16.01.2026, 00:14 ✶
Hjalmar nie chciał wyjść na kogoś kto nie przejmował się dobrem drugiego człowieka, ale prawdę mówiąc to wszyscy inni nie mieli teraz znaczenia. W tej chwili liczyła się tylko Pandora, jej dobro i zdrowie - fakt, że stała przed nim w całej swojej okazałości. Liczyło się to, że nie była ranna i dowodem w tej sprawie była ona sama, która stała teraz przed jego obliczem. Teraz mógł odetchnąć z ulgą.
- Nie przepraszaj - zaznaczył od razu. Nie miała za co przepraszać. Nordgersim znał jej wielkie serce i wiedział, że nigdy by sobie nie wybaczyła braku wsparcia dla potrzebujących. W końcu, tej nocy, było wiele osób, które musiały polegać na innych w kwestii ratunku od tego wszelkiego zła, a Prewettówna była na pierwszej linii. Hjalmar był z niej po prostu dumny.
Islandczyk w życiu by się jej jednak nie pozbył, bo nie widział życia bez niej. Nie potrafił sobie wyobrazić sytuacji w której zabrakłoby Pandory - chyba by mu pękło serce w takiej chwili. Połamałoby się na miliard kawałeczków, niszcząć go w całości. Niebieskooki nawet nie zakładał takiej możliwości. Turczynka była jego dopełnieniem - oazą spokoju, zrozumienia i wsparcia. Była najważniejsza.
Blondyn nie puścił swojej wybranki, a jedynie zaczął gładzić jej plecy po tym kiedy się wtuliła. Ruch był jednostajny i powolny. Nigdzie się nie śpieszył.
- Odbudują Londyn, dadzą radę. Zobaczysz - próbował ją jakoś pocieszyć. Ludzie potrafili się zjednoczyć w kryzysowej sytuacji i Hjalmar chciał wierzyć, że tym razem też tak będzie.
- Mi nic nie jest. Nie wyściubiałem nosa po za dolinę. Nie spotkałem też żadnego z nich. Walczyłem tylko z żywiołem w okolicy - streścił po krótce swoje perypetię z poprzedniej nocy. Może to jednak lepiej, że nie spotkał żadnego Śmierciożercy? Tym bardziej w chwili ataku na kogoś bezbronnego, bo dostałby chyba białej gorączki i szału - krew by się polała strunami.
- Tak. Islandia jest bezpieczna. Ojcu nic nie jest, Njala z rodziną też się ma jak najlepiej. Wszyscy pozostali również - odparł - Nie mówiłem im zbyt dużo. Nie chciałem ich stresować. Dowiedzą się w swoim czasie - zapewnił. Im mniej wiedzieli teraz, tym było to lepiej dla nich. Jak sytuacja trochę ostygnie - dosłownie i w przenośni - najpewniej podzielą się z nimi większą ilością informacji. Teraz jednak musiało im tyle wystarczyć.
Nordgersim był tak zajęty gładzeniem pleców Pandory, odpowiadania na niej pytania i przeżywaniem zeszłej nocy, że nawet nie zorientował się kiedy skradła mu całusa, a potem jeszcze jednego. Zamrugał kilkukrotnie - zupełnie jak wtedy, kiedy ucałowała go przed jego durnymi koleżkami na Islandii, aby im tylko coś udowodnić. W końcu była prawdziwym drapieżnikiem i brała to, co chciała.
- Nie mogę. Zawsze się będę martwił - złapał jej twarz w swoje dłonie, odgarniając pasma włosów za jej uszy, wbijając swój wzrok w jej własny - I bedę się martwił tak długo, aż sam się nie upewni, że nic Ci nie jest, Pandora. Nic i nikt tego nie zmienią. Twoje słowa abym się nie martwił, też tego nie zrobią - uniósł brwi, nie odrywając wzroku od jej tęczówek - Wypijemy, odpoczniemy. O nic się nie bój - zapewnił, całując ją w czoło, aby następnie oprzeć się jeszcze na chwilę na jej głowie. Prewettówna była tutaj bezpieczna i to próbował jej przekazać.
- Usiądź sobie i odsapnij. Ja za chwilę nastawię wody - nie czekając na jakieś szczególne zaproszenie czy zgodę, podniósł Pandorę aby następnie przenieść ją w kierunku kuchni i posadzić gdzieś na blacie. Nie omieszkał również skoczyć po swoją flanelową koszulę, którą mógł ją okryć, a jako, że był od niej większy - miała niejako sukienkę.
- Twoja rodzina też jest bezpieczna? Laurent? Mam nadzieję, że nic mu się nie stało - zapytał, nastawiając czajnik z wodą na palenisku. Pytanie o brata Prewettówny nie było bez celu, wszak mieli dżentelmeńską umowę - Hjalmar miał zamiar otrzymać błogosławieństwo ich ojca Edwarda na narzeczeństwo z ciemnowłosą. Bez tej zgody, nie mógłby jej poprosić o ręke.
- Nie przepraszaj - zaznaczył od razu. Nie miała za co przepraszać. Nordgersim znał jej wielkie serce i wiedział, że nigdy by sobie nie wybaczyła braku wsparcia dla potrzebujących. W końcu, tej nocy, było wiele osób, które musiały polegać na innych w kwestii ratunku od tego wszelkiego zła, a Prewettówna była na pierwszej linii. Hjalmar był z niej po prostu dumny.
Islandczyk w życiu by się jej jednak nie pozbył, bo nie widział życia bez niej. Nie potrafił sobie wyobrazić sytuacji w której zabrakłoby Pandory - chyba by mu pękło serce w takiej chwili. Połamałoby się na miliard kawałeczków, niszcząć go w całości. Niebieskooki nawet nie zakładał takiej możliwości. Turczynka była jego dopełnieniem - oazą spokoju, zrozumienia i wsparcia. Była najważniejsza.
Blondyn nie puścił swojej wybranki, a jedynie zaczął gładzić jej plecy po tym kiedy się wtuliła. Ruch był jednostajny i powolny. Nigdzie się nie śpieszył.
- Odbudują Londyn, dadzą radę. Zobaczysz - próbował ją jakoś pocieszyć. Ludzie potrafili się zjednoczyć w kryzysowej sytuacji i Hjalmar chciał wierzyć, że tym razem też tak będzie.
- Mi nic nie jest. Nie wyściubiałem nosa po za dolinę. Nie spotkałem też żadnego z nich. Walczyłem tylko z żywiołem w okolicy - streścił po krótce swoje perypetię z poprzedniej nocy. Może to jednak lepiej, że nie spotkał żadnego Śmierciożercy? Tym bardziej w chwili ataku na kogoś bezbronnego, bo dostałby chyba białej gorączki i szału - krew by się polała strunami.
- Tak. Islandia jest bezpieczna. Ojcu nic nie jest, Njala z rodziną też się ma jak najlepiej. Wszyscy pozostali również - odparł - Nie mówiłem im zbyt dużo. Nie chciałem ich stresować. Dowiedzą się w swoim czasie - zapewnił. Im mniej wiedzieli teraz, tym było to lepiej dla nich. Jak sytuacja trochę ostygnie - dosłownie i w przenośni - najpewniej podzielą się z nimi większą ilością informacji. Teraz jednak musiało im tyle wystarczyć.
Nordgersim był tak zajęty gładzeniem pleców Pandory, odpowiadania na niej pytania i przeżywaniem zeszłej nocy, że nawet nie zorientował się kiedy skradła mu całusa, a potem jeszcze jednego. Zamrugał kilkukrotnie - zupełnie jak wtedy, kiedy ucałowała go przed jego durnymi koleżkami na Islandii, aby im tylko coś udowodnić. W końcu była prawdziwym drapieżnikiem i brała to, co chciała.
- Nie mogę. Zawsze się będę martwił - złapał jej twarz w swoje dłonie, odgarniając pasma włosów za jej uszy, wbijając swój wzrok w jej własny - I bedę się martwił tak długo, aż sam się nie upewni, że nic Ci nie jest, Pandora. Nic i nikt tego nie zmienią. Twoje słowa abym się nie martwił, też tego nie zrobią - uniósł brwi, nie odrywając wzroku od jej tęczówek - Wypijemy, odpoczniemy. O nic się nie bój - zapewnił, całując ją w czoło, aby następnie oprzeć się jeszcze na chwilę na jej głowie. Prewettówna była tutaj bezpieczna i to próbował jej przekazać.
- Usiądź sobie i odsapnij. Ja za chwilę nastawię wody - nie czekając na jakieś szczególne zaproszenie czy zgodę, podniósł Pandorę aby następnie przenieść ją w kierunku kuchni i posadzić gdzieś na blacie. Nie omieszkał również skoczyć po swoją flanelową koszulę, którą mógł ją okryć, a jako, że był od niej większy - miała niejako sukienkę.
- Twoja rodzina też jest bezpieczna? Laurent? Mam nadzieję, że nic mu się nie stało - zapytał, nastawiając czajnik z wodą na palenisku. Pytanie o brata Prewettówny nie było bez celu, wszak mieli dżentelmeńską umowę - Hjalmar miał zamiar otrzymać błogosławieństwo ich ojca Edwarda na narzeczeństwo z ciemnowłosą. Bez tej zgody, nie mógłby jej poprosić o ręke.