Geraldine również zdarzyło ściągać na siebie kłopoty. Miała niewyparzony język, często denerwowała osoby, których nie powinna, jednak bardzo istotne było dla niej to, żeby dzielić się swoim zdaniem. Nie potrafiła milczeć, jeśli miała inne zdanie. Dzięki temu też nauczyła się spadać zawsze na cztery łapy, w końcu nadal żyła, miała się dobrze, więc nie było z nią tak źle. Bywało, że potrzebowała pomocy, miała jednak wokół siebie ludzi, którzy zawsze byli gotowi ją wesprzeć i nie chodziło tu tylko o rodzinę.
Gerry wręcz przeciwnie, od najmłodszych lat wiedziała, czym będzie się zajmować jak dorośnie. Ojciec od najmłodszych lat przywiązywał wagę do tego, żeby była sprawna fizycznie, zresztą bardzo chciała dorównać swoim bratom. Dlatego też tak chętnie uczyła się szermierki, czy latania na miotle. Lubiła ucierać im nosa i pokazywać, że dziewczyna jest w stanie sobie z nimi poradzić bez najmniejszego problemu. Dawało jej to ogromną satysfakcję. W ogóle bardzo lubiła rywalizować i pokazywać, że kobiety nie są wcale słabymi przeciwnikami w najróżniejszych dziedzinach.
- Smaczne piwo jest naprawdę bardzo silnym argumentem.- Sama Yaxley lubiła raczyć się dobrymi trunkami, więc rozumiała to podejście. Pogoda może nie była najlepsza, jednak można się było przyzwyczaić. - Popatrz, ja poluję na nundu, a nundu na Ciebie, co za zbieg okoliczności.- Posłała do niego przyjacielski uśmiech. - Chętnie usłyszę tę opowieść, może jednak najpierw karty. - Wolała nie wybijać się z rytmu, póki jeszcze nie skończyli grać. - Ogólnie wróciłam stamtąd ze wspaniałą opalenizną, pogoda była cudowna, ale czasu na zwiedzanie niestety niezbyt wiele.- Jak zawsze, tak to już było jeśli podróżowało się tylko wyłącznie po to, żeby polować. Może kiedyś wybierze się gdzieś w celach typowo rozrywkowych, jednak jak dotąd jakoś nigdy się to nie zdarzyło.
Sama Gerry nie nazwałaby tego podróżowaniem. Było to życie w drodze, podążanie za śladami zwierząt w najróżniejszych miejsach na świecie i to tyle. Nie była podróżniczką, nie zagłębiała się jakoś specjalnie w kultury miejsc do których się wybierała - nie miała na to czasu. Musiała szybko zrealizować zlecenie, wrócić do kraju z towarem i jechać po następny.
- Muszę się zgodzić, całkiem przewrotne są te karty.- To powodowało, że grało jej się jeszcze w lepiej. W końcu większą przyjemność sprawiała gra z doświadczonym przeciwnikiem, a Jamil jednak umiał grać, a przynajmniej sprawiał takie pozory, może miał szczęście? Samym szczęściem by jednak chyba, aż tak nie mieszał w tej rozgrywce. To musiało być doświadczenie.
Obserwowała uważnie kolejny ruch Anwara. Zastanawiała się, co wymyśli tym razem. Kiedy położył karty na stół wróciła do tych w swojej ręce. Musiała podjąć decyzję, wybrała dwie karty i rzuciła je na stół.