Się-Okazało-Chrześniak ściąga na siebie stanowczo za dużo uwagi.
Niemniej, odprowadził ich wzrokiem. W milczeniu, w napięciu, w ocenie sytuacji. A gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi…
– Na wszystkich bogów żywych i martwych Jonathanie Ty mnie musisz szybciej uprzedzać, że masz gości! Nigdy, przenigdy celowo bym Cię nie naraził na takie nerwy! To znaczy… nie na takie dokładnie nerwy… - mimowolnie dodał, z zaskakującą jak na siebie szczerością, po czym zamaszyście zagarnął fotel Jaspera, by go rychło przemeblować i ustawić ledwie pół metra od tego Jonathanowego, zmuszając gospodarza w pewien sposób do zmiany pozycji, zwłaszcza, że w tej wąskiej przestrzeni sam zajął miejsce, nie bardzo się przejmując faktem, czy ich kolana musiałyby się dotykać.
Wszak NIE TO było ważne w tym spotkaniu.
– Wracając więc mój słodki dystyngowany przyjacielu do meritum, potrzebuję Twojej natychmiastowej porady - Z wcale nie zaskakującą łatwością powrócił do nastroju elektryzującego szaleństwa, które przygnało go pod próg domostwa Selwyna. – Otóż… przed momentem prawie żem się całował z osobą z którą absolutnie nic nie może mnie łączyć, ponad profesjonalną sympatię ani teraz ani NIGDY! - Ton jego głosu falował od konspiracyjnego szeptu, po dramatyczne rozdarcie przestrzeni, które momentalnie znów skupiło go w pochyleniu ku nieszczęsnemu politykowi. Błękitne oczy lśniły jednak wampirzą bezradnością, a mina jaskrawo ukazywała poruszenie, które bynajmniej nie niosło dawnej rozpaczy ni, ciężaru gatunkowego ich poprzednich rozmów. – Widzisz bowiem, ta osoba ma w wielkiej pogardzie jakiekolwiek romantyczne gesty, wszelkie westchnienia czy nawet sugestie westchnień, z miejsca spotkałyby się z kamienną ścianą angielskiej egzaltacji, w której brakuje miejsca na prawdziwy płomień. - Wysoce niepocieszony zapadł się w fotelu, rozlał po nim, nogi dla wygody ładując na oparcie fotela Jonathana. Przypadkiem.
Jego ciało było w dalszym ciągu mokre i bardzo zimne, ale nie dbał o to, ponownie zapatrzony w sufit wymagający odnowienia.
– A mamy iść na bal, chciałem przetańczyć z nią całą, calusieńką noc, ale jak pomyśli, jeśli teraz myśli, że rozmyślałem o smaku jej ust tę sekundę za długo… Ughrrr….– nieartykułowany dźwięk dobył się z martwej klatki piersiowej, ręce próbowały coś artykułować, gestykulować, ale wampir zdawał się w głębokiej rozterce. - Szybko, radź mi coś, zanim Twoje dzieci wrócą. Ostatecznie jesteś od nich bardziej obyty. - Naburmuszony przynaglił go butelką, dolewając jednak alkoholu, najwidoczniej na zachętę.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Niemniej, odprowadził ich wzrokiem. W milczeniu, w napięciu, w ocenie sytuacji. A gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi…
– Na wszystkich bogów żywych i martwych Jonathanie Ty mnie musisz szybciej uprzedzać, że masz gości! Nigdy, przenigdy celowo bym Cię nie naraził na takie nerwy! To znaczy… nie na takie dokładnie nerwy… - mimowolnie dodał, z zaskakującą jak na siebie szczerością, po czym zamaszyście zagarnął fotel Jaspera, by go rychło przemeblować i ustawić ledwie pół metra od tego Jonathanowego, zmuszając gospodarza w pewien sposób do zmiany pozycji, zwłaszcza, że w tej wąskiej przestrzeni sam zajął miejsce, nie bardzo się przejmując faktem, czy ich kolana musiałyby się dotykać.
Wszak NIE TO było ważne w tym spotkaniu.
– Wracając więc mój słodki dystyngowany przyjacielu do meritum, potrzebuję Twojej natychmiastowej porady - Z wcale nie zaskakującą łatwością powrócił do nastroju elektryzującego szaleństwa, które przygnało go pod próg domostwa Selwyna. – Otóż… przed momentem prawie żem się całował z osobą z którą absolutnie nic nie może mnie łączyć, ponad profesjonalną sympatię ani teraz ani NIGDY! - Ton jego głosu falował od konspiracyjnego szeptu, po dramatyczne rozdarcie przestrzeni, które momentalnie znów skupiło go w pochyleniu ku nieszczęsnemu politykowi. Błękitne oczy lśniły jednak wampirzą bezradnością, a mina jaskrawo ukazywała poruszenie, które bynajmniej nie niosło dawnej rozpaczy ni, ciężaru gatunkowego ich poprzednich rozmów. – Widzisz bowiem, ta osoba ma w wielkiej pogardzie jakiekolwiek romantyczne gesty, wszelkie westchnienia czy nawet sugestie westchnień, z miejsca spotkałyby się z kamienną ścianą angielskiej egzaltacji, w której brakuje miejsca na prawdziwy płomień. - Wysoce niepocieszony zapadł się w fotelu, rozlał po nim, nogi dla wygody ładując na oparcie fotela Jonathana. Przypadkiem.
Jego ciało było w dalszym ciągu mokre i bardzo zimne, ale nie dbał o to, ponownie zapatrzony w sufit wymagający odnowienia.
– A mamy iść na bal, chciałem przetańczyć z nią całą, calusieńką noc, ale jak pomyśli, jeśli teraz myśli, że rozmyślałem o smaku jej ust tę sekundę za długo… Ughrrr….– nieartykułowany dźwięk dobył się z martwej klatki piersiowej, ręce próbowały coś artykułować, gestykulować, ale wampir zdawał się w głębokiej rozterce. - Szybko, radź mi coś, zanim Twoje dzieci wrócą. Ostatecznie jesteś od nich bardziej obyty. - Naburmuszony przynaglił go butelką, dolewając jednak alkoholu, najwidoczniej na zachętę.
Wyjście Hannibala i Jessiego uzgodnione z graczami, coby nie mieszać w kolejce