20.01.2026, 02:30 ✶
Remont szedł znakomicie, co pewnie irytowało sąsiadów. W mniemaniu Atreusa nawet nie chodziło o jakiś hałas, bo z nim nie było źle, a przez zwykły fakt że jego posiadłość w ogóle nie ucierpiała w straszliwych pożarach, jakie miały miejsce w nocy z ósmego na dziewiątego września. Wystarczyło robotnikom zapłacić dodatkową sumkę, a ci z ochotą wzięli go na priorytetowego klienta i Bulstrode robił to bezwstydnie. Chciał jak najszybciej dom odnowić, ale i także rozbudować, bo skoro już go odziedziczył to mógł i mieszkać w nim na wyższym poziomie.
Właśnie sobie nalał ognistej, gotowy rozpłynąć się w fotelu nad paroma listami i podumać o nich w ciszy, kiedy do uszu doszło go pukanie. Raz, drugi, trzeci... cholera, ludziom to jednak brakowało kultury. Szkoda jeszcze, że petent pięścią mu nie łomotał od frontu i to mu z miejsca popsuło humor. Ruszył się jednak z miejsca, ze szklanką wciąż w dłoni, co parę kroków upijając drobny łyczek, aż wreszcie nie stanął przed drzwiami i nie otworzył ich z kwaśną miną.
- Ręka ci uschnie, jak będziesz tak ludziom w drzwi napierdalał. Nigdy nie wiadomo, kto jaką klątwę ma rzuconą - skrzywił się, widząc niezbyt znajomą twarz. Niezbyt, bo w sumie nigdy chyba z gościem nie rozmawiał, ale coś zdążył zauważyć, że kręcił się po okolicy. Sąsiad znaczy. Tacy byli najgorsi.
Atreus też, oczywiście, żadnej klątwy na drzwiach nałożonej nie miał, a i też nie zamierzał nigdy tego robić, ale już raz się tak zdarzyło, albo nawet i dwa, że jakiś wybitnie śmieszny czarnoksiężnik postanowił w ten sposób zabezpieczać drzwi czy inne przedmioty. Za każdym razem wiązało się to potem z długą rekonwalescencją w szpitalu i piciem obrzydliwych eliksirów. Chociaż chyba i tak było to lepsze niże odrastanie kości za pomocą szkielewzro.
Właśnie sobie nalał ognistej, gotowy rozpłynąć się w fotelu nad paroma listami i podumać o nich w ciszy, kiedy do uszu doszło go pukanie. Raz, drugi, trzeci... cholera, ludziom to jednak brakowało kultury. Szkoda jeszcze, że petent pięścią mu nie łomotał od frontu i to mu z miejsca popsuło humor. Ruszył się jednak z miejsca, ze szklanką wciąż w dłoni, co parę kroków upijając drobny łyczek, aż wreszcie nie stanął przed drzwiami i nie otworzył ich z kwaśną miną.
- Ręka ci uschnie, jak będziesz tak ludziom w drzwi napierdalał. Nigdy nie wiadomo, kto jaką klątwę ma rzuconą - skrzywił się, widząc niezbyt znajomą twarz. Niezbyt, bo w sumie nigdy chyba z gościem nie rozmawiał, ale coś zdążył zauważyć, że kręcił się po okolicy. Sąsiad znaczy. Tacy byli najgorsi.
Atreus też, oczywiście, żadnej klątwy na drzwiach nałożonej nie miał, a i też nie zamierzał nigdy tego robić, ale już raz się tak zdarzyło, albo nawet i dwa, że jakiś wybitnie śmieszny czarnoksiężnik postanowił w ten sposób zabezpieczać drzwi czy inne przedmioty. Za każdym razem wiązało się to potem z długą rekonwalescencją w szpitalu i piciem obrzydliwych eliksirów. Chociaż chyba i tak było to lepsze niże odrastanie kości za pomocą szkielewzro.