Nadal miał w głowie słowa Stelli, które wypowiedziała jakiś czas temu. Zarówno te dotyczące marzeń jak i jej nietypowego marzenia, które właśnie się spełniło. Nie do końca wiedział co miał o tym drugim myśleć. Z jednej strony cieszył się, że wybaczyła mu jego wcześniejsze potknięcia i chciała się z nim widywać. Z drugiej zaś strony było to lekko… Niepokojące? Nigdy wcześniej nie był w takiej sytuacji.
Wsłuchiwał się w to co Avery miała mu do powiedzenia. Cieszył się, że podobało jej się mimo wszystkich przeciwności losu. Nie spodziewał się jednak, że za chwilę mieli zostać wynagrodzeni za te kłody pod nogi jakie dzisiaj podrzucał im los.
Lada moment miał dowiedzieć się ile lat trzeba zmarnować… Znaczy poświęcić aby tak grać na jakimś instrumencie. Dzięki tej informacji miałby pogląd na to ile wyrzeczeń potrzeba, aby zarabiać na brylowaniu w towarzystwie. Wszystko by się zapewne udało gdyby nie to, że w Stellę wstąpił jakiś demon. Jeszcze do niedawna była śmiertelnie przerażona pająkiem na jej twarzy, a teraz wskoczyła w krzaki niczym puma w agrest.
Co jej się stało? Coś ją wystraszyło do tego stopnia, że musiała ratować się ucieczką? Stanley rozejrzał się wkoło za potencjalnym przeciwnikiem, jednak nie zobaczył nic co przejawiałoby agresję w ich kierunku.
Po chwili ujrzał rozradowaną Avery wracająca z haszczy. W swych dłoniach coś trzymała. Na pierwszy rzut oka było to fioletowe i świecącę… Chwila. Czy oni właśnie znaleźli tę legendarną paprotkę? Czyli ona tak naprawdę istnieje i nie była to opowiastka dla małych dzieci? Borgin nie dowierzał czego właśnie stał się świadkiem.
- Mamy go? - powtórzył po niej będąc w dalszym szoku. Udało nam się. Nie dowierzał - Naprawdę? - zapytał. To musiał być jakiś sen. Z tego wszystkiego musiał się uszczypnąć. Jednak kiedy otworzył oczy nic się nie zmieniło. Nadal przed nim stała rozradowana jak nigdy Stella. Nigdy wcześniej nie widział aby była ona aż tak szczęśliwa.
Stanley odwzajemnił uśmiech. Cieszył się, że nastąpił właśnie kres ich męk. W końcu mogli wrócić z tego przeklętego lasu i odpocząć. Mógłby przysiąść, że przeszli cały ten zagajnik wzdłuż i w szerz. I to co najmniej 2 razy!
Nie spodziewał się nagłego ataku Avery. Nie był do niego w jakimkolwiek stopniu przygotowanym. Nie do końca sprawne kolano również nie pomagało w tej sytuacji. Nie było innej możliwości jak po prostu wylądowanie na ziemi. I to w dodatku nie pierwszy raz dzisiaj. Impet z jakim Stella wpadła na Borgina był zbyt duży i moment później już leżeli na ziemi.
- Taaak… Najlepsi… - wycedził przez zęby. Teraz to na pewno będzie musiał udać się do świętego Munga, aby udzielili mu niezbędnej pomocy medycznej. Z bólu musiał, aż przymknąć na chwilę oczy. Dlaczego ona zawsze musi być w gorącej wodzie kąpana? zadał sobie pytanie w głowie.
Na szczęście dziewczyna szybko się podniosła i tak jak miała w zwyczaju (a przynajmniej wtedy kiedy nie była na niego zła) zatroskała się, a następnie zaoferowała pomóc. Bez niej raczej by nie wstał.
- Zatrzymaj sobie tę paprotkę… Na pamiątkę… - powiedział z grymasem na twarzy kiedy rozmasowywał sobie plecy - Mogłaś ostrzec mnie, wiesz? - dodał. Nie złościł się na nią. Emocje wzięły nad nią standardowo górę i był to po prostu nie do końca przemyślany sposób, aby je pokazać.
- Pora wracać. Mamy to co chcieliśmy - stwierdził i ruszyli w drogę powrotną na miejsce sabatu. W lesie spędzili tyle czasu, że na dworze już robiło się jasno, dzięki czemu nie potrzebowali już oświetlenia z różdżki.
W trakcie powrotu wdali się w dyskusję. Stella opowiedziała Stanleyowi o swojej pasji do muzyki jak i jej historią z tym związaną. W ramach podzięki Borgin przybliżył jej trochę temat aurorów w ministerstwie i tego z czym wiąże się ta praca. Oczywiście przekazał jej tylko informację, które nie były uznawane za krytyczne lub nie występował powszechny zakaz przekazywania osobom niezwiązanym z ministerstwem. Tym samym przyznał przed panną Avery, że mniej więcej pod koniec przyszłego roku będzie zdawał egzaminy na właśnie tę pozycję.
Porozmawiali również o swoich pobytach w Hogwarcie. Mimo iż nie interesowały ich te same przedmioty w czasach szkolny, to udało im się podyskutować na kilka tematów związanych z fakultetami w owej szkole. Stanley dowiedział się, że Stella w tamtych czasach należała do krukonów, a ona, że Borgin był ślizgonem.
W głowie Stanleya zostało jednak kilka tematów, które zostały poruszone podczas ich wyprawy. Uznał jednak, że teraz nie jest odpowiedni czas aby się nad nimi rozwodzić. We dwójkę byli zmęczeni i mogłoby tylko dojść teraz do niepotrzebnych nieporozumień. A to skończyłoby się zapewne kolejną nocną wizytą mocno podchmielonego brygadzisty w jej mieszkaniu.
Na festiwal, a raczej to co po nim zostało, ponieważ większość sprzedawców jak i uczestników opuściła go, dotarli o poranku. Słońce zdążyło już się wyłonić znad horyzontu. Nie spotkali żadnej innej pary wracającej z lasu. Czy to oznaczałoby, że byli ostatnimi, którzy opuścili las? Najprawdopodobniej tak. Chłopaka ciekawiło czy komukolwiek innemu również udało się odnaleźć ten przeklęty kwiat. Dzięki temu wydarzeniu, nabrał lekkiego dystansu do swojego niewierzącego podejścia. Te wszystkie święta i sabaty miały coś takiego w sobie. Zwłaszcza jeżeli można było je spędzić w odpowiednim towarzystwie.
Borgin odprowadził Stellę pod scenę, a następnie się pożegnali. Podziękował jej za zaproszenie i wspólne spędzenie czasu. Niedługo później wrócił do domu gdzie przeleżał resztę dnia próbując dojść do siebie. Ból pleców, stłuczone kolano i zabrudzone ubrania były wymierną ceną jak za tak świetnie spędzony czas.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972