17.01.2026, 17:47 ✶
Oczywiście, że Alexander nie stronił od mydła, brania gorących kąpieli. Może i pochodził z Rosji, ale nie był przecież żadnym dzikusem. Wiedział czym jest higiena osobista i dbał o nią należycie, jak przystało na odpowiedzialnego człowieka. Jednak. Alexander czasem zastanawiał się, bo powiedzieć, że martwił się to powiedzieć odrobinę za dużo, jak wygląda stan jego duszy. Ile zbrodni człowiek może popełnić, aby jego dusza utonęła nieodwracalnie w mroku? Czy dobre uczynki wymazują zło, którego się dokonało? To była bardzo ciekawa kwestia, którą Aristov bardzo chciałby poruszyć, gdyby tylko miał z kim. No i gdyby miał na tyle odwagi, żeby przyznać się przed kimś, że coś jednak mu tam na sumieniu siedziało i nie dawało spokoju. Bo przecież nie siedziało. Nie miał sobie nic do zarzucenia. Sam nigdy też nie wierzył w jakieś mityczne bóstwa. Czy bogowie istnieli? Jeśli tak to czemu na świecie było tyle zła? Może rzeczywiście coś w tym było, może rzeczywiście ktoś tam nad nimi sprawował mistyczną opiekę, ale Alexander nigdy nie doświadczył żadnego cudu. Może po prostu go nie potrzebował. Tak jak nie potrzebował wiary do życia. Wierzył w samego siebie, to mu wystarczyło. Na razie.
-Oczywiście, że jest raźniej. Lepiej, milej. Problem tylko w zebraniu odpowiednich ludzi do takiej grupy. Nie każdy się nadaje. - powiedział spokojnie Alexander, jakby to było zupełnie normalnie. Czy z tego wynikało, że wcześniej nie mówił poważnie na temat wyjeżdżania z nią gdzieś za granicę? Oczywiście, że tak. Może i był czasem trochę dziwny, ale nie był na tyle szalony, aby uciekać gdzieś z kobietą, o której jedyne co wiedział, to to jak się nazywała i czym się zajmowała, o czym dopiero teraz się dowiedział.
-Czasem mam wrażenie, że nie wszyscy rozumieją to co mówię, ale ty wydajesz się doskonale to rozumieć. To trochę straszne. Przerażające. - zażartował Aristov, podnosząc jedynie kąciki swoich ust ku górze. Przypatrywał się jej przez chwilę, zaciskając swoje palce na szklance z trunkiem trochę mocniej.
Jednak za chwilę Victoria sprostowała, poprawiła go, że nie ma w niej nic z owieczki. I ten komentarz wywołał na jego twarzy odrobinę szerszy uśmiech. Zupełnie jakby Victoria sprawdzała jego reakcję na jej komentarze. No jej słowa. I Alexander nie mógł się powstrzymać od skupienia swojego wzroku na jej ustach, ponownie. Dlaczego czuł takie przyciągnie? Czemu tak bardzo interesowały go te gierki? Czy to tylko ekscytacja... czy może coś zupełnie innego?
-Czyli mówisz, że jest tylko i wyłącznie drapieżnikiem? - spytał Alexander, nie kryjąc zainteresowania w swoim głosie. Wziął kolejny łyk ognistej i przeniósł wzrok z jej ust na jej oczy. -Jestem ciekaw, czy drapiesz i gryziesz tak samo.
Rzucił bezwstydnie Alexander, zanim zdążył ugryźć się w język. Jednak na jego twarzy próżno było szukać jakichś oznak wstydu. Com powiedział, powiedziałem. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. A przecież Victoria mogła to zinterpretować w zupełnie inny sposób. Mogła pomyśleć, że mówi o byciu tak zaangażowaną w pracę... Ah kogo on próbuje oszukać. Jego ton i słowa wskazywały jasno co Alexander miał na myśli. Ale przecież to tylko gra. Odrobina alkoholu. Nikomu przecież nie zaszkodzi trochę rozwiązać język.
-Może powinienem w takim razie uważać na Ciebie? Nie dać Ci się... przyłapać na gorącym uczynku. - powiedział Alexander nadal nie pozbywając się tego uśmieszku z twarzy, jakby wciąż odczuwał to delikatne rozbawienie. Czy powinien martwić się Victorią Lestrange? Czy powinien martwić się Brygadą Uderzeniową? Aurorami? Oczywiście, że nie. Przynajmniej na razie. Takimi sprawami jakim zajmował się Alexander nie warto było zamęczać Brygady. Nie cenił się na tyle wysoko.
-No cóż. Wydaje mi się, że jeśli miałbym być łapany przez Ciebie, chętnie popełniałbym te same błędy po dwa razy. A może i więcej.
Nie wiedział wcześniej czym Victoria się zajmowała, ale przecież to nie wpływało na nic. Absolutnie na nic. No chyba, że Victoria zacznie go sprawdzać dokładniej. Wtedy może być... delikatny problem? Miał jednak nadzieję, że jego urok, oczywiście ten osobisty, odwiedzie ją od takich pomysłów. Nawet jeśli Alexander denerwował się tym, co może się stać, nie dał po sobie tego poznać. To tylko bardziej podkręcało stawkę, podbijało ten dziwny hazard, który Alexander teraz uprawiał. Stawiał na szali coś więcej niż tylko pieniądze. Stawiał w tej sytuacji swoją przyszłość. Czy było coś cenniejszego?
-Przeszkadza? Ależ skąd! Jestem bardzo zadowolony, że podzieliłaś się tym ze mną. Zwłaszcza, że wiem teraz, że moją sprawą zajmie się ktoś odpowiedzialny i sumienny. - głos miał spokojny i pewny, bez chwili zawahania. Mógł powiedzieć jej przecież teraz tyle rzeczy. Obrócić to w żart. A jednak, coś tknęło go, aby zachować teraz powagę, po wcześniejszym nagłym wyskoku. -Fasada, czy nie, jest przyjemna dla oka. Jeśli nauczyłem się czegoś z doświadczenia, to tego, że nie ma normalnych ludzi. Wszyscy jesteśmy szaleni.
Uśmiechnął się Alexander i zrobił krok w jej stronę, potem kolejny i jeszcze jeden. Stał teraz zaraz obok niej, przyglądając się jej przez sekundę... sekundę za długo. W końcu odwrócił wzrok, kierując go ponownie na swoją szklankę w dłoni.
-Nie wyglądasz mi na wariatkę. Inaczej nie nosiłabyś munduru. Raczej nie zatrudniają wariatów. - zauważył spokojnie Aristov, choć w jego głosie nada było słychać nutkę rozbawienia. -Próbujesz mnie teraz zachęcić do poznania Cię bliżej? Bo jeśli tak, to doskonale Ci idzie. - spojrzał na nią jeszcze kątem oka, a potem pokręcił głową z rozbawieniem i zajął ponownie miejsce na fotelu, na którym siedział wcześniej. Wyciągnął dłoń z kieszeni, siadając i bardzo powoli przesunął palcami po swojej nagiej szyi, w miejscu, gdzie tętnica pulsowała delikatnie, zdradzając uderzenia jego serca. Delikatnie przyśpieszone. Zaraz jednak zmienił ton na chłodniejszy. Bardziej formalny.
-Czarny rynek był najbardziej dochodowym, zwłaszcza gdy wiele rzeczy było nielegalnych. Nie tylko zagranicznych, choć to przede wszystkim, ale nawet większość rzeczy krajowych, było trudno dostępnych. Co ja mówię. Nadal jest. - pokiwał powoli głową, jakby zastanawiał się czy rzeczywiście eliksiry była aż tak potężne i miały tak szeroki zakres działania. Może dzięki Victorii w końcu się do nich przekona... Nie. Raczej nie.
-Mówisz o tym z wielką pasją. Widać, że masz to w żyłach. Nie zdziwiłbym się gdybyś zamiast krwi miała tam jakiś eliksir. - przekrzywił delikatnie głowę, obserwując ją z uwagą, jakby zaraz miała zacząć dymić, albo miała jej wyrosnąć trzecia ręka. Jednak nic takiego nie stało się. Przynajmniej jeszcze nie, kto wie? -Nigdy nie myślałem o tym, że dźwięk bulgocącego kociołka, może być czymś czym można się zachwycić. Chciałbym kiedyś spojrzeć na to twoimi oczami.
Powiedział szczerze i przez myśl przebiegła mu myśl, aby po prostu wedrzeć się do jej głowy i sprawdzić to po swojemu. Zwilżył swoje usta językiem, obserwując ją jeszcze przez jakiś czas.
-Z tego co wiem nie ma żadnych uczuleń. Może mi jednak o czymś nie powiedział. Albo uznał to za nieważne. Nie przejmuj się tym jednak, biorę na siebie całą odpowiedzialność. W razie co to nie wiem jak i co. - roześmiał się krótko, bo przecież miał przed sobą kobietę w mundurze. Znaczy... dzisiaj w sukni. Wiecie o co chodzi. -Więc... Co jest bardziej niebezpieczne? Eliksir miłosny? Czy może prawdziwa miłość? Co byłoby bardziej tragiczne w skutkach? B z tego co wiemy, na Amortencję znamy odtrutkę. Na miłość... nie. Zwłaszcza na miłość źle ulokowaną.
-Oczywiście, że jest raźniej. Lepiej, milej. Problem tylko w zebraniu odpowiednich ludzi do takiej grupy. Nie każdy się nadaje. - powiedział spokojnie Alexander, jakby to było zupełnie normalnie. Czy z tego wynikało, że wcześniej nie mówił poważnie na temat wyjeżdżania z nią gdzieś za granicę? Oczywiście, że tak. Może i był czasem trochę dziwny, ale nie był na tyle szalony, aby uciekać gdzieś z kobietą, o której jedyne co wiedział, to to jak się nazywała i czym się zajmowała, o czym dopiero teraz się dowiedział.
-Czasem mam wrażenie, że nie wszyscy rozumieją to co mówię, ale ty wydajesz się doskonale to rozumieć. To trochę straszne. Przerażające. - zażartował Aristov, podnosząc jedynie kąciki swoich ust ku górze. Przypatrywał się jej przez chwilę, zaciskając swoje palce na szklance z trunkiem trochę mocniej.
Jednak za chwilę Victoria sprostowała, poprawiła go, że nie ma w niej nic z owieczki. I ten komentarz wywołał na jego twarzy odrobinę szerszy uśmiech. Zupełnie jakby Victoria sprawdzała jego reakcję na jej komentarze. No jej słowa. I Alexander nie mógł się powstrzymać od skupienia swojego wzroku na jej ustach, ponownie. Dlaczego czuł takie przyciągnie? Czemu tak bardzo interesowały go te gierki? Czy to tylko ekscytacja... czy może coś zupełnie innego?
-Czyli mówisz, że jest tylko i wyłącznie drapieżnikiem? - spytał Alexander, nie kryjąc zainteresowania w swoim głosie. Wziął kolejny łyk ognistej i przeniósł wzrok z jej ust na jej oczy. -Jestem ciekaw, czy drapiesz i gryziesz tak samo.
Rzucił bezwstydnie Alexander, zanim zdążył ugryźć się w język. Jednak na jego twarzy próżno było szukać jakichś oznak wstydu. Com powiedział, powiedziałem. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. A przecież Victoria mogła to zinterpretować w zupełnie inny sposób. Mogła pomyśleć, że mówi o byciu tak zaangażowaną w pracę... Ah kogo on próbuje oszukać. Jego ton i słowa wskazywały jasno co Alexander miał na myśli. Ale przecież to tylko gra. Odrobina alkoholu. Nikomu przecież nie zaszkodzi trochę rozwiązać język.
-Może powinienem w takim razie uważać na Ciebie? Nie dać Ci się... przyłapać na gorącym uczynku. - powiedział Alexander nadal nie pozbywając się tego uśmieszku z twarzy, jakby wciąż odczuwał to delikatne rozbawienie. Czy powinien martwić się Victorią Lestrange? Czy powinien martwić się Brygadą Uderzeniową? Aurorami? Oczywiście, że nie. Przynajmniej na razie. Takimi sprawami jakim zajmował się Alexander nie warto było zamęczać Brygady. Nie cenił się na tyle wysoko.
-No cóż. Wydaje mi się, że jeśli miałbym być łapany przez Ciebie, chętnie popełniałbym te same błędy po dwa razy. A może i więcej.
Nie wiedział wcześniej czym Victoria się zajmowała, ale przecież to nie wpływało na nic. Absolutnie na nic. No chyba, że Victoria zacznie go sprawdzać dokładniej. Wtedy może być... delikatny problem? Miał jednak nadzieję, że jego urok, oczywiście ten osobisty, odwiedzie ją od takich pomysłów. Nawet jeśli Alexander denerwował się tym, co może się stać, nie dał po sobie tego poznać. To tylko bardziej podkręcało stawkę, podbijało ten dziwny hazard, który Alexander teraz uprawiał. Stawiał na szali coś więcej niż tylko pieniądze. Stawiał w tej sytuacji swoją przyszłość. Czy było coś cenniejszego?
-Przeszkadza? Ależ skąd! Jestem bardzo zadowolony, że podzieliłaś się tym ze mną. Zwłaszcza, że wiem teraz, że moją sprawą zajmie się ktoś odpowiedzialny i sumienny. - głos miał spokojny i pewny, bez chwili zawahania. Mógł powiedzieć jej przecież teraz tyle rzeczy. Obrócić to w żart. A jednak, coś tknęło go, aby zachować teraz powagę, po wcześniejszym nagłym wyskoku. -Fasada, czy nie, jest przyjemna dla oka. Jeśli nauczyłem się czegoś z doświadczenia, to tego, że nie ma normalnych ludzi. Wszyscy jesteśmy szaleni.
Uśmiechnął się Alexander i zrobił krok w jej stronę, potem kolejny i jeszcze jeden. Stał teraz zaraz obok niej, przyglądając się jej przez sekundę... sekundę za długo. W końcu odwrócił wzrok, kierując go ponownie na swoją szklankę w dłoni.
-Nie wyglądasz mi na wariatkę. Inaczej nie nosiłabyś munduru. Raczej nie zatrudniają wariatów. - zauważył spokojnie Aristov, choć w jego głosie nada było słychać nutkę rozbawienia. -Próbujesz mnie teraz zachęcić do poznania Cię bliżej? Bo jeśli tak, to doskonale Ci idzie. - spojrzał na nią jeszcze kątem oka, a potem pokręcił głową z rozbawieniem i zajął ponownie miejsce na fotelu, na którym siedział wcześniej. Wyciągnął dłoń z kieszeni, siadając i bardzo powoli przesunął palcami po swojej nagiej szyi, w miejscu, gdzie tętnica pulsowała delikatnie, zdradzając uderzenia jego serca. Delikatnie przyśpieszone. Zaraz jednak zmienił ton na chłodniejszy. Bardziej formalny.
-Czarny rynek był najbardziej dochodowym, zwłaszcza gdy wiele rzeczy było nielegalnych. Nie tylko zagranicznych, choć to przede wszystkim, ale nawet większość rzeczy krajowych, było trudno dostępnych. Co ja mówię. Nadal jest. - pokiwał powoli głową, jakby zastanawiał się czy rzeczywiście eliksiry była aż tak potężne i miały tak szeroki zakres działania. Może dzięki Victorii w końcu się do nich przekona... Nie. Raczej nie.
-Mówisz o tym z wielką pasją. Widać, że masz to w żyłach. Nie zdziwiłbym się gdybyś zamiast krwi miała tam jakiś eliksir. - przekrzywił delikatnie głowę, obserwując ją z uwagą, jakby zaraz miała zacząć dymić, albo miała jej wyrosnąć trzecia ręka. Jednak nic takiego nie stało się. Przynajmniej jeszcze nie, kto wie? -Nigdy nie myślałem o tym, że dźwięk bulgocącego kociołka, może być czymś czym można się zachwycić. Chciałbym kiedyś spojrzeć na to twoimi oczami.
Powiedział szczerze i przez myśl przebiegła mu myśl, aby po prostu wedrzeć się do jej głowy i sprawdzić to po swojemu. Zwilżył swoje usta językiem, obserwując ją jeszcze przez jakiś czas.
-Z tego co wiem nie ma żadnych uczuleń. Może mi jednak o czymś nie powiedział. Albo uznał to za nieważne. Nie przejmuj się tym jednak, biorę na siebie całą odpowiedzialność. W razie co to nie wiem jak i co. - roześmiał się krótko, bo przecież miał przed sobą kobietę w mundurze. Znaczy... dzisiaj w sukni. Wiecie o co chodzi. -Więc... Co jest bardziej niebezpieczne? Eliksir miłosny? Czy może prawdziwa miłość? Co byłoby bardziej tragiczne w skutkach? B z tego co wiemy, na Amortencję znamy odtrutkę. Na miłość... nie. Zwłaszcza na miłość źle ulokowaną.