Borgin kiwnął głową na zrozumienie słów kuzyna, chociaż sam nie miał zamiaru wchodzić w jakieś większe kontakty z Rodolphusem. Wiedział, że ktoś taki istnieje i raczej wolał pozostać na tej stopie. Ich podejście do życia i konfliktu było odmienne, a Stanley preferował jednak polegać na zaufanych osobach, czego nie do końca mógł powiedzieć o Lestrange'u. On był niczym tykająca bomba i nie szło przewidzieć jego kolejnego kroku, więc należało go unikać.
Nie mniej jednak zaciekawiło go podejście Nicholasa do tematu brata bliźniaka Roberta i faktu, że mógłby mieć do niego interes. Przez krótką chwilę przyglądał się Traversowi, bo wchodzili na bardzo grząski grunt jakim była jego rodzina od strony ojca. Z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że jego kuzyn nie miał żadnych podłych zamiarów, a wam Stanley określiłby go jako osobę zaufaną - oddaną sprawie.
To jednak musiało chwilę poczekać, chociaż Borgin miał zamiar powrócić do tego tematu za parę chwil. Teraz jednak na tapetę wyszedł temat, który działał jak prawdziwy zapalnik. Harper Moody.
Wysłuchał słów Nicholasa, kiwając przy tym głową na znak zrozumienia. Papieros też się znalazł, a i krótki odcinek, który Borgin pokonywał w tę i we wtę. Rozchodzenie tematu naprawdę mu pomagało.
- O ile naprawdę doceniam Twoją wolę walki i chęć pomoc, tak uważam, że nie powinniśmy podejmować pochopnych kroków - odparł w końcu, studząc lekko zapał kuzyna - Bo widzisz... jeden nieodpowiedni krok, a skończysz tak jak ja. A ja bym bardo nie chciał abyś musiał się kryć po jakichś norach czy innych zakamarkach Nokturnu - posłał mu spojrzenie - A nadmiarowe pytanie o Harper spowoduje tylko jedno - ściągnie wzrok w Twoim kierunku i będziesz miał z tego powodu problemy - zaciągnął się papierosem, a następnie zatrzymał i spojrzał w ścianę. Kilkukrotnie kiwnął głową do samego siebie.
- Ona nie jest głupia, a oni ją czczą jak jakiegoś bożka czy innego świętego. Nie wydaje mi się aby było łatwo ją wywabić w jakieś miejsce. Nie będzie też łatwo pozbyć się jej ludzi, bo szybko się zorientują o co chodzi... - przejechał dłonią po swoich włosach, próbując coś wymyślić - Pułapki są ryzykowne, bo co... spróbujesz ją ściągnąć na Podziemnie Ścieżki? Gwarantuje, że bez szans. Zrobisz zasadzkę na Pokątnej? Jej psy nas rozszarpią, a patrole przybędę z pomocą w mgnieniu oka... - powrócił spojrzeniem do Nicholasa.
- Może zabrzmię jak pesymista... Ale wydaje mi się, że nasza najlepsza szansa na pozbycie się tej całej Harper to już mogła minąć... - wzruszył ramionami - I pomyśleć, że to wszystko przez Chestera, kurwa jego mać, Rookwooda, który postanowił sobie pobiegać za własną różdżką... - ciężko westchnął na wspomnienia o Beltane. Tam mieli prawdziwą szansę. Mieli Moody na wyciągnięcie ręki i co? I nic. Skończyło się na małych draśnięciach z których wylizała się w przeciągu tygodnia. Co gorsza, Rookwood postanowił wtedy zostawić Borgina i to go chyba ubodło najmocniej.
- Zmieńmy jednak temat na chwilę - poprosił - Czego potrzebowałbyś od Richarda Mulcibera? Od razu zastrzegam, że nie mam zamiaru go narażać. On ma dla kogo żyć, więc odpadają wszelkie sprawy z uwikłaniem go w jakieś problemy - zapytał, zaznaczając przy okazji jedną rzecz - Jego nazwisko to jego największy problem w tej chwili. Mulciber to synonim problemów - dopalił papierosa, a następnie usiadł ponownie na krześle. Już było mu lepiej.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972