• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence

[13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#9
21.01.2026, 14:35  ✶  

Rozmowa, którą prowadzili nie do końca jej się podobała. Niby dostawała odpowiedzi na pytania, ale miała wrażenie, że są niepełne, że czegoś w nich brakuje. Coś jej nie pasowało, nie umiała jednak stwierdzić co. Mówił o wszystkim bardzo lekko. Wspomniał o dużym psie, psie trochę większym od niego. Nie sądziła, że w ogóle istniał taki pies, oczywiście, że w ogóle nie powinna o to pytać, bo wiedziała, że nie mówił jej prawdy, ukrywał przed nią część informacji. Czuła to. Nie była głupia, zresztą widziała więcej niż większość ludzi, szybko łączyła fakty, naprawdę chciała wierzyć w jego słowa, no ale nie kleiły jej się do końca, coś jej nie pasowało. Wspomniał o innych potworach, co również skłoniło ją do myślenia, nasuwała jej się tak naprawdę najbardziej oczywista oczywistość, wielki pies, większy od niego to musiał być wilkołak, tylko dlaczego nie chciał się przyznać do tego, że z jakimś się mierzył. Skoro został tylko draśnięty, to przecież nie było nic takiego. Stał przed nią, mówił do niej, pozwalało jej to wierzyć w to, że jego zlecenie zakończyło się sukcesem, naprawdę chciała w to wierzyć i nie dopuszczać do siebie innych możliwości.

Miała wrażenie, że coś jej umyka, czegoś nie widzi, a nie znosiła niewiedzy, nie potrafiła odnaleźć się w takich sytuacjach, ale co niby innego miała począć zaakceptowała tę wersję. Niech mu będzie, przynajmniej na razie, póki faktycznie nie znajdzie się pod prysznicem, tam nic nie będzie mógł przed nią ukryć.

Kiwnęła głową kilka razy, przyjmowała to, co mówił. Brzmiał żartobliwie, jak zawsze, próbował podchodzić do tej całej sytuacji lekko, ale nie do końca jej się to podobało. Znała go, wiedziała, że kiedy sobie z czymś nie radził to sięgał po żarty, tak było mu łatwiej przetrwać, to była jego metoda. Nie mówiła już nic, tylko się w niego wpatrywała dopóki nie poszedł w stronę łazienki. Tak właściwie nawet kiedy to zrobił to obserwowała go uważnie, jakby chciała zauważyć jakieś zawahanie, drobne potknięcie, cokolwiek co mogło świadczyć, że coś jest nie tak. Tyle, że to się nie wydarzyło. Nadal wyglądał jakby kontrolował wszystko, jakby to, co przeczuwała było tylko urojeniem. Być może faktycznie była nieco przewrażliwiona, może miała nieodpowiednie podejście.

Wrócił szybciej, niż zakładała, właściwie to ona miała dojść do niego, a nie on pojawić się w tym miejscu. Nie pasowało jej to, przeczuwała, że coś jest nie tak. Pytanie, które zadała było naprawdę głupie i naiwne, zupełnie bezsensowne, ale szukała jeszcze jakiejś wersji wydarzeń, w której wszystko miało być dobrze. Dość szybko dotarło do niej, że taka wersja wydarzeń nie istniała. Widziała to w jego oczach, czuła, że to wrażenie, które pojawiło się w nocy nie było złudne, miało sens, miało rację bytu. Naprawdę nie było dobrze, chociaż od kilkunastu minut udawali, że wszystko było w porządku. Tracili cenne minuty, tracili czas, nie mogła sobie tego wybaczyć. To było nie do pomyślenia.

Jeszcze wczoraj, jeszcze wieczorem wszystko było w porządku. Rozmawiali o przyszłości, o planach, o tym, czego chcieli, a czego nie. Dzisiaj przestało to mieć znaczenie. Wiedziała, że jest źle, zaczął ją przepraszać, co sugerowało, że pogodził się już z opcją, która wydawała mu się być możliwa. Nie, żeby ona to zaakceptowała. Prue nie zamierzała poddać się tak łatwo. Była uzdrowicielem, miała leczyć ludzi, robiła to przecież od lat. To było całkiem proste, on został ranny, ona miała mu pomóc. Byli pod tym względem kompatybilni, zawsze byli kompatybilni i nigdy się to nie miało zmienić.

Znalazła się w końcu tuż przed nim. Zmieniła tryb, przestawiła się na ten, który w tej chwili był skuteczniejszy, musiała oddzielić serce od rozumu, musiała się skupić na tym, aby mu pomóc. Była lekarzem, radziła sobie z sytuacjami beznadziejnymi. Gdy zobaczyła, jak wygląda jego ciało, wiedziała, że to jedna z takich sytuacji, przyjęła to do wiadomości, ale to nie było nic wielkiego. Zawsze można było znaleźć rozwiązanie, jeszcze oddychał, jeszcze przed nią stał, da się coś z tym zrobić. Fakt, skóra wyglądała fatalnie, ale to nie powodowało, że zamierzała odpuścić. Nie dzisiaj, na pewno nie tym razem. Mieli przed sobą przyszłość, zmarnowali naprawdę dużo czasu w przeszłości, kiedy wreszcie sobie wszystko wyjaśnili, gdy przeprowadzili się do swojego domu nagle miała się pogodzić z tym, że tak miało wyglądać ich zakończenie. Niedoczekanie.

Dotknął jej nadgarstka, poczuła na nim ciepło jego palców. Zacisnęła zęby. Nie uśmiechała się, nie podobało jej się jego podejście. Zupełnie. Nie akceptowała tego, nie zamierzała tego zaakceptować, czy mu się to podobało, czy nie. Trudno, mógł jej mieć to za złe, w sumie w tej chwili to ona miała mu trochę więcej do zarzucenia, będą musieli o tym podyskutować jak odzyska siły, jak postawi go na nogi.

- Nie. Nie wiesz, ja się na to nie zgadzam. - Nie miała zamiaru przystać na to, co mówił. Uniosła nawet nieco ton głosu, co zdarzało jej się praktycznie nigdy, nawet kiedy była wyjątkowo wkurzona. Jak niby miała nie reagować na to, że jej mąż właśnie godził się ze śmiercią? No jak? To nie było normalne, było popaprane, tym bardziej, że nic nie było przesądzone, nie kiedy mogła udzielić mu wsparcia.

- Nie zgadzam się na to. - Powtórzyła jeszcze raz, nieco głośniej. Oczy jej błyszczały, ale widać w nich było determinację, zdecydowanie nie był to moment, w którym miała zamiar odpuścić.

- Na szczęście nie Ty o tym decydujesz, nie możesz zabronić mi walczyć. - Nie docierały do niej jego argumenty, jasne, na pewno czuł swoje, wiedział najlepiej, ale to nie była dziedzina, w której zamierzała brać pod uwagę jego opinię. To był jej konik nie jego i wiedziała, że czasem cuda się zdarzały i to miał być jeden z takich wieczorów. - Tylko mi tego nie utrudniaj, proszę. - Dodała jeszcze, bo dużo łatwiej było działać, mając pacjenta, który współpracował. Jej mąż musiał to zrozumieć, czy tego chciał, czy nie.

- Aloysiusie Benjaminie Rookwood, nie zamierzam się powtarzać, masz się położyć, nie obchodzi mnie gdzie, podłoga jest najbezpieczniejsza, bo nie grozi Ci upadek, nie interesuje mnie, czego chcesz, masz się kurwa położyć i pozwolić mi robić to, w czym jestem najlepsza. - Nie odzywała się do niego w ten sposób nigdy, ale straciła cierpliwość, nie mógł jej tego utrudniać, dlaczego to robił? Dlaczego nie chciał dać jej szansy na to, żeby mu pomogła.

- Wypijemy tysiące herbat, jeśli mnie posłuchasz, błagam. - Naprawdę liczyła na to, że w końcu do niego dotrze to, że to nie był koniec, przecież to miał być ich początek, naprawdę chciał tak po prostu odpuścić. - Nie poddajesz się, to nie jesteś Ty, nigdy się nie poddajesz. - Wypluwała z siebie kolejne słowa, chcąc jakoś na niego wpłynąć. Nie zwlekała, w końcu się ruszyła, jej ruchy były zwinne, szybkie, miała w ręce torbę medyczną i różdżkę i zupełnie ignorowała jego prośby, nie zamierzała z nim pić teraz herbaty, chyba go Merlin opuścił.

- Tak się składa, że w tej chwili jesteś i moim mężem, i przypadkiem medycznym, chciałabym, żebyś przestał pierdolić głupoty, pozwolił mi się tym zająć, dzięki czemu będziesz tylko mężem, rozumiesz? - Naprawdę starała się do niego dotrzeć, chciała, żeby jej posłuchał, nie mieli czasu na takie niepotrzebne dyskusje. - Nie żegnaj się ze mną, nie dzisiaj, to dopiero początek. - Dopowiedziała jeszcze, naprawdę nie zamierzała na to pozwolić. Zresztą, czy w tym stanie w ogóle miał coś do powiedzenia, nie mógł zabronić jej go ratować, nie zatrzyma jej przecież siłą, bo ledwo oddychał, była na wygranej pozycji.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (17157), Prudence Fenwick (12385)




Wiadomości w tym wątku
[13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.01.2026, 14:05
RE: [13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.01.2026, 19:08
RE: [13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.01.2026, 21:02
RE: [13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.01.2026, 23:25
RE: [13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.01.2026, 12:15
RE: [13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.01.2026, 19:42
RE: [13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.01.2026, 23:35
RE: [13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.01.2026, 01:41
RE: [13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 21.01.2026, 14:35
RE: [13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.01.2026, 22:18
RE: [13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.01.2026, 00:27
RE: [13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 23.01.2026, 13:55
RE: [13.10.1972 noc] What do we say to the God of Death? Not today | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.01.2026, 23:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa