17.01.2026, 21:50 ✶
Dla Brenny miłość nie była skomplikowana, ale wynikało to ot z tego, że jeszcze ani nie musiała przekonać się nadmiernie boleśnie, że czasem ludzie, których się kochało, robili rzeczy, których nie dało się zaakceptować, ani nie była faktycznie zakochana. Pozostawała jednak świadoma tego, że sytuacja Alexandra nie była łatwa, choć zarazem zamierzała się upierać, że nie było potrzeby, aby tę komplikował, ani by nie spróbował jakoś zbudować sobie tego nowego życia w Anglii.
Biedna, naiwna dziewczyna, nie miała pojęcia, co chodziło mężczyźnie po głowie, ani w jaki sposób zamierzał ją wykorzystać, aby sprawdzić, czy jego narzeczona okaże się zazdrosna. Uśmiechała się więc do niego jak gdyby nigdy nic, choć powinna teraz walnąć go po łbie.
– Świetnie, to odezwę się… tak za dwa dni? Powinnam dać radę się zorientować, czy uda się coś zdobyć w Little Hangleton. Masz jakieś konkretne wymagania odnośnie metrażu albo dodatkowych udogodnień? Od razu ostrzegam, że nie ma tam wielu nowych domów na sprzedaż, ale znam paru rzemieślników, więc w razie czego nie powinno być wielkiego problemu z remontem… – oświadczyła, gotowa zapisać w notatniku ewentualne dodatkowe instrukcje od Alexandra.
– Taaaak, masz rację. Dlatego naprawdę nie lubię polityki – przyznała w zadumie. Lubiła mówić, że to nie na jej głowę, choć w istocie chodziło o coś zupełnie innego. Polityka po prostu była brzydka. Zdarzali się politycy faktycznie chcący coś zrobić, coś zmienić, i pewnie takim był Leach, ale ten świat niszczył jeśli nie ich, to ich starania. A Brenna… Brenna chyba chciała zachować tyle wiary w ludzi i tyle pogody ducha, ile tylko się dało i przeczuwała, że będzie to niemożliwe, jeśli się w to wszystko za mocno zaangażuję. – Chociaż nie sądzę… żeby liczył na współczucie.
Byli może tacy ludzie, jak ona, ale to w jedno nie wątpiła: gdy Nobby odchodził, musiał wszędzie doszukiwać się wrogów i wiedział, że jest znienawidzony. Nie tylko przez czystokrwistych. Kampania przeciwko niemu na pewno sprawiła, że i ludzie półkrwi nie czuli za wiele sympatii wobec Leacha, a przynajmniej większość z nich.
– Hm…
Brenna podparła się łokciem o blat, a potem głowę ułożyła na dłoni, przypatrując się Alexandrowi. Nie lubiła jego ojca. Nie dziwiła się, że on go nie lubił. Bolało ją, że miał taką rodzinę, a jednocześnie wiedziała, że nie chciałby jej współczucia, i nie chciała, by pomylił tę z litością. Nie skomentowała więc tego, mówiąc, że jej przykro. Nie zaoferowała, że pomoże się ojca pozbyć, bo wbrew temu, co czasem o niej myślał, nie była mafijnym cynglem. Nie dodała nawet, że chętnie przestawiłaby seniorowi nos.
– Wiesz, Alex, rozumiem, że nie możesz się mu ot tak przeciwstawić, bo to nie takie łatwe, ale… jesteś sprytny, a teraz oddziela was morze i kilka europejskich krajów, bardzo różnych od Rosji. Może należałoby uśpić jego czujność i zacząć budować własną pozycję? – spytała, zniżając głos do szeptu i nawet ustawiając palce tak, by częściowo przysłaniały usta.
Biedna, naiwna dziewczyna, nie miała pojęcia, co chodziło mężczyźnie po głowie, ani w jaki sposób zamierzał ją wykorzystać, aby sprawdzić, czy jego narzeczona okaże się zazdrosna. Uśmiechała się więc do niego jak gdyby nigdy nic, choć powinna teraz walnąć go po łbie.
– Świetnie, to odezwę się… tak za dwa dni? Powinnam dać radę się zorientować, czy uda się coś zdobyć w Little Hangleton. Masz jakieś konkretne wymagania odnośnie metrażu albo dodatkowych udogodnień? Od razu ostrzegam, że nie ma tam wielu nowych domów na sprzedaż, ale znam paru rzemieślników, więc w razie czego nie powinno być wielkiego problemu z remontem… – oświadczyła, gotowa zapisać w notatniku ewentualne dodatkowe instrukcje od Alexandra.
– Taaaak, masz rację. Dlatego naprawdę nie lubię polityki – przyznała w zadumie. Lubiła mówić, że to nie na jej głowę, choć w istocie chodziło o coś zupełnie innego. Polityka po prostu była brzydka. Zdarzali się politycy faktycznie chcący coś zrobić, coś zmienić, i pewnie takim był Leach, ale ten świat niszczył jeśli nie ich, to ich starania. A Brenna… Brenna chyba chciała zachować tyle wiary w ludzi i tyle pogody ducha, ile tylko się dało i przeczuwała, że będzie to niemożliwe, jeśli się w to wszystko za mocno zaangażuję. – Chociaż nie sądzę… żeby liczył na współczucie.
Byli może tacy ludzie, jak ona, ale to w jedno nie wątpiła: gdy Nobby odchodził, musiał wszędzie doszukiwać się wrogów i wiedział, że jest znienawidzony. Nie tylko przez czystokrwistych. Kampania przeciwko niemu na pewno sprawiła, że i ludzie półkrwi nie czuli za wiele sympatii wobec Leacha, a przynajmniej większość z nich.
– Hm…
Brenna podparła się łokciem o blat, a potem głowę ułożyła na dłoni, przypatrując się Alexandrowi. Nie lubiła jego ojca. Nie dziwiła się, że on go nie lubił. Bolało ją, że miał taką rodzinę, a jednocześnie wiedziała, że nie chciałby jej współczucia, i nie chciała, by pomylił tę z litością. Nie skomentowała więc tego, mówiąc, że jej przykro. Nie zaoferowała, że pomoże się ojca pozbyć, bo wbrew temu, co czasem o niej myślał, nie była mafijnym cynglem. Nie dodała nawet, że chętnie przestawiłaby seniorowi nos.
– Wiesz, Alex, rozumiem, że nie możesz się mu ot tak przeciwstawić, bo to nie takie łatwe, ale… jesteś sprytny, a teraz oddziela was morze i kilka europejskich krajów, bardzo różnych od Rosji. Może należałoby uśpić jego czujność i zacząć budować własną pozycję? – spytała, zniżając głos do szeptu i nawet ustawiając palce tak, by częściowo przysłaniały usta.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.