20.01.2026, 17:19 ✶
Najśmieszniejsze z takimi klątwami było to, że najczęściej to właśnie sami czarnoksiężnicy się na nie łapali. A co do uschniętej ręki to akurat tego się nie musiał bać. Victoria zapewne znalazłaby jakieś remedium, gdyby ją o to poprosił. Chyba. Może. A może nie. W każdym razie Alexander czekał jak ten debil, aż w końcu właściciel mieszkania otworzy drzwi i wyjdzie do niego porozmawiać, jak kulturalna osoba. Jednak zamiast kulturalnego "Dzień dobry, w czym pomóc?" lub innej równie formalnej, grzecznościowej formułki mężczyzna na przeciwko rzucił tylko... No tym. Cokolwiek to było. Brytyjczycy zaprawdę byli gburami i bucami, co nawet w swoim progu nie potrafili zachować odrobiny kultury osobistej. Ale skoro idziesz między wrony...
Alexandra spojrzenie spoczęło jeszcze na szklance, którą akurat właściciel domu trzymał w swojej dłoni. Chyba mu Alexander w czymś przeszkodził. Tak więc uśmiechnął się tylko z zadowoleniem, że nie tylko jemu ktoś zepsuł dzień i spokojny chill out z drineczkiem. Jednak zaraz zacisnął pięści, czując jak wraca do niego ta dziwna wściekłość. Zupełnie niczym bumerang. Sam też nie znał faceta, który mu otworzył drzwi, nie żeby do tej pory interesowali go sąsiedzi, raczej miał ich gdzieś, dopóki byli cicho. I nie przeszkadzali. A żeby mu ten alkohol zbrzydł, żeby whisky wywietrzała, poduszka zawsze był za ciepła, a on uderzał małym palcem w każdym mebel w tym zasranym domu. A no i żeby jogurt mu zawsze pryskał w twarz przy otwieraniu.
-Tak samo jak twój jęzor, jak będziesz kłapał ozorem. - wyrzucił z siebie chłodno Alexander, czując jak coraz mniej lubi tego chłopaczka. Nie mógł być dużo młodszy Alexandra, byli oboje podobne wzrostu, może Alexander o kilka centymetrów wyższy. Ale wzrok jakim zaszczycił Alexandra był... Interesujący. Aż się prosił o uderzenie pomiędzy te oczy.
-Kultura wymaga, żeby się przedstawić. Więc jestem Alexander. Miło mi poznać Panie...? - podarował sobie jednak wyciągnięcie dłoni w jego stronę. -I można by tak nie nakurwiać remontów od samego rana? Uprzejmie proszę.
Zrobił krok w przód, stając tuż na przeciwko niego, zaciskając zęby. Wiedział, że prawdopodobnie go nie zastraszy, ale nie miał takiego celu. Na razie tylko grzecznie prosił. Bo przecież mogli to załatwić polubownie, bez użycia siły i pięści. Mogli?
Alexandra spojrzenie spoczęło jeszcze na szklance, którą akurat właściciel domu trzymał w swojej dłoni. Chyba mu Alexander w czymś przeszkodził. Tak więc uśmiechnął się tylko z zadowoleniem, że nie tylko jemu ktoś zepsuł dzień i spokojny chill out z drineczkiem. Jednak zaraz zacisnął pięści, czując jak wraca do niego ta dziwna wściekłość. Zupełnie niczym bumerang. Sam też nie znał faceta, który mu otworzył drzwi, nie żeby do tej pory interesowali go sąsiedzi, raczej miał ich gdzieś, dopóki byli cicho. I nie przeszkadzali. A żeby mu ten alkohol zbrzydł, żeby whisky wywietrzała, poduszka zawsze był za ciepła, a on uderzał małym palcem w każdym mebel w tym zasranym domu. A no i żeby jogurt mu zawsze pryskał w twarz przy otwieraniu.
-Tak samo jak twój jęzor, jak będziesz kłapał ozorem. - wyrzucił z siebie chłodno Alexander, czując jak coraz mniej lubi tego chłopaczka. Nie mógł być dużo młodszy Alexandra, byli oboje podobne wzrostu, może Alexander o kilka centymetrów wyższy. Ale wzrok jakim zaszczycił Alexandra był... Interesujący. Aż się prosił o uderzenie pomiędzy te oczy.
-Kultura wymaga, żeby się przedstawić. Więc jestem Alexander. Miło mi poznać Panie...? - podarował sobie jednak wyciągnięcie dłoni w jego stronę. -I można by tak nie nakurwiać remontów od samego rana? Uprzejmie proszę.
Zrobił krok w przód, stając tuż na przeciwko niego, zaciskając zęby. Wiedział, że prawdopodobnie go nie zastraszy, ale nie miał takiego celu. Na razie tylko grzecznie prosił. Bo przecież mogli to załatwić polubownie, bez użycia siły i pięści. Mogli?