19.01.2026, 03:56 ✶
Ona starała się o tej konfrontacji nie myśleć, bo i po co by miała? Pobyt we Włoszech miał zakończyć się pozytywnie; oto wróciłaby do domu, tej okropnie zimnej Anglii, której brakowało tak samo promieni słonecznych, jak i ludzi z charakterem, a wtedy okazałoby się że Louvain skruszał i ich związek powrócił na właściwe tory. Nie musiało być idealnie, naprawdę, bo kiedy tylko pierścionek znalazł się na jej palcu, nie oczekiwała wiele. Więcej w ich związków było oczekiwań i jakiejś spokojnej zgody na to, że wszystko zaczynało się poprzez obopólną korzyść. Zabini była przecież grzeczną, ułożoną panną z dobrego domu - tak miał ją widzieć świat i każdy jeden człowiek, przed którego oczami stanęłoby jej imię i nazwisko. Matka wpajała jej to od małego, tym bardziej się nad tymi tematami uzewnętrzniając, że jej mąż wciąż w pełni nie był traktowany jako tutejszy.
Ale kiedy minął okres chwalenia się pierścionkiem na pokaz, emocje faktycznie zaczęły grać. Polubiła go - było w jego prezencji coś pociągającego i odrobinę wyzywającego, jakby próbował grać z całym światem w karty i przez cały ten czasem miał cholernie dobrą rękę. Imponował jej, podsycał niezdrowe tendencje i w końcu sprawiał, że zwyczajnie stawała się zazdrosna. Powolutku wpadała w sidła; nie była tylko pewna czy rzucane przez niego, czy może przez nią samą. W końcu mieli stanąć na ślubnym kobiercu, pobrać się w świetle prawa i kowenu, a do tego miała być to feta o której długo by potem opowiadano, bo obydwoje nie zasługiwali na wiele mniej.
A potem przyszło rozczarowanie, które dodatkowo teraz piekło w policzki.
Patrzyła na niego wyzywająco, oczekując jakiejś odpowiedzi. Najlepiej takiej wyrazistej, która pasowałaby do niego - do człowieka, którego wydawało się jej, że zna. Ale zamiast tego dostała suchy, pozbawiony czegokolwiek ton, na który w pierwszej chwili żachnęła się zwyczajnie, jakby co najmniej zrobiło jej się od tego komentarza niedobrze.
- Daruj sobie - machnęła ręką zbywająco, a kąciki ust drgnęły w obrzydzeniu. - Daruj sobie te niskie przytyki i to, jak ja niby wyglądam. Żałośnie? Dobre sobie. Pozwól, że nakreślę ci malującą się sytuację, bo chyba nie jesteś tego do końca świadomy, a może zdążyłeś zapomnieć od bolcowania swojego kurwiszcza; jestem twoją narzeczoną - podniosła ku górze palec z pierścionkiem. - Chcesz się bawić? Rób to za zamkniętymi drzwiami, zamiast pozwalać obsmarowywać pismakom twoje i moje nazwisko. Zamiast robić z siebie samego żałosnego mężczyznę, który w momencie kiedy jego narzeczona nie wyjeżdża z kraju, postanawia oprowadzać swoją dziwkę jak kolejną pannę, którą zastąpi kiedy ta zniknie mu z oczu. Na Merlina, Louvain, nie zachowuj się jak szczyl, który odkrył że ma coś między nogami i musi się zmacać co pięć minut. - wyprostowała się, unosząc ku górze podbródek i w jej oczach Lestrange faktycznie był teraz małym człowiekiem. Złość jednak wiła się gdzieś pod skórą, rozpalając od środka i szarpiąc za nerwy, ale skończyły jej się wazony które miała pod ręką.
Ale kiedy minął okres chwalenia się pierścionkiem na pokaz, emocje faktycznie zaczęły grać. Polubiła go - było w jego prezencji coś pociągającego i odrobinę wyzywającego, jakby próbował grać z całym światem w karty i przez cały ten czasem miał cholernie dobrą rękę. Imponował jej, podsycał niezdrowe tendencje i w końcu sprawiał, że zwyczajnie stawała się zazdrosna. Powolutku wpadała w sidła; nie była tylko pewna czy rzucane przez niego, czy może przez nią samą. W końcu mieli stanąć na ślubnym kobiercu, pobrać się w świetle prawa i kowenu, a do tego miała być to feta o której długo by potem opowiadano, bo obydwoje nie zasługiwali na wiele mniej.
A potem przyszło rozczarowanie, które dodatkowo teraz piekło w policzki.
Patrzyła na niego wyzywająco, oczekując jakiejś odpowiedzi. Najlepiej takiej wyrazistej, która pasowałaby do niego - do człowieka, którego wydawało się jej, że zna. Ale zamiast tego dostała suchy, pozbawiony czegokolwiek ton, na który w pierwszej chwili żachnęła się zwyczajnie, jakby co najmniej zrobiło jej się od tego komentarza niedobrze.
- Daruj sobie - machnęła ręką zbywająco, a kąciki ust drgnęły w obrzydzeniu. - Daruj sobie te niskie przytyki i to, jak ja niby wyglądam. Żałośnie? Dobre sobie. Pozwól, że nakreślę ci malującą się sytuację, bo chyba nie jesteś tego do końca świadomy, a może zdążyłeś zapomnieć od bolcowania swojego kurwiszcza; jestem twoją narzeczoną - podniosła ku górze palec z pierścionkiem. - Chcesz się bawić? Rób to za zamkniętymi drzwiami, zamiast pozwalać obsmarowywać pismakom twoje i moje nazwisko. Zamiast robić z siebie samego żałosnego mężczyznę, który w momencie kiedy jego narzeczona nie wyjeżdża z kraju, postanawia oprowadzać swoją dziwkę jak kolejną pannę, którą zastąpi kiedy ta zniknie mu z oczu. Na Merlina, Louvain, nie zachowuj się jak szczyl, który odkrył że ma coś między nogami i musi się zmacać co pięć minut. - wyprostowała się, unosząc ku górze podbródek i w jej oczach Lestrange faktycznie był teraz małym człowiekiem. Złość jednak wiła się gdzieś pod skórą, rozpalając od środka i szarpiąc za nerwy, ale skończyły jej się wazony które miała pod ręką.
Illusions... or real illusions.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.