18.01.2026, 02:36 ✶
Jonathan spojrzał na Jessiego i posłał mu szczery uśmiech, chociaż wyrzuty sumienia, które w tym momencie czuł zdecydowanie nie dawały mu zbyt dużo powodów do wesołości. Przecież chciał dobrze. Bał się, że jeśli Jessie dowie się o chociażby skrawku jego prywatnej relacji z Gabrielem, to chrześniak zacznie zadawać więcej pytań i, Merlinie uchowaj, spróbuje dowiedzieć się więcej od samego wampira. Nie mógł przecież wiedzieć, że w czasie krótszym niż miesiąc pogodzi się z tym wampirem i ten postanowi wpraszać się do niego, kiedy tylko miał na to ochotę! Przecież czasy kiedy mogli zaskakiwać siebie nawzajem, swoim widokiem na meblach w domu tej drugiej osoby mieli już za sobą. No... To znaczy poniekąd naprawdę mieli, bo wtedy w grę wchodziło zdecydowanie mniej ubrań i... Nieważne.
Oczywiście nie powstrzymywał Hannibala I Jessiego od udania się na stronę, chociaż odprowadził ich zaniepokojonym wzrokiem do samych drzwi, a gdy tylko dwójka młodszych czarodziejów zniknęła... Chciał przysunąć się bliżej Gabriela, ale wampir pierwszy wykonał ten ruch.
– Na bogów? Ja na bogów!? Nie! To ty na bogów! Następnym razem zapowiadaj się, albo chociaż pukaj! Gdybyś wparował tutaj w ten sposób, a na miejscu Jessiego siedziałaby jego matka mogłaby w pierwszym odruchu zaciągnąć cię do Departamentu Tajemnic tak na wszelki wypadek! – Mówił, znacząco przy tym gestykulując i już miał zakrzyknąć, coś więcej, gdy usłyszał jaki problem miał Gabriel i...
Zamarł. Odsunął się nieco od niego. Uśmiechnął się. Zaśmiał szczerze, a potem... Tym razem rozegrał scenę ze swojego życia tak doskonale, że sam się zaskoczył jej wynikiem, bo przytulił Gabriela.
– Zauroczyłeś się – powiedział szczerze uradowany, nawet jeśli nie do końca rozumiał czemu aż tak go cieszyło. Czyżby czasem dalej nachodziły go ponure wizje samotnego Gabriela, które może jednak nie musiały się już spełnić, co niosło za sobą ulgę? – Kto to jest? – spytał, gdy już przerwał uścisk i nieco spoważniał. Zaraz... Kto to był? Odpowiedź dalej mogła być nieco niepokojącą, bo co jeśli historia się powtórzy? – Czy ona... Ta osoba... To wampir? Czarodziej? Skoro idziecie razem na bal to chyba już nie narzeka na twojej towarzystwo. Czy na pewno pocałunek byłby taki zły?
Oczywiście nie powstrzymywał Hannibala I Jessiego od udania się na stronę, chociaż odprowadził ich zaniepokojonym wzrokiem do samych drzwi, a gdy tylko dwójka młodszych czarodziejów zniknęła... Chciał przysunąć się bliżej Gabriela, ale wampir pierwszy wykonał ten ruch.
– Na bogów? Ja na bogów!? Nie! To ty na bogów! Następnym razem zapowiadaj się, albo chociaż pukaj! Gdybyś wparował tutaj w ten sposób, a na miejscu Jessiego siedziałaby jego matka mogłaby w pierwszym odruchu zaciągnąć cię do Departamentu Tajemnic tak na wszelki wypadek! – Mówił, znacząco przy tym gestykulując i już miał zakrzyknąć, coś więcej, gdy usłyszał jaki problem miał Gabriel i...
Zamarł. Odsunął się nieco od niego. Uśmiechnął się. Zaśmiał szczerze, a potem... Tym razem rozegrał scenę ze swojego życia tak doskonale, że sam się zaskoczył jej wynikiem, bo przytulił Gabriela.
– Zauroczyłeś się – powiedział szczerze uradowany, nawet jeśli nie do końca rozumiał czemu aż tak go cieszyło. Czyżby czasem dalej nachodziły go ponure wizje samotnego Gabriela, które może jednak nie musiały się już spełnić, co niosło za sobą ulgę? – Kto to jest? – spytał, gdy już przerwał uścisk i nieco spoważniał. Zaraz... Kto to był? Odpowiedź dalej mogła być nieco niepokojącą, bo co jeśli historia się powtórzy? – Czy ona... Ta osoba... To wampir? Czarodziej? Skoro idziecie razem na bal to chyba już nie narzeka na twojej towarzystwo. Czy na pewno pocałunek byłby taki zły?