21.01.2026, 08:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2026, 17:58 przez Christopher Rosier.)
– Już byliśmy przy fontannie z czekoladą – stwierdził Rosier, machając ręką. – Zresztą, nie będziemy stać przy fontannie, bo mamy tańczyć, może sobie złapać owoce w czekoladzie po drodze.
A on złapie sobie koreczka, skoro były tak wykurwiście pyszne.
Zmierzył Atreusa oceniającym spojrzeniem, na moment zapominając o przekomarzaniach, bo sprawy dotyczące ich kolekcji i Domu Mody były zawsze poważne. Po chwili wzruszył ramionami.
– Może i tak. Mamy taką kolekcję, inspirowaną emocjami. Merkuria dużo zrobiła – przyznał, krzywiąc się przy tym, mimo tego, że Merkuria niedawno wyjechała. - Pokaz miał być na początku września, na jesień, ale opóźnił się parę dni, a potem wszystko szlag trafił. Będzie pewnie na koniec jesieni, jeśli nasz miłościowy gość od szlafroków nie postanowi już niczego chwilowo palić, wtedy ograniczymy się do zdjęć i plakatów. Pewnie pan popularny auror promujący odwagę albo śmiałość w męskim wydaniu mógłby się sprawdzić.
Na całe szczęście, Christopher nie był kolegą Sauriela: inny Dom i wiek sprawiły, że się ze sobą nie zetknęli w szkole, a po niej ich ścieżki raczej rzadko się przecinały. Nie miał więc dylematów, czy wypada umawiać się z jego byłą narzeczoną, czy nie. Po prawdzie od byłych dziewczyn kolegów starał trzymać się z daleka, a „wpadka” z Cressidą nauczyła go dodatkowo ostrożności (no i był na balu z Millie, ale to się nie liczyło, bo przecież nie miał pojęcia, że tę cokolwiek kiedykolwiek łączyło z Louvainem). Jeśli ktoś by się tu czegoś mógł doszukiwać, to tego, że Victoria miała zostać żoną jego kuzyna, tu jednak wchodziło to, że Rosier świetnie wiedział, że ta dwójka nie cierpiała się nawzajem, ich związek był aranżowany, raczej krótki. I Chris był niemal pewny, że nawet nie trzymali się za ręce. No i przede wszystkim: kuzyn nie żył.
A poza tym Chris za gościem nie przepadał.
– Nie są razem, tak myślę, skoro tu ze mną przyszła, ale po tym zerwaniu zaręczyn widywano ich we dwoje – mruknął i trochę tworzyło to pewną konfuzję.
A potem zerknął na Atreusa nieco krzywo, jak zaczął mówić o tych oknach i w ogóle. No naprawdę, sądził, że Christopher się bał?! (Może powinien. Ale Rosier zwyczajnie był w życiu tak uprzywilejowany, że nie przyszło mu to do głowy.)
– Kretyn z ciebie, Bulstrode – oświadczył Christoper z powagą na to o obijaniu buziek, i niby kolejna przepychanka, ale jakby w innym tonie niż te poprzednie. – Pytam o niego, bo jakbyś nie zauważył, a pewnie takich rzeczy nie zauważasz, Victoria to nie jest dziewczyna, z którą się umawiasz na chwilę, żeby się nie nudzić i mieć z kim iść na przyjęcie. Takimi jak ona się nie bawi. I próbuję wyczuć, na ile skomplikowana jest sytuacja.
Jasne, mógł po prostu iść wprost do Victorii, ale znowu, nie była w jego oczach typem tej dziewczyny, do której szedłeś powiedzieć „hej, chcesz ze mną chodzić?” zamiennie z „hej, chcesz ze mną iść do łóżka?”, wyrażonego może często w inny sposób, ale jednak sprowadzającego wszystko właśnie do tego. Może więc zwyczajnie należało jeszcze przeczekać. Tyle że tu wchodziła obawa, że mamusia Lestrange za tydzień przyprowadzi jej kolejnego narzeczonego.
A on złapie sobie koreczka, skoro były tak wykurwiście pyszne.
Zmierzył Atreusa oceniającym spojrzeniem, na moment zapominając o przekomarzaniach, bo sprawy dotyczące ich kolekcji i Domu Mody były zawsze poważne. Po chwili wzruszył ramionami.
– Może i tak. Mamy taką kolekcję, inspirowaną emocjami. Merkuria dużo zrobiła – przyznał, krzywiąc się przy tym, mimo tego, że Merkuria niedawno wyjechała. - Pokaz miał być na początku września, na jesień, ale opóźnił się parę dni, a potem wszystko szlag trafił. Będzie pewnie na koniec jesieni, jeśli nasz miłościowy gość od szlafroków nie postanowi już niczego chwilowo palić, wtedy ograniczymy się do zdjęć i plakatów. Pewnie pan popularny auror promujący odwagę albo śmiałość w męskim wydaniu mógłby się sprawdzić.
Na całe szczęście, Christopher nie był kolegą Sauriela: inny Dom i wiek sprawiły, że się ze sobą nie zetknęli w szkole, a po niej ich ścieżki raczej rzadko się przecinały. Nie miał więc dylematów, czy wypada umawiać się z jego byłą narzeczoną, czy nie. Po prawdzie od byłych dziewczyn kolegów starał trzymać się z daleka, a „wpadka” z Cressidą nauczyła go dodatkowo ostrożności (no i był na balu z Millie, ale to się nie liczyło, bo przecież nie miał pojęcia, że tę cokolwiek kiedykolwiek łączyło z Louvainem). Jeśli ktoś by się tu czegoś mógł doszukiwać, to tego, że Victoria miała zostać żoną jego kuzyna, tu jednak wchodziło to, że Rosier świetnie wiedział, że ta dwójka nie cierpiała się nawzajem, ich związek był aranżowany, raczej krótki. I Chris był niemal pewny, że nawet nie trzymali się za ręce. No i przede wszystkim: kuzyn nie żył.
A poza tym Chris za gościem nie przepadał.
– Nie są razem, tak myślę, skoro tu ze mną przyszła, ale po tym zerwaniu zaręczyn widywano ich we dwoje – mruknął i trochę tworzyło to pewną konfuzję.
A potem zerknął na Atreusa nieco krzywo, jak zaczął mówić o tych oknach i w ogóle. No naprawdę, sądził, że Christopher się bał?! (Może powinien. Ale Rosier zwyczajnie był w życiu tak uprzywilejowany, że nie przyszło mu to do głowy.)
– Kretyn z ciebie, Bulstrode – oświadczył Christoper z powagą na to o obijaniu buziek, i niby kolejna przepychanka, ale jakby w innym tonie niż te poprzednie. – Pytam o niego, bo jakbyś nie zauważył, a pewnie takich rzeczy nie zauważasz, Victoria to nie jest dziewczyna, z którą się umawiasz na chwilę, żeby się nie nudzić i mieć z kim iść na przyjęcie. Takimi jak ona się nie bawi. I próbuję wyczuć, na ile skomplikowana jest sytuacja.
Jasne, mógł po prostu iść wprost do Victorii, ale znowu, nie była w jego oczach typem tej dziewczyny, do której szedłeś powiedzieć „hej, chcesz ze mną chodzić?” zamiennie z „hej, chcesz ze mną iść do łóżka?”, wyrażonego może często w inny sposób, ale jednak sprowadzającego wszystko właśnie do tego. Może więc zwyczajnie należało jeszcze przeczekać. Tyle że tu wchodziła obawa, że mamusia Lestrange za tydzień przyprowadzi jej kolejnego narzeczonego.