16.01.2026, 12:40 ✶
– Głupiec, poszedł do latarni, jak inni, na samotną śmierć. A mógłby zostać tutaj… – westchnął jeszcze duch.
Dwa pozostałe wirowały w pobliżu Heather, którą przenikało wionące od nich zimno. Z pokoju wypadły bez płaszczy, a to była chłodna, jesienna noc, w zamku od dawna nieogrzewanym, a obecność duchów, od których zionęło chłodem, nie pomagała. Palce jej zupełnie zgrabiały, a ciało odmawiało posłuszeństwa, kiedy mobilizowała je do walki z drzwiami. Była na tyle skostniała, że pierwsze uderzenie niewiele dało, i to mimo tego, że drzwi, choć niegdyś z pewnością bardzo porządne, teraz miały za sobą dziesiątki lat powolnego butwienia, a zawiasów nie oliwiono. Drugie sprawiło jednak, że wyleciały wreszcie z zawiasów – i najpierw drzwi, a potem Heather, polecieli prosto na Brennę, która usiłowała otworzyć je z drugiej strony.
Uderzyła boleśnie plecami o zimną podłogę, odruchowo próbując osłonić twarz, gdy posypało się na nią drewno. Miała trochę szczęścia, że Wood nie ważyła zbyt wiele i była raczej drobnej postury, ale i tak na moment aż odebrało jej dech od siły uderzenia.
– Heather? – spytała, usiłując wydostać się spod resztek wejścia, i sprawdzić, czy z dziewczyną wszystko w porządku.
Tymczasem duchy znikły: pozostało tylko po nich straszliwe zimno, które wciąż zdawało się przenikać Wood aż do szpiku kości. Stały się niewidzialne i czekały na rozwój wydarzeń? Umknęły, kiedy drzwi zostały otwarte? Minęła pora, w której zwykle się pojawiały, a może to wszystko tylko się jej przewidziało…?
Drzwi mnie poobijały?
Dwa pozostałe wirowały w pobliżu Heather, którą przenikało wionące od nich zimno. Z pokoju wypadły bez płaszczy, a to była chłodna, jesienna noc, w zamku od dawna nieogrzewanym, a obecność duchów, od których zionęło chłodem, nie pomagała. Palce jej zupełnie zgrabiały, a ciało odmawiało posłuszeństwa, kiedy mobilizowała je do walki z drzwiami. Była na tyle skostniała, że pierwsze uderzenie niewiele dało, i to mimo tego, że drzwi, choć niegdyś z pewnością bardzo porządne, teraz miały za sobą dziesiątki lat powolnego butwienia, a zawiasów nie oliwiono. Drugie sprawiło jednak, że wyleciały wreszcie z zawiasów – i najpierw drzwi, a potem Heather, polecieli prosto na Brennę, która usiłowała otworzyć je z drugiej strony.
Uderzyła boleśnie plecami o zimną podłogę, odruchowo próbując osłonić twarz, gdy posypało się na nią drewno. Miała trochę szczęścia, że Wood nie ważyła zbyt wiele i była raczej drobnej postury, ale i tak na moment aż odebrało jej dech od siły uderzenia.
– Heather? – spytała, usiłując wydostać się spod resztek wejścia, i sprawdzić, czy z dziewczyną wszystko w porządku.
Tymczasem duchy znikły: pozostało tylko po nich straszliwe zimno, które wciąż zdawało się przenikać Wood aż do szpiku kości. Stały się niewidzialne i czekały na rozwój wydarzeń? Umknęły, kiedy drzwi zostały otwarte? Minęła pora, w której zwykle się pojawiały, a może to wszystko tylko się jej przewidziało…?
Drzwi mnie poobijały?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.