18.01.2026, 12:14 ✶
Czy powinno go zaskoczyć, że swoją matkę zobaczył w kuchni, jak coś piekła? Może i powinno, ale Charlotte lubiła robić rzeczy, które zaskakiwały wszystkich dookoła, że w sumie jej działalność w kuchni nie powinna być już zaskakująca. Jessiego bardziej zainteresowało to, co też Charlotte próbowała w tej kuchni stworzyć. Zapach dotarł do niego jeszcze w przedpokoju, kiedy wynagradzał Benjiemu swoją dłuższą nieobecność, i chyba nawet był pod wrażeniem, bo w powietrzu nie było czuć ani spalenizny, ani niczego niepokojącego. Pachniało faktycznie smakowicie.
I równie apetycznie wyglądały, musiał stwierdzić, kiedy wszedł do kuchni i spojrzał na dwie blachy wypieków.
W głowie pojawiło się kolejne pytanie - dlaczego? Czyżby zapomniał o jakimś wydarzeniu, czy był to po prostu kolejny zupełnie losowy pomysł jego matki na udowodnienie, jak wspaniałą matką była, a przecież Charlotte Kelly miała tylko wspaniałe pomysły, więc w sumie kto by ją powstrzymał? I może powinien zaczekać z pytaniem o wampiry, aż nie będą mieli pierniczków ani w rękach, ani w ustach, ale nie poczekał i zadał to pytanie, zaraz odgryzając kawałek wypieku.
-Bardzo dobre - powiedział z lekkim zaskoczeniem, zaraz po pytaniu.
Może on również mógłby spróbować coś upiec? Tak samodzielnie, z odmierzaniem mąki, ugniataniem ciasta i wzdychaniem przed piekarnikiem, bo może dzięki temu ciasto szybciej wyrośnie i się upiecze?
Jego mama zaniosła się kaszlem. I nie był to kaszel typowy dla czarodziei, którzy męczyli się z nim od Spalonej. To był kaszel, który zwracał uwagę wszystkich dookoła i niepokoił, bo przecież osoba kaszląca się po prostu dusiła. Nawet Benji wbiegł do kuchni i zaczął szczekać, pewnie alarmując wszystkich, którzy byli w domu.
-Hej, spokojnie - Jessie odłożył pierniczka, podbiegł do matki i zaczął klepać ją po plecach, żeby wykrztusiła ten kawałek, który jej zalegał.
Kiedy już im się udało zapanować nad sytuacją, Jessie wziął szklankę, nalał do niej wody i wcisnął szkło w dłoń Charlotte.
-Masz, napij się. I nie musisz się tak spieszyć, mamy przecież dwie blachy, więc spokojnie dla wszystkich starczy. Mamy jeszcze mleko?
Mleko jeszcze było, więc Jessie napełnił kolejne dwie szklanki i postawił je na blacie. Może dzięki temu nie będą się więcej dusić?
I równie apetycznie wyglądały, musiał stwierdzić, kiedy wszedł do kuchni i spojrzał na dwie blachy wypieków.
W głowie pojawiło się kolejne pytanie - dlaczego? Czyżby zapomniał o jakimś wydarzeniu, czy był to po prostu kolejny zupełnie losowy pomysł jego matki na udowodnienie, jak wspaniałą matką była, a przecież Charlotte Kelly miała tylko wspaniałe pomysły, więc w sumie kto by ją powstrzymał? I może powinien zaczekać z pytaniem o wampiry, aż nie będą mieli pierniczków ani w rękach, ani w ustach, ale nie poczekał i zadał to pytanie, zaraz odgryzając kawałek wypieku.
-Bardzo dobre - powiedział z lekkim zaskoczeniem, zaraz po pytaniu.
Może on również mógłby spróbować coś upiec? Tak samodzielnie, z odmierzaniem mąki, ugniataniem ciasta i wzdychaniem przed piekarnikiem, bo może dzięki temu ciasto szybciej wyrośnie i się upiecze?
Jego mama zaniosła się kaszlem. I nie był to kaszel typowy dla czarodziei, którzy męczyli się z nim od Spalonej. To był kaszel, który zwracał uwagę wszystkich dookoła i niepokoił, bo przecież osoba kaszląca się po prostu dusiła. Nawet Benji wbiegł do kuchni i zaczął szczekać, pewnie alarmując wszystkich, którzy byli w domu.
-Hej, spokojnie - Jessie odłożył pierniczka, podbiegł do matki i zaczął klepać ją po plecach, żeby wykrztusiła ten kawałek, który jej zalegał.
Kiedy już im się udało zapanować nad sytuacją, Jessie wziął szklankę, nalał do niej wody i wcisnął szkło w dłoń Charlotte.
-Masz, napij się. I nie musisz się tak spieszyć, mamy przecież dwie blachy, więc spokojnie dla wszystkich starczy. Mamy jeszcze mleko?
Mleko jeszcze było, więc Jessie napełnił kolejne dwie szklanki i postawił je na blacie. Może dzięki temu nie będą się więcej dusić?