15.01.2026, 17:00 ✶
– Welon to sam spierdolił zanim zabawa zaczęła się na dobre – zrelacjonowała mu cicho i w sumie ten uciekający welon był momentem, kiedy jej nieco zeszło z pary, bo z lasu nic nie wylazło a miała dziwne przeczucie, o którym wolała się na razie nie dzielić. Z resztą... Morpheus był gdzieś pośród gości, z pewnością lepiej jako Niewymowny był w stanie ocenić co i jak.
– Erik kurwa, nie chodzi o bezpieczeństwo, nie wierzę, żeby ktokolwiek naraził się staremu Yaxleyowi czy całemu Artemis. Ale wiesz jak jest... półkrwistych tu możesz policzyć na palcach jednej ręki, zdaje się, że nie ma mugolackiej duszy. To jak spacer po terytorium wroga. I wiem, że Ty masz super duper doświadczenie w takich spacerach, ale ja już usłyszałam kilka miłych słów na temat tego jak brudzę tę imprezę samym swoim istnieniem tutaj – żachnęła się z goryczą. – Więc tak, kazał mi nie pić i mieć uszy szeroko otwarte na te pijackie bełkoty. Może zobaczył w swojej wizji, że ktoś się wysypie. Ktoś wiesz. Z dna dzbana. – Niby mogła już mówić w pełnej krasie, że lord Voldemort jest cwelem i żadna klątwa i strach przed imieniem nie zaciskała jej gardła, ale... ostatecznie byli na terytorium wroga czyż nie?
Na propozycję Erika pokręciła głową, kładąc dłoń na jego dłoni uspokajająco.
– Dzięki, ale soczek wystarczy. Jak położę usta na czymkolwiek z wódką, to już zassam tak, że nie będzie to zbierać. – rzuciła w przypływie całkiem racjonalnego myślenia, a potem całkiem nieracjonalnie na moment przysunęła się do Longbottoma i zaciągnęła jego perfumami.
– To jakieś z nowej kolekcji? A worami się nie przejmuj, jakbyś mi nie mówił to nawet bym nie zauważyła. Ej, ładne nawet. Takie słodkie. Pasują do Ciebie – uśmiechnęła się nieco pewniej czując się na własnym gruncie. – Wiesz w ogóle że wrzucili mnie z Brenką do namiotu z Bulstrodem! Mam nadzieję, że zamieszkasz tam z nami i będziesz bronił mojego honoru przed tym aurorskim kutasem! – rzuciła zaczepnie, zupełnie jakby miała jakikolwiek honor.
– Erik kurwa, nie chodzi o bezpieczeństwo, nie wierzę, żeby ktokolwiek naraził się staremu Yaxleyowi czy całemu Artemis. Ale wiesz jak jest... półkrwistych tu możesz policzyć na palcach jednej ręki, zdaje się, że nie ma mugolackiej duszy. To jak spacer po terytorium wroga. I wiem, że Ty masz super duper doświadczenie w takich spacerach, ale ja już usłyszałam kilka miłych słów na temat tego jak brudzę tę imprezę samym swoim istnieniem tutaj – żachnęła się z goryczą. – Więc tak, kazał mi nie pić i mieć uszy szeroko otwarte na te pijackie bełkoty. Może zobaczył w swojej wizji, że ktoś się wysypie. Ktoś wiesz. Z dna dzbana. – Niby mogła już mówić w pełnej krasie, że lord Voldemort jest cwelem i żadna klątwa i strach przed imieniem nie zaciskała jej gardła, ale... ostatecznie byli na terytorium wroga czyż nie?
Na propozycję Erika pokręciła głową, kładąc dłoń na jego dłoni uspokajająco.
– Dzięki, ale soczek wystarczy. Jak położę usta na czymkolwiek z wódką, to już zassam tak, że nie będzie to zbierać. – rzuciła w przypływie całkiem racjonalnego myślenia, a potem całkiem nieracjonalnie na moment przysunęła się do Longbottoma i zaciągnęła jego perfumami.
– To jakieś z nowej kolekcji? A worami się nie przejmuj, jakbyś mi nie mówił to nawet bym nie zauważyła. Ej, ładne nawet. Takie słodkie. Pasują do Ciebie – uśmiechnęła się nieco pewniej czując się na własnym gruncie. – Wiesz w ogóle że wrzucili mnie z Brenką do namiotu z Bulstrodem! Mam nadzieję, że zamieszkasz tam z nami i będziesz bronił mojego honoru przed tym aurorskim kutasem! – rzuciła zaczepnie, zupełnie jakby miała jakikolwiek honor.