15.01.2026, 21:46 ✶
Dziurawy kocioł stał się mimowolnie jej ulubionym miejscem. Knajpa na pograniczu, ostatni taki zajazd na Litwie między światami, limbo, a jednak na bogato. Bawiło ją to, że miejsce w którym mógł się spotkać każdy uważane było za takie luksusowe, bawiła ją przestrzeń, bawiły pokoje na pięterku do wynajęcia niekoniecznie na dni, bawiła ją obsługa i bawili goście.
Więc bywała tu częściej niż zakładała, czekając aż jej malutka siostrzyczka zakończy swoją katorżniczą pracę jedną drugą czy trzecią, kto by policzył ile to dziewuszysko chciało pracować, jak Urd nigdy, to widocznie musiała być krew ich ojca, której starszej z córek poskąpiono.
A teraz przysiadła się do niej nieznajoma, skuszona ledwie kilkoma dźwiękami, które wysmyknęły się z ust i z miejsca dostała ona tabliczkę (widmową) na swoje wychudzone cycuszki, że też była zabawna. Fakt faktem, że Urd była już po pierwszej herbatce mającej rozgrzać jej smutne październikowe życie bezrobotnego.
Oszczędności topniały jak śnieg, który tu nie spadł. Bieda w kraju, zamiast opadu lodu mieli tu opady popiołu jak zasłyszała z plotek i mrożących krew w żyłach opowieściach dotyczących wydarzeń sprzed miesiąca.
– To by musiał być sam Njord, ale jakbyś mu powiedziała, że ma cipkę, to by zupełnie osiwiał z obrazy swego morskiego majestatu. – zaśmiała się serdecznie, odchylając ku nieznajomej z szerokim, życzliwym uśmiechem. Jej kiesa była coraz lżejsza i musiała przyznać w końcu sama przed sobą i przed całym światem, że przydałaby się jej robota. Śpiewanie... może nie byłby to taki kiepski pomysł na życie? Ostatecznie mogła skorzystać z tego, że nie była mugolką, a jej młodość jeszcze (nieco naciąganie) się nie skończyła.
– Ja i koweny nie pasujemy zbytnio do siebie. Zbyt łatwo mi przychodzi przekonać samą siebie, że alkohol przeznaczony na ofiary najlepiej ofiarować mnie samej. – mrugnęła do niej okiem porozumiewawczo, a potem złapała drobną blondyneczkę za ramię kiwając głową. – Nie, nie, ja już go próbowałam i podziękuję, dziś myślę skoro już o kowenie mowa, to na drugą nóżkę herbaty z duchem poproszę. Tej wiesz której i wiesz jaką. – Egzorcystka na razie skutecznie pozbawiała "ducha" Dziurawy kocioł, ale kto wie, kto wie...
– Jestem Urd Nordgresim, egzorcystka, amatorka śpiewu i dobrej zabawy. A Ty moja dobrodziejko? Wyglądasz na kogoś bardzo miejscowego. Ten kolor włosów... dość charakterystyczny w magicznym Londynie czyż, nie? – Rzuciła okiem, trochę podziwiając, trochę zazdroszcząc. Nie musiała mieć nic więcej, aby wiele drzwi stawało przed nią otworem, ale taki cudny jasny poblask... trochę jak morska piana, trochę jak Møns Klint... To była główka, o której mogli pisać poeci. Przynajmniej o tym co było na zewnątrz. A w środku? To miało się okazać, choć już miała pewne przeczucia, że było tam dużo miejsca na sakralne kadzidła.
Więc bywała tu częściej niż zakładała, czekając aż jej malutka siostrzyczka zakończy swoją katorżniczą pracę jedną drugą czy trzecią, kto by policzył ile to dziewuszysko chciało pracować, jak Urd nigdy, to widocznie musiała być krew ich ojca, której starszej z córek poskąpiono.
A teraz przysiadła się do niej nieznajoma, skuszona ledwie kilkoma dźwiękami, które wysmyknęły się z ust i z miejsca dostała ona tabliczkę (widmową) na swoje wychudzone cycuszki, że też była zabawna. Fakt faktem, że Urd była już po pierwszej herbatce mającej rozgrzać jej smutne październikowe życie bezrobotnego.
Oszczędności topniały jak śnieg, który tu nie spadł. Bieda w kraju, zamiast opadu lodu mieli tu opady popiołu jak zasłyszała z plotek i mrożących krew w żyłach opowieściach dotyczących wydarzeń sprzed miesiąca.
– To by musiał być sam Njord, ale jakbyś mu powiedziała, że ma cipkę, to by zupełnie osiwiał z obrazy swego morskiego majestatu. – zaśmiała się serdecznie, odchylając ku nieznajomej z szerokim, życzliwym uśmiechem. Jej kiesa była coraz lżejsza i musiała przyznać w końcu sama przed sobą i przed całym światem, że przydałaby się jej robota. Śpiewanie... może nie byłby to taki kiepski pomysł na życie? Ostatecznie mogła skorzystać z tego, że nie była mugolką, a jej młodość jeszcze (nieco naciąganie) się nie skończyła.
– Ja i koweny nie pasujemy zbytnio do siebie. Zbyt łatwo mi przychodzi przekonać samą siebie, że alkohol przeznaczony na ofiary najlepiej ofiarować mnie samej. – mrugnęła do niej okiem porozumiewawczo, a potem złapała drobną blondyneczkę za ramię kiwając głową. – Nie, nie, ja już go próbowałam i podziękuję, dziś myślę skoro już o kowenie mowa, to na drugą nóżkę herbaty z duchem poproszę. Tej wiesz której i wiesz jaką. – Egzorcystka na razie skutecznie pozbawiała "ducha" Dziurawy kocioł, ale kto wie, kto wie...
– Jestem Urd Nordgresim, egzorcystka, amatorka śpiewu i dobrej zabawy. A Ty moja dobrodziejko? Wyglądasz na kogoś bardzo miejscowego. Ten kolor włosów... dość charakterystyczny w magicznym Londynie czyż, nie? – Rzuciła okiem, trochę podziwiając, trochę zazdroszcząc. Nie musiała mieć nic więcej, aby wiele drzwi stawało przed nią otworem, ale taki cudny jasny poblask... trochę jak morska piana, trochę jak Møns Klint... To była główka, o której mogli pisać poeci. Przynajmniej o tym co było na zewnątrz. A w środku? To miało się okazać, choć już miała pewne przeczucia, że było tam dużo miejsca na sakralne kadzidła.