Na sabacie to rzeczywiście Stella była główną muzą, jednak od momentu wejścia do lasu i późniejszej afery z pająkiem to Stanley grał główne skrzypce. Teraz było jego pięć minut aby błyszczeć mimo, że wokół było ciemno. Borgin nie potrzebował poklasku wśród tłumu, a jedynie od Avery. Jednak jak na prawdziwego twardziela przystało, nie okazywał tego, a jego emocje zawsze były skryte. Może poza jednym wypadkiem przy pracy…
Kiedy Stella złapała go za rękę, nie bronił się ani jej nie odrzucił. Lekko nawet ścisnął, aby mieć również pewność, że dziewczyna się nie zgubi w tym lesie. Na całe szczęście szedł minimalnie z przodu, bo jeszcze mogłaby zauważyć, że na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek z takiego obrotu spraw.
- Masz rację - potwierdził słowa swojej kompani i wskazał palcem na łunę światła, która wyłaniała się nad lekkim pagórkiem - Chodźmy to sprawdzić - postawił krok na podwyższeniu, a następnie spojrzał na swoje buty. Do chodzenia po ścieżkach nadawały się idealnie ale do zdobywania wszelkiej maści górek już nie do końca. Trudno, raz się żyje.
- Pozwolisz - odwrócił się jeszcze na chwilę i włożył rękę pod płaszcz. Sprawnym ruchem ręki dosięgnął swojej różdżki, a następnie ją wyciągnął - Nie będziemy po ciemku chodzić - dodał. Tak na pewno mieli większe szanse aby zauważyć jakiegokolwiek stawonoga starającego się przeprowadzić desant na twarz Stelli.
- Lumos - wypowiedział spokojnie, a wokół jego tarninowej różdżki pojawiła się łuna światła - Od razu przyjemniej - stwierdził. Poczuł się pewniej widząc cokolwiek na wyciągnięcie ręki. Teraz mieli szansę nie tylko widzieć na co stąpają ale również nie stracić zębów.
Wykonał kilka sprawnych susów górę i chwilę później znalazł się pod dużym drzewem, które stanowiło swego rodzaju osłonę. Poczekał moment, aż panna Avery znalazła się na górze, tak aby mogli we dwójkę spojrzeć na tę całą paprotkę.
Jednak ku ich zdziwieniu w miejscu w którym miała być ta mityczna roślina była dwójka czarodziejów dzierżącą swoje różdzki w dłoniach. Widać, że nie tylko oni wpadli na tak genialny pomysł jak oświetlanie sobie drogi. Jednak ta para była dużo bardziej zajętą. I to na pewno nie szukaniem tego badyla.
Zapewne zdali sobie sprawę, że znalezienie go będzie graniczyło z cudem i poddali się. Nie chcieli dalej tracić czasu na zbędne chodzenie po lesie, dlatego usiedli na jednym z konarów, plecami do Stanleya i Stelli. Zaczęli o czymś ze sobą rozmawiać, jednak na tyle cicho, że nie dało się nic zrozumieć.
Nie chcąc ich spłoszyć, Andrew obniżył swoją różdżkę na tyle nisko, aby dwójka zakochanych nie zwróciła na nich swojej uwagi, a następnie wrócił do ponownego oglądania całej sytuacji. A więc to tak wyglądają typowi uczestnicy tego święta pomyślał. Siedzą i się przytulają, zamiast szukać kwiata. Co oni głupi są? Przecież tuż za rogiem, za krzakiem, może być ta przeklęta paprotka.
W ciszy i skupieniu obserwował dalszy ciąg wydarzeń. Z początku niewiele się tam działo. Rozmawiali sobie o czymś, aż nagle tamten chłopak rozejrzał się wokół i wstał. Chwilę później przyklęknął przed dziewczyną, a następnie sięgnął po coś do swojej kurtki i wyciągnął coś na kształt małego atłasowego pudełeczka. Jego druga połówka musiała, aż z tego wszystkie zaniemówić, ponieważ przyłożyła ręce do ust. Reszta poszła już bardzo szybko. Założył jej pierścionek na palec, ona wskoczyła mu w ramiona, a Stanley się prawie porzygał z tego wszystkiego.
- Chodźmy może - powiedział do Stelli lekko speszony. Pierdoleni romantycy, musieli być wszędzie. Odwrócił się i zaczął powoli kierować w kierunku z którego przyszli. Pagórek na który się wspięli nie był może za duży, jednak wystarczająco długi aby się na nim rozpędzić i wywrócić na samym dole. Tak było w przypadku Borgina. Za szybko chciał opuścić te przesiąknięte do cna miłością miejsce, że nie zauważył kiedy nabiera prędkości. Dodatkowym utrudnieniem były jego galowe pantofle, którymi hamowanie nie należało do najprostszych. Zanim Avery zdążyła się obrócić, ten już leżał na ziemi cały ubrudzony w glebie i kurzu.
- Nosz.. Tego tylko brakowało… - rzucił pod nosem wstając i podnosząc swoją różdżkę. Świeżo kupiona koszula, właśnie na to święto wyglądała gorzej niż jakby ją psu z gardła wyciągnął. Z nieskazitelnej bieli stała się zasyfionym brązem. O spodniach to już lepiej nie wspominać, bo wyglądały jeszcze gorzej. Stanley chciał jednak jakoś wyglądać, dlatego próbował strzepać tyle ziemi, ile tylko był w stanie. Coraz bardziej przestało mu się to podobać. Zaczął też powoli tracić zapał do dalszych poszukiwań.
Wytrzepał ostatnie grudki z włosów, a następnie spojrzał w niebo i pokiwał przecząco głową - Na razie idzie nam wyśmienicie - stwierdził fakt - Ruszajmy dalej - powiedział lekko zirytowanym głosem. Starał się za wszelką cenę nie przejawiać swojej dezaprobaty. Jeszcze jedno takie wydarzenie tej nocy i wyjdę z siebie.
Ruszyli dalej w głąb lasu mimo. Borgin poczuł, że coś zaczęło go boleć w prawym kolanie. Starał się nie kuśtykać, aby nie niepokoić Stelli. Jednak się nie dało. Mimo swoich największych starań, po około dwudziestu metrach, przestał udawać - Arrghh.. - wydał z siebie stłumiony dźwięk bólu - Wszystko w porządku - wycedził przez zęby. Przyłożył lewą dłoń do głowy, a prawą złapał się za kolano jakby miało to cokolwiek pomóc. Weź się w garść. To tylko stłuczenie. Nic szczególnego powtarzał sobie w głowie.
- Usiądźmy na chwilę. Zaraz mi przejdzie - zaproponował, a następnie wskazał jedną większa gałąź, która znajdowała się wystarczająco nisko, aby na niej usiąść - Pomasuję je lekko i pójdziemy dalej - kontynuował z bólem w głosie. Koszula uwalona, kolano rozwalone. Normalnie świetne są te sabaty pomyślał.
Stanley usiadł i zaczął wpatrywać się w niebo, rozmasowując sobie kolano przy okazji. Gdyby znał się na wróżbiarstwie i nie traktował go jako piąte koło u wozu nauki, to mógłby spróbować swojego szczęścia i sprzedać Stelli jakąś ciekawostkę o gwiazdach. Jednak tej wiedzy nie posiadał i po prostu podziwiał niebiosa.
Nagle coś mignęło na niebo. Czyżby spadająca gwiazda? Tak, to musiała być ona - Stella! Patrz! Spadająca gwiazd..haa - zwrócił uwagę Avery podnosząc się za szybko z konara. Syknął z bólu ale się nie poddawał - Pomyśl życzenie - dodał.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972