19.01.2026, 17:07 ✶
Cieszył się w zasadzie z tego, jak Brenna podchodziła do całej tej sytuacji. Z taką dziwną wyrozumiałością, takim dziwnym ciepłem, którego jemu ewidentnie brakowało. Może wiedziała więcej o takich sytuacjach, niż zdawała się pokazywać. Nawet jeśli tak było, to Alexander nie miał zamiaru jej naciskać i próbować z niej coś wydusić. Nie chciał być, przynajmniej wobec nie, w żaden sposób natarczywy czy wrogi. Jeśli będzie chciała się czymś podzielić sama zadecydujesz czy i kiedy. Tak samo był wdzięczny jej, że nie naciskała, że nie pytała. Że nie próbowała wydusić z niego żadnych więcej informacji. W zasadzie nie wiedział co więcej mógłby jej powiedzieć. Bo to, że kochał się w Lenie było na tyle prywatne, że nikt nie miał o tym pojęcia. Ani jego ojciec, siostra, Lena. Nawet przed samym sobą zaprzeczał, że czuje coś tak absurdalnego.
-Tylko dwa dni? Byłem przygotowany na tydzień, co najmniej. Nie mam żadnych konkretnych wymagań. Chciałbym, żeby było dość przestronnie, może jakiś ogród, albo sad, ale jeśli nic takiego się nie znajdzie, to nie szkodzi. Nie będę ubolewał z tego powodu. Jednak Yelena... - Aristov wzruszył tylko ramionami, obracając swoją szklankę w dłoniach. Nadal nie podjął decyzji w sprawie swojej narzeczonej. Mógł jej powiedzieć prawdę, sprawić, że będzie zazdrosna, albo skłamać, dla jej i swojego dobra i powiedzieć, że Brenna była brzydką kumpelą. Tak jak ją widział. To znaczy, nie że widział ją brzydką. Była dosyć atrakcyjną młodą kobietą, jednak... No nie wiedział jej w TEN sposób. Bardziej jak młodszą, ciamajdowatą, umiejącą przywalić, siostrę.
-Nikt normalny nie lubi polityki. Dlatego najczęściej w polityce siedzą szaleńcy.
Pokiwał głową, ale jakoś tak bez przekonania. Polityka zawsze była, zawsze będzie, obecna w życiu społecznym. Nieważne, czy to mugole, czarodzieje, jakieś wyznania religijne. Wszystko opierało się o jakąś hierarchię. A władzę, o pragnienie władzy. I tak jak Alexander mógł zrozumieć pożądanie takiej władzy, tak nigdy nie chciał zajmować się polityką. Nawet jak na jego standardy, polityka był zbyt obślizgła. A warto pamiętać, że prowadził interesy na granicy prawa.
-Nieważne na co liczył. Dostał to co dostał i nic już raczej tego nie zmieni.
Wtedy jednak Brenna powiedziała na głos to o czym Alexander myślał już od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie było okazji powiedzieć tego na głos. Musiał w jakiś sposób wyrwać się spod jarzma ojca. W jakiś sposób zerwać ten zasrany łańcuch, jednak łatwiej było powiedzieć niż zrobić. I Brenna miała rację. Był sprytny. Pokiwał głową poważnie, słuchając jak tamta kończy swoją wypowiedź. Przez chwilę panowała absolutna cisza, a potem Alexander rzucił: -Albo po prostu go otruć.
I tak jak Brenna rzuciła konspiracyjny ton, mówiąc jedynie o budowaniu jego własnej pozycji, tak on rzucił swoje hasło głośno, w przestrzeń, jakby nie bał się, że ktoś go usłyszy. Potem jednak uśmiechnął się szybko, chłodno, surowo, ale jednak uśmiechnął. -Wybacz. Nie powinienem tak żartować. To nie przystoi.
-Tylko dwa dni? Byłem przygotowany na tydzień, co najmniej. Nie mam żadnych konkretnych wymagań. Chciałbym, żeby było dość przestronnie, może jakiś ogród, albo sad, ale jeśli nic takiego się nie znajdzie, to nie szkodzi. Nie będę ubolewał z tego powodu. Jednak Yelena... - Aristov wzruszył tylko ramionami, obracając swoją szklankę w dłoniach. Nadal nie podjął decyzji w sprawie swojej narzeczonej. Mógł jej powiedzieć prawdę, sprawić, że będzie zazdrosna, albo skłamać, dla jej i swojego dobra i powiedzieć, że Brenna była brzydką kumpelą. Tak jak ją widział. To znaczy, nie że widział ją brzydką. Była dosyć atrakcyjną młodą kobietą, jednak... No nie wiedział jej w TEN sposób. Bardziej jak młodszą, ciamajdowatą, umiejącą przywalić, siostrę.
-Nikt normalny nie lubi polityki. Dlatego najczęściej w polityce siedzą szaleńcy.
Pokiwał głową, ale jakoś tak bez przekonania. Polityka zawsze była, zawsze będzie, obecna w życiu społecznym. Nieważne, czy to mugole, czarodzieje, jakieś wyznania religijne. Wszystko opierało się o jakąś hierarchię. A władzę, o pragnienie władzy. I tak jak Alexander mógł zrozumieć pożądanie takiej władzy, tak nigdy nie chciał zajmować się polityką. Nawet jak na jego standardy, polityka był zbyt obślizgła. A warto pamiętać, że prowadził interesy na granicy prawa.
-Nieważne na co liczył. Dostał to co dostał i nic już raczej tego nie zmieni.
Wtedy jednak Brenna powiedziała na głos to o czym Alexander myślał już od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie było okazji powiedzieć tego na głos. Musiał w jakiś sposób wyrwać się spod jarzma ojca. W jakiś sposób zerwać ten zasrany łańcuch, jednak łatwiej było powiedzieć niż zrobić. I Brenna miała rację. Był sprytny. Pokiwał głową poważnie, słuchając jak tamta kończy swoją wypowiedź. Przez chwilę panowała absolutna cisza, a potem Alexander rzucił: -Albo po prostu go otruć.
I tak jak Brenna rzuciła konspiracyjny ton, mówiąc jedynie o budowaniu jego własnej pozycji, tak on rzucił swoje hasło głośno, w przestrzeń, jakby nie bał się, że ktoś go usłyszy. Potem jednak uśmiechnął się szybko, chłodno, surowo, ale jednak uśmiechnął. -Wybacz. Nie powinienem tak żartować. To nie przystoi.