Postanowiła napisać do Erika. Był jedną z osób, które znała jeszcze z czasów Hogwartu i tak jak ona należał do klubu pojedynków. Wierzyła, że będzie miał ochotę się z nią zmierzyć, ponownie. Mimo tego, że ich ostatni trening nie przebigał specjalnie zachwycająco, przynajmniej z jej strony to liczyła na to, że go to nie zniechęci. Musiała się zrewanżować i ćwiczyć, w końcu atmosfera w świecie czarodziejów była naprawdę napięta, a ona sama w pewien sposób trochę się wystawiała. Czuła się niepewnie od momentu ostatniego spotkania ze swoim bratem bliźniakiem. Sugerował jej, że może zostać kolejnym celem, właściwie to miała wrażenie, że chce ją wystraszyć. Geraldine wolała więc ćwiczyć swoje umiejętności, nie należała do osób, które zamierzały uciekać. Wolała konfrontacje.
- Myślisz, że jestem aż taka przebiegła?- Uśmiechnęła się do Erika. Humor miała wyśmienity, spacer w taką piękną pogodę napawał ją pozytywną energią. - Jest ich wiele, może kiedyś będzie Ci dane niektóre z nich zobaczyć.- W końcu ostatnio dosyć często się spotykali, czemu by więc nie miała zademonstrować Longbottomowi swoich innych ukrytych talentów.
Udawała, że jej ten spacer praktycznie wcale nie zmęczył, choć i z nią również nie było kolorowo. Pomimo dosyć dużego doświadczenia, niezłej sprawności fizycznej taki wysiłek był wyczerpujący nawet dla niej. Odetchnęła głęboko, gdy doszli na miejsce. Zerknęła na horyzont, naprawdę piękny to był widok, warto było czasem trochę pocierpieć dla takich atrakcji.
Yaxley ubrała się na cebulkę, wiedziała, że zrobi jej się gorąco, kiedy zaczną dreptać pod tą wcale niemałą górkę. Sztruksowe dzwony w granatowym kolorze, do tego zielony swter, a na wierzch narzucony lekki płaszcz. Nie potrzebowała grubych warstw, kiedy się ruszała, momentalnie robiło jej się gorąco. Na nogach miała jednak jak zawsze ciężkie, skórzane buty - który były odpowiednie do najtrudniejszych warunków. Nigdy nie wiadomo, kiedy wylądujesz w błocie, przykładem była jej wizyta na mokradłach, gdzie pałętała się dosyć długo szukając wyjścia.
Wiedziała, że jest to dosyć gorący czas, Beltane zbliżało się wielkimi krokami. - Muszę być gotowa Erik, Beltane, czy nie oni mogą zacząć na mnie polować. - Powiedziała poważnym tonem, nie było to coś typowego dla panny Yaxley. Widać było, że naprawdę ją to trapi. - Mój brat przy ostatnim spotkaniu sugerował, że mogę zostać celem. Nie zamierzam uciekać, powinnam tylko być pewna, że sobie poradzę.- Po ostatnim treningu trochę w to wątpiła. Nie wiedziała też, czy na pewno chcą ją zaatakować, czy Theon chciał ją wystraszyć i w ten sposób spowodować, że oddali się od ludzi na których jej zależało. Niedoczekanie. - Myślę, że ewentualne limo pod okiem mogłoby mi tylko dodać uroku. - Posłała Erikowi ciepły uśmiech. Zresztą Thomas i tak pisał, że będzie pracował w Beltane, miała się tam tylko pojawić na chwilę, żeby dostarczyć mu pączki - w końcu obiecała, a należała do osób, które dotrzymują obietnic. Szczególnie, gdy jej na kimś zależało. - Mój ewentualny wybranek serca widział mnie już z różnymi pamiątkami po pojedynkach na ciele, nie powinien się wystraszyć. - Hardwick w końcu był z nią na roku, wiedział, że nie ma problemu z tym, żeby się z kimś pobić, czasem kończyło się to śladami na ciele. Na szczęście szybko wszystko się goiło, może poza paroma bliznami, które zostały jej po spotkaniach bliższego stopnia z magicznymi stworzeniami.
Erik zajął się przygotowaniem okolicy do ich starcia. Usiadła wtedy na ziemi i go obserwowała, widać było, że wie co robi. Nie musieli się obawiać, że ktoś ich zobaczy i zainteresuje się tym, co tutaj robią. - Nie będę bardziej gotowa.- Rzekła i podniosła się na nogi. Wyciągnęła różdzkę, mocno złapała ją w ręku, gotowa do pojedynku. - Gentleman, jak zawsze. Nic się nie zmienia.- Skomentowała jeszcze. Nie zamierzała oczywiście odmawiać rozpoczęcia pojedynku.
Przesunęła się do tyłu. Stanęła na przeciwko Erika gotowa do rzucenia zaklęcia. Machnęła różdżką i pewnie powiedziała - Drętwota.
Akcja nieudana