20.01.2026, 02:21 ✶
Śmiesznie trochę wyglądała w tym swoim komplecie, głównie dlatego że nigdy jej sobie w takim wydaniu nie wyobrażał. Nawet w najokropniejszych koszmarach. Te pastele były kompletnie nie w jej palecie barw i bardziej by sobie ją wyobrażał w jakiejś upiornej czerni albo głębokiej czerwieni. Ale może Geraldine ją zmusiła, żeby wyglądała jak kobieta chociaż raz w życiu. I się zachowywała.
- A co, umiesz zrobisz sztuczkę? - zapytał złośliwie, jakby gdzież za tym miała się kryć kolejna komenda. Siad. Zostań. Turlaj się. Ale zamiast wyrzucić z siebie jakieś kolejne, mało przyjemne pewnie dla niej słowa, zasiadł sobie wygodnie, szybciutko wykorzystując sytuację że wolała mu nic tutaj nie wisieć.
- Postaw mi na dokładnie to samo co ostatnio - zakomunikował, podnosząc się w sumie zaraz i zajmując przez moment częścią swojego bagażu. Przyszedł bowiem przygotowany, dlatego zaraz w jego dłoniach znalazła się butelka ognistej. Szklaneczki były w wyposażeniu namiotu, więc przywołał je zaklęciem. - O suchym pysku nie wypada - poinformował, odkręcając zakrętkę i na moment marszcząc brwi, jakby faktycznie się zastanawiał gdzie ta Brenna mogła być.
- Nie mam bladego pojęcia. Pewnie hula z wiatrem w polu, nie jestem kurwa jej niańką - nalał sobie, nalał jej. - A ty gdzie masz Basiliusa? Ruchłaś go tak pod jakimś drzewem, że biedaczek nie może się teraz ruszać z tymi swoim słabym serduszkiem? - uśmiechnął się w obślizgły sposób i uniósł szklankę w niemym geście na zdrowie.
- A co, umiesz zrobisz sztuczkę? - zapytał złośliwie, jakby gdzież za tym miała się kryć kolejna komenda. Siad. Zostań. Turlaj się. Ale zamiast wyrzucić z siebie jakieś kolejne, mało przyjemne pewnie dla niej słowa, zasiadł sobie wygodnie, szybciutko wykorzystując sytuację że wolała mu nic tutaj nie wisieć.
- Postaw mi na dokładnie to samo co ostatnio - zakomunikował, podnosząc się w sumie zaraz i zajmując przez moment częścią swojego bagażu. Przyszedł bowiem przygotowany, dlatego zaraz w jego dłoniach znalazła się butelka ognistej. Szklaneczki były w wyposażeniu namiotu, więc przywołał je zaklęciem. - O suchym pysku nie wypada - poinformował, odkręcając zakrętkę i na moment marszcząc brwi, jakby faktycznie się zastanawiał gdzie ta Brenna mogła być.
- Nie mam bladego pojęcia. Pewnie hula z wiatrem w polu, nie jestem kurwa jej niańką - nalał sobie, nalał jej. - A ty gdzie masz Basiliusa? Ruchłaś go tak pod jakimś drzewem, że biedaczek nie może się teraz ruszać z tymi swoim słabym serduszkiem? - uśmiechnął się w obślizgły sposób i uniósł szklankę w niemym geście na zdrowie.