21.01.2026, 05:51 ✶
Atreus, jako certyfikowany auror, który równie dużo spraw rozwiązał co i sobie przypisał, mógł spokojnie poświadczyć, że i owszem; nawet jeśli czasami panowie w jego biurze wpadali na zabezpieczenia, to ogólny poziom czarnoksięstwa w ich kraju stał na takim poziomie, że ofiarami jeszcze częściej stawali się sami mroczni czarownicy. Biorąc natomiast pod uwagę, że byli właśnie w ponurej dziurze jaką było Little Hangleton, to pewnie mogliby przejść się w dół ulicy, do jednego z bardziej parszywych domów i zapytać mieszkańców czy może nie zdarzył im się w życiu podobny przypadek, a do tego uzyskaliby twierdzącą odpowiedź.
Zmierzył niemile widzianego gościa ostentacyjnie od stóp do głów, jakby oceniał czy w ogóle chciało mu się wdawać w jakiekolwiek dyskusje, a następnie upił łyk ognistej. Powoli, z rozmysłem, jakby szanowny pan Alexander i jego obecność wcale nie była jakimś istotnym wydarzeniem tego dnia. Chwila, moment, Alexander?
- Gorszego imienia nie dawali? - skrzywił się wyraźnie, z pewnego rodzaju odrazą. Aż mu się z miejsca przypomniał ta zakała Mulciber i zaswędziały go pięści jak na zawołanie. W sumie to udało mu się już bardzo długo nie wpaść na szanownego pana cygana, ani nawet o nim nie myśleć i było mu z tym bardzo dobrze. Ale musiał się nawinąć jakiś przypadkowy facet i mu przypomnieć. Fantastycznie. - Czy miło, to jeszcze zobaczymy. Bulstrode - przedstawił się nazwiskiem, bo nie wyglądało na to by miał ochotę by zwracano się do niego po imieniu. Albo raczej by ten szczególny jegomość zwracał się do niego w ten sposób.
- Szanowny panie Alexandrze, otóż pragnę oświadczyć, że to mój dom i mój remont i nic panu do tego. Będę napierdalał tym remontem kiedy mi się podoba, a jak pan tak ładnie prosi, to następną wizytę umówię majstrom na trzecią w nocy, co pan na to? - zapytał, uśmiechając się do faceta złośliwie i robiąc krok w przód, dokładnie tak samo jak i on. Bo nikt mu nie będzie tutaj drobił przed nosem, żeby okazać dominację. Nie na jego terenie.
Zmierzył niemile widzianego gościa ostentacyjnie od stóp do głów, jakby oceniał czy w ogóle chciało mu się wdawać w jakiekolwiek dyskusje, a następnie upił łyk ognistej. Powoli, z rozmysłem, jakby szanowny pan Alexander i jego obecność wcale nie była jakimś istotnym wydarzeniem tego dnia. Chwila, moment, Alexander?
- Gorszego imienia nie dawali? - skrzywił się wyraźnie, z pewnego rodzaju odrazą. Aż mu się z miejsca przypomniał ta zakała Mulciber i zaswędziały go pięści jak na zawołanie. W sumie to udało mu się już bardzo długo nie wpaść na szanownego pana cygana, ani nawet o nim nie myśleć i było mu z tym bardzo dobrze. Ale musiał się nawinąć jakiś przypadkowy facet i mu przypomnieć. Fantastycznie. - Czy miło, to jeszcze zobaczymy. Bulstrode - przedstawił się nazwiskiem, bo nie wyglądało na to by miał ochotę by zwracano się do niego po imieniu. Albo raczej by ten szczególny jegomość zwracał się do niego w ten sposób.
- Szanowny panie Alexandrze, otóż pragnę oświadczyć, że to mój dom i mój remont i nic panu do tego. Będę napierdalał tym remontem kiedy mi się podoba, a jak pan tak ładnie prosi, to następną wizytę umówię majstrom na trzecią w nocy, co pan na to? - zapytał, uśmiechając się do faceta złośliwie i robiąc krok w przód, dokładnie tak samo jak i on. Bo nikt mu nie będzie tutaj drobił przed nosem, żeby okazać dominację. Nie na jego terenie.