21.01.2026, 02:29 ✶
– Przecież właśnie narzekasz na grzaniec, który sobie na to nie zasłużył – wytknęła mu i upiła kolejny łyk słodkiego napoju. Doskonałe. Naprawdę doskonałe. Uśmiechnęła się do Gabriela i lekko przechyliła głowę. – Wiesz, że w pewien sposób jesteś przeciwieństwem wina? Ono z upływem lat nabiera coraz to lepszego smaku, kiedy twój najwyraźniej trochę się psuje, skoro nie potrafisz docenić tak wybornego grzańca.
Oddała mu swój kubek, a na spochmurniałej twarzy pojawił się lekki uśmiech, nieświadoma patrzeniowej tragedii, jaka właśnie odkrywała się w głowie jej towarzysza.
– Sama nie wiem – westchnęła zakładając kosmyk włosów za ucho. – Nie było nas, to znaczy mnie, przy tym, więc nie mogę być pewna, ale z tego co słyszałam, mój przypadek nie jest odosobniony, a wszystko zaczęło się po pożarach. Wnioski więc wysuwają się same.
Głupi pożar. Głupi ekstremiści. Palić miasto bo... Bo tak. Naprawdę Śmierciożercy byli czasami strasznie uciążliwi dla życia codziennego, a co więcej, na całe nieszczęście, poplecznicy Voldemorta byli jednocześnie na tyle durni, aby podpalać miasto, w którym zapewne też mieszkali, a nie na tyle durni, aby dało się ich namówić, że samym rozdawaniem ulotek zdziałają więcej.
Jego propozycja zaskoczyła ją. Skłamałaby gdyby powiedziała, że wcale na nią nie liczyła. Wspólne polowanie brzmiało w końcu... Zdecydowanie bardziej ekscytująco niż chciałaby to przyznać. Nachyliła się nad nim – gest, ktory miał być zaczepno-tajemnicy, ale zbyt szybko poczuła, że było w nim coś nieco niezręcznego. Odsunęła się trochę.
– O ile obiecasz, że nie wprowadzisz zbędnego chaosu, to nie widzę problemu. Soho czeka. Powiedz mi. Czy upijasz się krwią z alkoholem?
Oddała mu swój kubek, a na spochmurniałej twarzy pojawił się lekki uśmiech, nieświadoma patrzeniowej tragedii, jaka właśnie odkrywała się w głowie jej towarzysza.
– Sama nie wiem – westchnęła zakładając kosmyk włosów za ucho. – Nie było nas, to znaczy mnie, przy tym, więc nie mogę być pewna, ale z tego co słyszałam, mój przypadek nie jest odosobniony, a wszystko zaczęło się po pożarach. Wnioski więc wysuwają się same.
Głupi pożar. Głupi ekstremiści. Palić miasto bo... Bo tak. Naprawdę Śmierciożercy byli czasami strasznie uciążliwi dla życia codziennego, a co więcej, na całe nieszczęście, poplecznicy Voldemorta byli jednocześnie na tyle durni, aby podpalać miasto, w którym zapewne też mieszkali, a nie na tyle durni, aby dało się ich namówić, że samym rozdawaniem ulotek zdziałają więcej.
Jego propozycja zaskoczyła ją. Skłamałaby gdyby powiedziała, że wcale na nią nie liczyła. Wspólne polowanie brzmiało w końcu... Zdecydowanie bardziej ekscytująco niż chciałaby to przyznać. Nachyliła się nad nim – gest, ktory miał być zaczepno-tajemnicy, ale zbyt szybko poczuła, że było w nim coś nieco niezręcznego. Odsunęła się trochę.
– O ile obiecasz, że nie wprowadzisz zbędnego chaosu, to nie widzę problemu. Soho czeka. Powiedz mi. Czy upijasz się krwią z alkoholem?