17.01.2026, 21:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2026, 21:08 przez Charlotte Kelly.)
Charlotte z początku nie wyłapała, że Jessie dziwnie się zachowuje. Tak, widziała, że pojawił się późno i może trochę się zaniepokoiła, gdy nie wracał, ale ledwo dotarł do domu, od razu o tym zapomniała: w końcu Jasper był młodym człowiekiem, młodość zaś miała swoje prawa i musiał się wyszumieć. Spytała jedynie, czy gobliny zatrzymały go po godzinach, a kiedy okazało się, że nie, nie naciskała więcej.
Zajęła się zresztą czymś zupełnie innym czyli zabawą w idealną panią domu (od której było jej raczej daleko, ale rzecz jasna we własnym mniemaniu radziła sobie doskonale ze wszystkim, czego się dotknęła). Zaszyła się w kuchni i usiłowała przetestować nowy przepis na specjalne, czarodziejskie pierniczki - co prawdopodobnie nie było z jej strony zbyt mądre, bo owszem, gdy wyjechała do USA, musiała nauczyć się gotować to i owo, ale rzadko były to szczególnie skomplikowane potrawy.
rzemiosło
Wszystkie gwiazdy na niebie szeptały, że tak skomplikowany przepis nie miał prawa się jej udać, a jednak... jakimś sposobem owszem, udał się. I gdy Jessie wreszcie do niej przyszedł, żeby porozmawiać, pani Kelly właśnie ustawiała na blacie drugą porcję pięknie pachnących pierniczków, które rozsiewały wokół smakowity zapach dodanych do nich przypraw.
Rozpromieniła się na widok syna, bo w końcu musiała komuś się pochwalić swoim talentem i tym, jaką była idealną matką, a czy była do tego lepsza osoba niż jej najstarsze dziecko?
- Jessie! Weź sobie pierniczka, zrobiłam dwie blachy - oświadczyła z dumą, a potem wsunęła sobie pierniczka do ust.
I był to błąd.
Bo pierniczek był zaiste pyszny, ten jednak moment Jessie wybrał sobie, aby zapytać ją o... przyjaźnienie się z wampirem. Charlie nie lubiła wampirów. Nie lubiła wilkołaków. Nie lubiła goblinów. (Nie lubiła też Amerykanów, ale w tym każdy Anglik uznałby pewnie, że jest usprawiedliwiona.) A jedyny wampir, którego kojarzyła z Jonathanem, ostatnio im groził do tego stopnia, że Selwyn chciał ich wysłać na dalekie wakacje.
Charlotte spojrzała na niego, tak zaskoczona, że przełknęła za duży kawałek i zaniosła się kaszlem, usiłując złapać oddech.
Zajęła się zresztą czymś zupełnie innym czyli zabawą w idealną panią domu (od której było jej raczej daleko, ale rzecz jasna we własnym mniemaniu radziła sobie doskonale ze wszystkim, czego się dotknęła). Zaszyła się w kuchni i usiłowała przetestować nowy przepis na specjalne, czarodziejskie pierniczki - co prawdopodobnie nie było z jej strony zbyt mądre, bo owszem, gdy wyjechała do USA, musiała nauczyć się gotować to i owo, ale rzadko były to szczególnie skomplikowane potrawy.
rzemiosło
Rzut T 1d100 - 72
Sukces!
Sukces!
Wszystkie gwiazdy na niebie szeptały, że tak skomplikowany przepis nie miał prawa się jej udać, a jednak... jakimś sposobem owszem, udał się. I gdy Jessie wreszcie do niej przyszedł, żeby porozmawiać, pani Kelly właśnie ustawiała na blacie drugą porcję pięknie pachnących pierniczków, które rozsiewały wokół smakowity zapach dodanych do nich przypraw.
Rozpromieniła się na widok syna, bo w końcu musiała komuś się pochwalić swoim talentem i tym, jaką była idealną matką, a czy była do tego lepsza osoba niż jej najstarsze dziecko?
- Jessie! Weź sobie pierniczka, zrobiłam dwie blachy - oświadczyła z dumą, a potem wsunęła sobie pierniczka do ust.
I był to błąd.
Bo pierniczek był zaiste pyszny, ten jednak moment Jessie wybrał sobie, aby zapytać ją o... przyjaźnienie się z wampirem. Charlie nie lubiła wampirów. Nie lubiła wilkołaków. Nie lubiła goblinów. (Nie lubiła też Amerykanów, ale w tym każdy Anglik uznałby pewnie, że jest usprawiedliwiona.) A jedyny wampir, którego kojarzyła z Jonathanem, ostatnio im groził do tego stopnia, że Selwyn chciał ich wysłać na dalekie wakacje.
Charlotte spojrzała na niego, tak zaskoczona, że przełknęła za duży kawałek i zaniosła się kaszlem, usiłując złapać oddech.