Nicholas po prostu zasugerował działania, jeżeli Stanley nie chciał czekać. Znacznie lepiej znał Harper, jako były pracownik Departamentu Przestrzegania Prawa. Travers tym samym nie brał udziału w atakach na Beltane, nie widział co zaszło. Znał sytuację z rozmów jakich się domagał. Tylko dlatego, gdyż udział brał jego brat.
Travers nie popędzał z niczym. Pozwolił Borginowi przeanalizować swoje słowa, przedstawić jasno jak trudno było dopaść Harper, aby zrozumieć, dlatego też z tym tematem długo zwlekał Robert. Wszelkie propozycje działania odpadały. Zbyt dobrze kobieta "wyszkoliła" sobie ochronę i zaufanie pracowników. Na jak długo?
- Doceniam troskę, ale zapewniam cię kuzynie, że nie działam pochopnie i nie wypytuję za każdym kroku o Harper. Badam temat wokół jej osoby, nie wypowiadając nawet jej nazwiska w miejscu jej dowodzącym.Uspokoił Stanleya, aby nie musiał się przejmować sytuacją Nicholasa. Niewymownego, który współpracując z koronerami, może inne informacje od nich wyciągnąć. Ostrożnie, dyskretnie.
Temat Harper musiał jednak zejść na bok, gdyż Borgina bardziej interesowała sprawa, czego potrzebował Nicholas od Richarda. Więc i tutaj go wysłuchał, lekko uśmiechnąwszy.
- Bez obaw. Nie zamierzam go prosić o coś, co miałoby narażać życie jego osoby czy rodziny.Ponownie uspokoił. Gdyż nie oto mu chodziło.
- Potrzebuję jedynie odzyskać coś, co należy do mnie a podarowałem Robertowi.
Zaczął powoli wyjaśniać, poważniejąc.
- Klucze do mojego domu. Tego, domu. Użyczyłem tego pomieszczenia Robertowi, abyście mogli w spokoju i bezpiecznie planować działania. Tym samym Robert dostał mój zapasowy komplet kluczy.
Rozłożył ręce, jakby chciał pokazać wnętrze tego piwniczego pomieszczenia, w którym mieli spotkania właśnie w sprawie Harper Moody, może też i inne. Co znaczyło, że Nicholas o nich wiedział.
- Jeżeli potrzebujesz kontynuować sprawę prowadzoną przez Roberta, w gronie osób w tej sprawie biorących udział, w mym domu, nie mam nic przeciwko. Muszę tylko wiedzieć, w czyich rękach będą klucze do mojego domu. Richarda, Twoich, czy ostatecznie wrócą do mnie. Mógłbym udać się do niego z osobistą wizytą, ale myślę, że lepiej będzie, jeżeli porozmawia z nim ktoś, kogo on zna.
Przedstawił Stanleyowi sprawę, a właściwie jeden z powodów tego spotkania. Drobiazg, ale bardzo istotny. Wymagający tylko rozmowy. Zgodnie z wcześniejszym zapewnieniem, nie naraża Mulcibera na nich innego, jak tylko zwyczajną rozmowę. Nic więcej od niego Nicholas nie chciał. Co najwyżej, będzie kontynuował z nim umowy handlowe na zakup świec i kadzideł. Jak to robił do tej pory z Robertem. Pozwolił Stanleyowi pomyśleć, czy zgodzi się podjąć tej rozmowy i ogarnie temat kluczy.
Z uwagą obserwował Stanleya, czekając na jego decyzję.