21.01.2026, 07:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2026, 07:46 przez Atreus Bulstrode.)
To nie tak że nie był ubrany odpowiednio do okazji, oczywiście że był. Też miał okno w domu, gdyby ktokolwiek miał w to wątpić, ale zwyczajnie nie spodziewał się dzisiaj że będzie uprawiał włóczęgostwo od domu do domu, zamiast siedzieć za biurkiem i zastanawiać się czy to pora na nową kawę. Cieszył się, oczywiście, że nie musiał ślęczeć nad nudnymi dokumentami i papierologią szeroko pojętą, ale czemu musiało być tak cholernie zimno? Tego już nie rozumiał.
- Oczywiście, że nie. Zwyczajnie wolałem się upewnić - zapewnił ją, krzywiąc się tylko nieznacznie. Nie miał czapki, ani też rękawiczek, ale co już miał to zimowy płaszcz. Niezapięty, oczywiście, bo tylko słabi ludzie zapinali płaszcze, a do tego nikt by nie widział że wyjątkowo miał na sobie mundur aurora, jak zasady tej pracy przykazywały.
- A może. W sumie bardzo prawdopodobne, ale teraz pytanie czemu nikogo innego nie zassały. Powiem ci że ustawianie wieku na użycie świstoklika to chyba tego jeszcze nie grali - strasznie to pedofilsko brzmiało, jak tak o tym pomyślał, ale chyba faktycznie jeszcze nie spotkał się z przypadkami by ktoś kodował świstokliki tak by reagowały na wiek. To chyba nawet było niemożliwe. Ale cóż, te wnioski prowadziły ich prosto do faktu, że musiała w tym maczać ręce czarna magia.
Odwrócił twarz, patrząc na pobliską witrynę i nie zauważył kogoś kto otarł się o niego przypadkowo, wybijając go z rytmu. - Patrz gdzie idziesz - mruknął tylko, na co odpowiedziało mu chłopięce przepraszam, ale też i zaraz kolejne szturchnięcie. Jeśli wcześniej zwyczajnie szli sobie ulicą, jak cywilizowani ludzie, to teraz mogli zorientować się, oboje w tym samym momencie, że otaczający ich przechodnie byli trochę za blisko, a do tego mieli na głowę zarzucone głębokie kaptury... Bulstrode pomacał się po kieszeni niemal automatycznie, sprawdzając czy ma na miejscu sakiewkę, ale to nie ona była problemem.
- Chwila moment... Kurwa Lestrange, moja różdżka! Łap..! - ich, tam miało być ich. Miała ich łapać, ale w tym momencie jeden z chłopców rzucił im pod nogi psikusa, który wybuchł i otoczył ich zielonkawą chmurą która waliła zgniłymi jajami, wyciskającymi łzy z oczu. Dosłownie, bo Atreus poczuł jak płacze, a obraz mu się rozmazał. Nie wiedział czy ma rzygnąć, czy może rzucić się w ślad za łobuzami. Przetarł oczy dłonią, zrobił krok i poczuł że to nie był dobry pomysł, bo chodnik uciekł mu spod stóp, świat zatańczył, zmienił położenie i mężczyzna wylądował na plecach, klnąc na nowo, głośno i wyraźnie.
- Oczywiście, że nie. Zwyczajnie wolałem się upewnić - zapewnił ją, krzywiąc się tylko nieznacznie. Nie miał czapki, ani też rękawiczek, ale co już miał to zimowy płaszcz. Niezapięty, oczywiście, bo tylko słabi ludzie zapinali płaszcze, a do tego nikt by nie widział że wyjątkowo miał na sobie mundur aurora, jak zasady tej pracy przykazywały.
- A może. W sumie bardzo prawdopodobne, ale teraz pytanie czemu nikogo innego nie zassały. Powiem ci że ustawianie wieku na użycie świstoklika to chyba tego jeszcze nie grali - strasznie to pedofilsko brzmiało, jak tak o tym pomyślał, ale chyba faktycznie jeszcze nie spotkał się z przypadkami by ktoś kodował świstokliki tak by reagowały na wiek. To chyba nawet było niemożliwe. Ale cóż, te wnioski prowadziły ich prosto do faktu, że musiała w tym maczać ręce czarna magia.
Odwrócił twarz, patrząc na pobliską witrynę i nie zauważył kogoś kto otarł się o niego przypadkowo, wybijając go z rytmu. - Patrz gdzie idziesz - mruknął tylko, na co odpowiedziało mu chłopięce przepraszam, ale też i zaraz kolejne szturchnięcie. Jeśli wcześniej zwyczajnie szli sobie ulicą, jak cywilizowani ludzie, to teraz mogli zorientować się, oboje w tym samym momencie, że otaczający ich przechodnie byli trochę za blisko, a do tego mieli na głowę zarzucone głębokie kaptury... Bulstrode pomacał się po kieszeni niemal automatycznie, sprawdzając czy ma na miejscu sakiewkę, ale to nie ona była problemem.
- Chwila moment... Kurwa Lestrange, moja różdżka! Łap..! - ich, tam miało być ich. Miała ich łapać, ale w tym momencie jeden z chłopców rzucił im pod nogi psikusa, który wybuchł i otoczył ich zielonkawą chmurą która waliła zgniłymi jajami, wyciskającymi łzy z oczu. Dosłownie, bo Atreus poczuł jak płacze, a obraz mu się rozmazał. Nie wiedział czy ma rzygnąć, czy może rzucić się w ślad za łobuzami. Przetarł oczy dłonią, zrobił krok i poczuł że to nie był dobry pomysł, bo chodnik uciekł mu spod stóp, świat zatańczył, zmienił położenie i mężczyzna wylądował na plecach, klnąc na nowo, głośno i wyraźnie.