18.01.2026, 12:39 ✶
Rozważania Ceolsige o metaforycznej urodzie trucizny nie były, technicznie rzecz biorąc, prawdziwe w stu procentach. Wystarczyło spojrzeć na niebiesko-białego Sola z żółtymi znaczeniami na odnóżach, a przecież jego jad był stosunkowo słaby…
Lazarus zorientował się, że użył nieprecyzyjnego skrótu myślowego i skrzywił się w duchu. Nie miał ochoty wchodzić w szczegóły, był też przekonany, że żadna z rozmówczyń nie jest ani zainteresowana sprostowaniem, ani wystarczająco biegła w temacie, by wyłapać jego potknięcie, ale świadomość własnego błędu kłuła, więc podjął wysiłek jego sprostowania.
- Technicznie rzecz biorąc, wszystkie pająki są jadowite, po prostu nie wszystkie są niebezpieczne dla człowieka. I - zwrócił się do Ceolsige, przewidując jej następny pomysł - Niemagicznych gatunków nie da się wytresować do celów obronnych - na jego ustach zagościł cień uśmiechu.
- Lestrange - podsunął odruchowo Nordgersim. Wymiana zdań - o specyfice Nokturnu, o balu, o łączącej najwyraźniej kobiety rodzinie - właściwie zdjęły z niego ciężar prowadzenia rozmowy i Lazarus wycofał się w komfort milczenia, kiwając tylko głową lub przeskakując wzrokiem między jedną czarownicą a drugą. Wydawały się zaprzyjaźnione. Logiczne, skoro były kuzynkami. Uwaga o zapachu dymu skierowała jego myśli na temat klątw panoszących się wciąż jeszcze po mieszkaniach i czarodziej zatopił się we własnych myślach, robiąc niezobowiązujący, ale podszyty iskierką nadziei na olśnienie, przegląd informacji, które już zdobył i technik, które znał.
Wystygły kubek z alkoholem stał przed nim, wciąż pełen, bo choć wielokrotnie obracał go w dłoniach, naczynie ani razu nie dotarło tak naprawdę do jego ust. Lazarus nawet nie zauważył, kiedy w zamyśleniu oparł brodę na dłoni i, zamiast w poplamione drewno stołu, zapatrzył się w Urd - a może trochę przez Urd. Jej żywy, trochę chaotyczny sposób bycia przypominał mu Roberta. Zabawny w małych dawkach, przytłaczający w większych, ale ostatecznie nieszkodliwy. Ciekawe, czy z nią było tak samo. Rynek egzorcystów nie wyglądał obecnie chyba źle, może te wszystkie zacieki, odciski dłoni i runy na ścianach wymagały raczej właśnie ich, niż klątwołamaczy? A może powinni połączyć wysiłki i podejść interdyscyplinarnie?
Zanotował w pamięci, by zadać Ceolsige kilka pytań na temat jej kuzynki pod kątem ewentualnej konsultacji zawodowej.
Lazarus zorientował się, że użył nieprecyzyjnego skrótu myślowego i skrzywił się w duchu. Nie miał ochoty wchodzić w szczegóły, był też przekonany, że żadna z rozmówczyń nie jest ani zainteresowana sprostowaniem, ani wystarczająco biegła w temacie, by wyłapać jego potknięcie, ale świadomość własnego błędu kłuła, więc podjął wysiłek jego sprostowania.
- Technicznie rzecz biorąc, wszystkie pająki są jadowite, po prostu nie wszystkie są niebezpieczne dla człowieka. I - zwrócił się do Ceolsige, przewidując jej następny pomysł - Niemagicznych gatunków nie da się wytresować do celów obronnych - na jego ustach zagościł cień uśmiechu.
- Lestrange - podsunął odruchowo Nordgersim. Wymiana zdań - o specyfice Nokturnu, o balu, o łączącej najwyraźniej kobiety rodzinie - właściwie zdjęły z niego ciężar prowadzenia rozmowy i Lazarus wycofał się w komfort milczenia, kiwając tylko głową lub przeskakując wzrokiem między jedną czarownicą a drugą. Wydawały się zaprzyjaźnione. Logiczne, skoro były kuzynkami. Uwaga o zapachu dymu skierowała jego myśli na temat klątw panoszących się wciąż jeszcze po mieszkaniach i czarodziej zatopił się we własnych myślach, robiąc niezobowiązujący, ale podszyty iskierką nadziei na olśnienie, przegląd informacji, które już zdobył i technik, które znał.
Wystygły kubek z alkoholem stał przed nim, wciąż pełen, bo choć wielokrotnie obracał go w dłoniach, naczynie ani razu nie dotarło tak naprawdę do jego ust. Lazarus nawet nie zauważył, kiedy w zamyśleniu oparł brodę na dłoni i, zamiast w poplamione drewno stołu, zapatrzył się w Urd - a może trochę przez Urd. Jej żywy, trochę chaotyczny sposób bycia przypominał mu Roberta. Zabawny w małych dawkach, przytłaczający w większych, ale ostatecznie nieszkodliwy. Ciekawe, czy z nią było tak samo. Rynek egzorcystów nie wyglądał obecnie chyba źle, może te wszystkie zacieki, odciski dłoni i runy na ścianach wymagały raczej właśnie ich, niż klątwołamaczy? A może powinni połączyć wysiłki i podejść interdyscyplinarnie?
Zanotował w pamięci, by zadać Ceolsige kilka pytań na temat jej kuzynki pod kątem ewentualnej konsultacji zawodowej.