18.01.2026, 20:06 ✶
— Och? Czyli nie wiadomo, kto będzie miał ślub w następnej kolejności? — skomentował bez większego namysłu, gdy dotarły do niego wieści o utracie welona.
Co za strata. Miło by było wiedzieć na czyją imprezę teraz powinni się szykować.
— Och. Fakt. W takim układzie, odradzanie picia, to całkiem logiczne posunięcie — skomentował pod nosem, bo w sumie nie przeszło mu nawet przez myśl, że na weselu Yaxleyów mogło dojść do takiego incydentu. — Chociaż nie wiem, czy powinniśmy się cieszyć z takiej ewentualności. Nie żebym nie chciał dostać jakichś cennych informacji... Po prostu chciałbym, żeby reszta mogła się nacieszyć tym dniem. W ostatnim czasie trudno o takie.
Jedną tragedię już ostatnio przeżyliśmy, chyba należy nam się kilka tygodni spokoju, co?, pomyślał bezgłośnie, posyłając swój komentarz ku Matce. Spalona Noc zapewne dotknęły sporą część weselników. Nawet jeśli nie stracili w pożarze najbliższych lub swojego domu lub biznesu, to na pewno znali kogoś, kto odniósł poważne straty. Nawet ci urodzeni najwyżej musieli jakoś odczuć na sobie piętno tamtego dnia. Nawet jeśli było tak trywialne, jak utrudniony dostęp do butiku czy opóźnienie w kwestii dostawy najnowszej ramy do zabytkowego lustra. Erik wypuścił głośno powietrze z ust.
— A wiesz, że możliwe? Nie miałem czasu grzebać w perfumach, więc zdałem się na to, co podsunęła mi matka przed wyjściem. — Uśmiechnął się pod nosem, wzruszając lekko ramionami. Czasem, gdy wspominał w ten sposób o rodzicach czuł się jak mały chłopiec, ale cóż mógł poradzić na to, że Longbottomowie byli ze sobą aż tak zżyci? A nawet w wieku trzydziestu lat dość łatwo było ulec sugestiom najbliższym. — Miło słyszeć, że pasują. Aż żałuję, że nie mogłem się tutaj pojawić wczoraj. Może więcej ludzi by to doceniło. Po tylu godzinach imprezy ich węch mógł się już nieco stępić.
Machnął niezobowiązująco ręką w stronę bliżej nieokreślonej grupy ludzi, która bawiła się w tym samym namiocie. Z drugiej strony, dobrze, że w ogóle udało mi się tutaj dotrzeć, pomyślał przelotnie. Nawet nie chodziło o to, że miał jakąś wielką ochotę na zabawę - czy to z alkoholem czy bez. Po prostu... Po Spalonej Nocy chyba bardzo potrzebował zobaczyć swoich bliskich w nieco bardziej radosnym nastroju. Fala pożarów, która przetoczyła się przez Wielką Brytanię i upadek Warowni dotknęły go na tyle mocno, że ciężko było mu się po tym wszystkim pozbierać, a ślub Geraldine i Ambrożego... Cóż, stanowił poniekąd symbol tego, że nie wszystko jeszcze poszło w diabły. Że nawet po tak ogromnej tragedii można było się podnieść na obie nogi i ruszyć z nadzieją w przyszłość.
— Brenna jeszcze tego nie zrobiła? — zagaił, cmokając cicho. Po chwili stania w kolejce odebrał od barmana jeden soczek dla Millie i jeden kieliszek wina dla siebie. — Przepraszam cię - w jej imieniu. Zazwyczaj radzi sobie z nim wystarczająco dobrze na własną rękę, ale cała uroczystość mogła ją nieco... rozregulować. Emocjonalnie. Gdybym widział Geraldine w drodze do ołtarza, to pewnie też bym się wzruszył. Widziałaś może czy płakała? Brenna, w sensie.
Co za strata. Miło by było wiedzieć na czyją imprezę teraz powinni się szykować.
— Och. Fakt. W takim układzie, odradzanie picia, to całkiem logiczne posunięcie — skomentował pod nosem, bo w sumie nie przeszło mu nawet przez myśl, że na weselu Yaxleyów mogło dojść do takiego incydentu. — Chociaż nie wiem, czy powinniśmy się cieszyć z takiej ewentualności. Nie żebym nie chciał dostać jakichś cennych informacji... Po prostu chciałbym, żeby reszta mogła się nacieszyć tym dniem. W ostatnim czasie trudno o takie.
Jedną tragedię już ostatnio przeżyliśmy, chyba należy nam się kilka tygodni spokoju, co?, pomyślał bezgłośnie, posyłając swój komentarz ku Matce. Spalona Noc zapewne dotknęły sporą część weselników. Nawet jeśli nie stracili w pożarze najbliższych lub swojego domu lub biznesu, to na pewno znali kogoś, kto odniósł poważne straty. Nawet ci urodzeni najwyżej musieli jakoś odczuć na sobie piętno tamtego dnia. Nawet jeśli było tak trywialne, jak utrudniony dostęp do butiku czy opóźnienie w kwestii dostawy najnowszej ramy do zabytkowego lustra. Erik wypuścił głośno powietrze z ust.
— A wiesz, że możliwe? Nie miałem czasu grzebać w perfumach, więc zdałem się na to, co podsunęła mi matka przed wyjściem. — Uśmiechnął się pod nosem, wzruszając lekko ramionami. Czasem, gdy wspominał w ten sposób o rodzicach czuł się jak mały chłopiec, ale cóż mógł poradzić na to, że Longbottomowie byli ze sobą aż tak zżyci? A nawet w wieku trzydziestu lat dość łatwo było ulec sugestiom najbliższym. — Miło słyszeć, że pasują. Aż żałuję, że nie mogłem się tutaj pojawić wczoraj. Może więcej ludzi by to doceniło. Po tylu godzinach imprezy ich węch mógł się już nieco stępić.
Machnął niezobowiązująco ręką w stronę bliżej nieokreślonej grupy ludzi, która bawiła się w tym samym namiocie. Z drugiej strony, dobrze, że w ogóle udało mi się tutaj dotrzeć, pomyślał przelotnie. Nawet nie chodziło o to, że miał jakąś wielką ochotę na zabawę - czy to z alkoholem czy bez. Po prostu... Po Spalonej Nocy chyba bardzo potrzebował zobaczyć swoich bliskich w nieco bardziej radosnym nastroju. Fala pożarów, która przetoczyła się przez Wielką Brytanię i upadek Warowni dotknęły go na tyle mocno, że ciężko było mu się po tym wszystkim pozbierać, a ślub Geraldine i Ambrożego... Cóż, stanowił poniekąd symbol tego, że nie wszystko jeszcze poszło w diabły. Że nawet po tak ogromnej tragedii można było się podnieść na obie nogi i ruszyć z nadzieją w przyszłość.
— Brenna jeszcze tego nie zrobiła? — zagaił, cmokając cicho. Po chwili stania w kolejce odebrał od barmana jeden soczek dla Millie i jeden kieliszek wina dla siebie. — Przepraszam cię - w jej imieniu. Zazwyczaj radzi sobie z nim wystarczająco dobrze na własną rękę, ale cała uroczystość mogła ją nieco... rozregulować. Emocjonalnie. Gdybym widział Geraldine w drodze do ołtarza, to pewnie też bym się wzruszył. Widziałaś może czy płakała? Brenna, w sensie.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞