19.01.2026, 16:31 ✶
– A co ja kurwa jestem Twoim psem, żebyś mi wydawał polecenia? – odgryzła się odruchowo, podskakując wystraszona na tak nagłe wtargnięcie do jej przestrzeni prywatnej osobistej i chuj Atreusowi co zapisywała w swoim szkicowniku na marginesach. Zatrzasnęła zeszyt z hukiem i poderwała się jakby chciała mu wpierdolić, a potem sobie przypomniała że nie wypada za mocno.
Bo ona mu nie chciała wpierdolić, tylko chciała się napierdolić - to była ta subtelna różnica.
Bycie trzeźwym ZWŁASZCZA po zebraniu Zakonu i ZWŁASZCZA po Mabon.
I teraz.
Nie wiedziała czyj to był pomysł, żeby dzielić namiot z NIM ale tak się czasem zdarzało i trzeba było to przegryźć. Psiarski mieli namiot w sumie. Auror, detektyw, bumowiec i pierwsza pomoc. Idealnie na akcję, jakby byli jebanym teamem.
Wdech. Wydech.
Uśmiech, numer 47 czyli Patrz Jaka Jestem Łaskawa, Że Ci Wsadziłam Czegoś Metalowego Między Żebra.
Ubrana była nawet ładnie, już nie w swoje kwiatki, ale przyjemny w odbiorze komplet o zgrozo pastelowy. Puchate spodnie i luźna tunika były pociągnięte przyjemną zielenią ombre przechodzącą w róż, co korespondowało z suknią, przynajmniej w domyśle. Włosy miała puszczone luzem i wyglądałaby (gdyby nie zakapiorska twarz) nawet uroczo. Powiedzmy.
Miękka, niemal pluszowa szata pasowała jej jak świni siodło.
A iluż czystokrwistych ma świniowstręt!
Odsunęła kategorycznie swój notatnik i z przepastnej landrynkowej kieszeni wyciągnęła talię... w kotki. Kocie ślepia wpatrywały się niemal z każdej karty w użytkownika, no może poza śmiercią i złamanym sercem. Moody przysiadła.
– Chodź tu, zdejmij ze mnie jażmo wiszenia Ci czegokolwiek. – Obiecała srała, trzeba było poprosić o coś w zamian. Złotem by nie pogardziła. Albo przysługą i wglądem do kilku w tajemniczych okolicznościach zamkniętych spraw. No ale to drugie mogła ogarnąć Brenna. – Na co chcesz? Na co mam Ci postawić – zapytała nieco bardziej "profesjonalnie" zaczynając tasować. – I gdzie podziałeś Brenkę? Czy nie powinniście obtańcowywać się pół nocy, a drugie pół migdalić pod otwartym niebem? – zasugerowała, dzieląc się swoją światłą obserwacją z aurorem.
Bo ona mu nie chciała wpierdolić, tylko chciała się napierdolić - to była ta subtelna różnica.
Bycie trzeźwym ZWŁASZCZA po zebraniu Zakonu i ZWŁASZCZA po Mabon.
I teraz.
Nie wiedziała czyj to był pomysł, żeby dzielić namiot z NIM ale tak się czasem zdarzało i trzeba było to przegryźć. Psiarski mieli namiot w sumie. Auror, detektyw, bumowiec i pierwsza pomoc. Idealnie na akcję, jakby byli jebanym teamem.
Wdech. Wydech.
Uśmiech, numer 47 czyli Patrz Jaka Jestem Łaskawa, Że Ci Wsadziłam Czegoś Metalowego Między Żebra.
Ubrana była nawet ładnie, już nie w swoje kwiatki, ale przyjemny w odbiorze komplet o zgrozo pastelowy. Puchate spodnie i luźna tunika były pociągnięte przyjemną zielenią ombre przechodzącą w róż, co korespondowało z suknią, przynajmniej w domyśle. Włosy miała puszczone luzem i wyglądałaby (gdyby nie zakapiorska twarz) nawet uroczo. Powiedzmy.
Miękka, niemal pluszowa szata pasowała jej jak świni siodło.
A iluż czystokrwistych ma świniowstręt!
Odsunęła kategorycznie swój notatnik i z przepastnej landrynkowej kieszeni wyciągnęła talię... w kotki. Kocie ślepia wpatrywały się niemal z każdej karty w użytkownika, no może poza śmiercią i złamanym sercem. Moody przysiadła.
– Chodź tu, zdejmij ze mnie jażmo wiszenia Ci czegokolwiek. – Obiecała srała, trzeba było poprosić o coś w zamian. Złotem by nie pogardziła. Albo przysługą i wglądem do kilku w tajemniczych okolicznościach zamkniętych spraw. No ale to drugie mogła ogarnąć Brenna. – Na co chcesz? Na co mam Ci postawić – zapytała nieco bardziej "profesjonalnie" zaczynając tasować. – I gdzie podziałeś Brenkę? Czy nie powinniście obtańcowywać się pół nocy, a drugie pół migdalić pod otwartym niebem? – zasugerowała, dzieląc się swoją światłą obserwacją z aurorem.