Norka znajdowała się na zapleczu. Tak właściwie to szukała czegoś w swoim niewielkim ogródku, miała tu jeszcze kilka doniczek, w których znajdowały się świeże zioła. Zabrakło jej kilka składników do herbaty, więc musiała je uzupełnić. Dość szybko zerwała potrzebne rośliny, nim jednak weszła do środka uniosła głowę i spojrzała na niebo.
Był późny wieczór, tak właściwie to już noc, na nieboskłonie widać było gwiazdy, przyglądała im się uważnie, uśmiechnęła się sama do siebie, kiedy dostrzegła najjaśniejszą z nich - Syriusza znajdującego się w gwiazdozbiorze Wielkiego Psa. No, a przynajmniej tak jej się wydawało, była średnia z astronomii, ale to chyba było to.
Po chwili weszła do środka, z ziołami w dłoni, minęła zaplecze i udała się do wnętrza kawiarni. Znalazła się za ladą, gdzie zaczęła je ciąć na drobne kawałki. Ich zapach był dość intensywny, unosił się w powietrzu, być może nawet przebijał przez ten charakterystyczny dla tego miejsca, czyli słodkości. Wieczorem mało kto je zamawiał, ludzie sięgali raczej po szklaneczkę czegoś mocniejszego.
Londyn powoli zaczynał żyć. Nadal nie było tu takich tłumów, jak przed Spaloną Nocą, jednak zauważyła, że ludzie próbowali wracać do normalności. Wpadali tutaj chociaż na chwilę, być może dzięki temu mogli zapomnieć o tym co się wydarzyło, w końcu jej klubokawiarnia nie oberwała zbyt mocno, udało jej się już poradzić z tymi najgorszymi problemami.
Godziny mijały, klubokawianrnia pustoszała, za chwilę miała zamknąć, kiedy dzwonek wiszący nad drzwiami się odezwał. Nie uniosła głowy, bo była zajęta polerowaniem szkła - wszystko musiało być naszykowane na poranne otwarcie. Podniosła głowę dopiero, kiedy ktoś zatrzymał się przy ladzie.
Uśmiechnęła się ciepło, gdy zobaczyła przyjaciela. No tak, nikt z zewnątrz raczej nie pojawiłby się tutaj o tej godzinie.
- Tak, jak widać już nikogo nie ma, trafiłeś idealnie przed oficjalnym zamknięciem. - Zawiesiła na moment na nim swoje spojrzenie, taksowała go wzrokiem, jakby chciała zobaczyć, czy wszystko z nim w porządku.
Pojawił się ten obrzydliwy artykuł, który uderzył w rodzinę jej przyjaciół, trochę też w nią, jednak to nimi się najbardziej przejmowała, nie mogła uwierzyć, że ktoś był w stanie wypisywać takie rzeczy, wyssane z palca, to było obrzydliwe.
- Trafiłeś w idealne miejsce. - Nie przestawała się uśmiechać, chaos - i w nim potrafiła się odnaleźć, jeśli tego potrzebował, to oczywiście, że zamierzała mu na to pozwolić.
- To bardzo wyjątkowa sytuacja, dzisiaj mogę Cię do niej wpuścić. - Nie sądziła, żeby faktycznie był w stanie spalić jej kuchnię, a jeśli... to na pewno dałby radę ją ugasić. Była skłonna negocjować swoje zasady, ale tylko tego razu.
- Zamknę tylko drzwi, a Ty zastanów się, czy wolisz bawić się tutaj, czy trafić na prawdziwy plac zabaw, taka okazja się nigdy więcej nie przytrafi. - No i zdecydowanie wolała mieć bałagan w kuchni, a nie w miejscu w którym przyjmowała gości.
Panna Figg ruszyła do drzwi, które zakluczyła, po chwili znalazła się przy przyjacielu, skoro już nie była za ladą zatrzymała się przed nim i się do niego przytuliła, tak po prostu, było jej przykro, że spotkało go ostatnio coś takiego okropnego.
- Dobra, to jak, idziemy do kuchni? - Odsunęła się o krok i czekała, aż zadecyduje.